sobota, 2 kwietnia 2011

I'm just a sucker with no self esteem...

nie,nie jest tak,jak w tytule...Frajerką nie jestem,aczkolwiek poczucie własnej wartości nie odgrywa dla mnie roli priorytetowej w życiu xdd

Mam ochotę krzyczeć...zawsze uwielbiałam być oryginalna,a Dominika wredna kopiara kupiła sobie taką samą gitarę,jak ja...hmm,przypadkiem jej ją popsuję xdd
PRZYPADKIEM

I tak moja ładniejsza,bo po pierwsze:w ładniejszych rękach xdd
(i te ręce mają najzajebistsze paznokcie na świecie)
Po drugie:To gitara,którą nazwę moim fuckin'prince'm...
Po trzecie:Mam do niej pasek we flagi UK,który pasuje mi do paznokci ; ))

Po ente,srente itd:Ja miałam ją pierwsza i tyle xd
i po raz kolejny udowadniam samej sobie,że co do gitar dokonuję właściwego wyboru,nie to,co do przyjaciół...
apropos...ten debil,co go wczoraj obsmarowałam mnie "przeprasza"...hah,aż się chce włączyć pierdoloną Rihannę-Take a bow...
ale nie...nazwałam ją pierdoloną,a pierdolona jestem tylko ja xdd

No,ale anyway...

Ja zawistna nie jestem i to jest jedyna rzecz,którą wyniosłam z chrześcijaństwa przez moje jakieś 7 lat świadomego wyznawania tej religii i już kilka lat "wyznawania" jej pod przymusem...

pff. dalej chciałabym troszkę opisać wam mój dzień:

Rano obudziłam się ok.9.00,zasnęłam na jakąś godzinkę i ok.10.00 złapał mnie skurcz w nodze,strasznie mnie to bolało i to już nie pierwszy skurcz mięśni...mama podejrzewa,że mam anemię...podobno od tego się chudnie,więc nie obchodzi mnie,czy to wyniszcza,chcę schudnąć,chociaż tak naprawdę nie uważam,by było to konieczne,bo jak stoję ubrana w bieliznę przy lustrze,to wyglądam co najmniej zajebiście ; ))
(i takie podejście pomaga w byciu seksi,bo 70% seksapilu to własne jego poczucie,10% postawa,10%wygląd,10% charakter i kolejne 10 % to już opinia drugiej osoby o tym,co jest hot,a co not ;])

i tak przez kilkanaście minut rano masowałam sobie nogę,bo mnie cholernie bolało,a wstawałam 3 razy...za pierwszym razem z bólu nogi upadłam z powrotem na łóżko,za drugim-zakręciło mi się w głowie i zamroczyło mnie...i za trzecim razem ok.11:30 wstałam w końcu...
Od rana miałam muchy w nosie,bo...po prostu byłam smutna i wkurzona...na osobę,o której pisałam wczoraj,bo "strata przyjaciela" zawsze boli...
zjadłam mieszankę płatków,zamknęłam się w pokoju i wyszłam dopiero jakąś godzinę temu,porozmawiać z prababcią...

w pokoju głównie grałam na zajebistej gitarze,którą miałam pierwsza-.-
Słuchałam trochę muzyki,coś podżerałam,później grałam w simsy i bawiłam się z Nataszą...
to chyba jedyna osoba,która umie mnie rozweselić...podejdzie,przytuli cię takie małe niewinne dziecko i od razu lepiej ; )

Zabieram ją ze sobą,jak już będę studiować ; ))
Jutro nie idę do kościółka-Angela mi zachorowała ; //

Noom i tak mi nudny dzień minął...umówiłam się na spotkanie z Klaudią...
uwielbiam ją...jest taka...zajebista ; ))
od przedszkola się kumplujemy i dojrzewamy emocjonalnie mniej więcej w tym samym tempie...
Obie jesteśmy elokwentne,dlatego dobrze mi się z nią rozmawia,oczywiście,ja jak zawsze w kontaktach z innymi wygłupiam się,żartuję i cisnę wszystkim i wszystkiemu,co popadnie...

Wymyśliłam także akcję "Z GLANA W MORDĘ JONASOWI *w* "
przyda mu się ; ))
może zmądrzeje ; ))
Kogo ja oszukuję...toż to osobnik z gatunku męskiego,a to coś nigdy nie zmądrzeje...
ale i tak uwielbiam chłopaków,bo zabijają robale,a ja nie lubię robali ; ))

podsumowując znów kocham cały mój świat,tylko,że teraz ten cały mój świat zmniejszył się o jedną osobę(dopisałabym,że osobę,która zajmowała przedtem tego świata większość,ale nie dopiszę,aż taka idiotka ze mnie nie jest ^^)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz