poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Yesterday was yesterday...

Wczoraj było w miarę fajnie,do momentu,aż nie dowiedziałam się o fałszywości pewnej osoby.

Te wakacje są zajebiste,każdy kogo uważasz za przyjaciela przestaje nim być,
ale znajdują się nowi przyjaciele.

Stare wspomnienia idą pod stawkę,czas tworzyć nowe.
Nowe wspomnienia takie jak wspólny prysznic z Marysią.
Jak dziwny skajpaj z Mateuszem.
Jak dziwne nocne pytania do Oskara.
Jak robienie durnych zdjęć z Gabi.
No i "mistrz painta - Jędrek" ;)

Skajpajowałam wczoraj z ...kolejnym Mateuszem.Kurwa to imię mnie prześladuje.
Miło i fajnie,aczkolwiek to ja zasługuję na tytuł prawdziwego rudzielca z tą moją wredotą,nieprawdaż?

A swoją drogą...nienawidzę wstawać rano o 13.00 i przypominać sobie jakie pytania komuś zadawałam o 3.00...bo te pytania są megapojebane xD
Najczęściej pytam ludzi o reakcje na jakieś niespodziewane zachowania.To taka cząstka psychologa we mnie,której za chuja się nie wyzbędę ;>
Druga taka cząstka to to,iż ostatnio strasznie zaczęłam pomagać ludziom w sferze uczuciowej.Po zerwaniu albo w trakcie kłótni.Bo nie chcę,żeby ktoś miał w tych momentach jak ja.Sama w pokoju,płacząc w poduszkę.Mam też w sobie cząstkę prawnika - zawsze walczę o sprawiedliwość.Mam w sobie cząstkę żołnierza - walczę o honor,walczę dla przyjaciół.OOO,proszę,a teraz sama siebie analizuję psychologicznie.Śmieszne...bo chcę zostać nauczycielem,a nie psychologiem
XoXo,skarby ;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz