niedziela, 25 listopada 2012

zaległe zadanie z polskiego xD


Dobra,na szybkiego moje zadanie z polskiego,które sobie wydrukuję,wkleję i będzie oooołkiej .
Dlaczego tu? Proste - łatwiej pisać mi na komputerze,łatwiej się skupić,łatwiej mi reflektować na tym blogu,bo właśnie po to go stworzyłam.

Ludzie bardziej są skłonni do niewiary w kogoś lub coś niż do wiary w siebie - luźne przemyślenia.

Tą pracę z góry mogę zatytułować "zbiór-bzdur",bo to zazwyczaj wychodzi z moich przemyśleń.Czy zgadzam się z powyższym zdaniem? Raczej nie. Według mnie te dwie rzeczy ściśle się ze sobą wiążą.
Znów zejdziemy na tematy teistyczne,co jest moim częstym przypadkiem i cóż - niedawno z resztą poruszałam tematy autoteizmu,więc znów go tu przytoczę.
Zacznijmy jednak od niewiary ludzi w kogoś lub coś. Kompletna bzdura w stwierdzeniu,że prędzej się w coś nie uwierzy,niż uwierzy w siebie samego. Mamy tutaj,na tej sali,w której być może odczytam to wypracowanie 99,9% osób,które wierzą w coś,gdyż tak im wpojono.
Dużo osób,które skłonne są uwierzyć w to,co się mówiło. Osobiście uważam,że łatwo jest komuś coś wmówić,a ludzie? Ludzie są naiwni,łykną każde kłamstewko. Zapewne mają nadzieję,że taka jest prawda,bo zazwyczaj mają nadzieję,że jest to prawdziwe ,a nadzieja matką jest głupich. Na własnym przykładzie wiem,że łatwym narzędziem,które może wykreować nawet całkowicie fikcyjną postać jest internet. Mam kilka alterego w tym świecie.Każde z nich oczywiście wyidealizowane.Jednakże - wierzą mi na słowo.
Jednocześnie wracając do procentowego składu osób,które wierzą w coś - jestem pewna,że nie wierzą w siebie.Bogowie(w tym także anty-bogowie) według mnie bowiem to wymysł ludzki,wymysł tego,że jest coś ponad nami,co można będzie obwinić za własne porażki,czy błędy. No bo łatwiej powiedzieć,że taki mały szatan na naszym ramieniu skłania nas ku złu,niż przyznać,iż ma się taką tendencję.A przecież tendencje są rzeczami ludzkimi,każdy z nas ma do czegoś.
No właśnie,tendencja do wiary.Do wiary w czyjeś słowa...Tak,a później boli.
Staram się być ostrożna,staram się nie nazywać nikogo przyjacielem,staram się nie wierzyć w żadne słowo,które się mi mówi.Wiara to głupota.Jak mawia moja koleżanka "Nie ufam ludziom,a ty ufasz manekinom".Człowiek potrafi zranić,najgorsze są szramy na psychice.
Przytaczając zaś inny cytat - "Zaufanie jest jak lustro,kiedy pęknie - owszem,można je skleić,lecz nadal widać rysy".
Wiara w coś nie wyklucza wiary we własne możliwości,niestety jednak często zasługi spisujemy na siebie,a winami starami się obarczyć kogoś innego.Ciekawą sprawą zaś zdaje się być w miarę nowy(początek XXI wieku) pogląd religijny,jakim jest autoteizm. Głosi on,iż każdy jest swoim bogiem,najwyższą istotą. O ile osobiście nie popieram postaw narcystycznych,czy też egocentryzmu i samouwielbienia,to uważam,że autoteizm byłby dobrym narzędziem w terapiach psychologicznych.
A ja sama,to ja sama.Ja dokładnie znam swoją wartość,żadne słowa nie zmienią moich postaw,bo uważam,że nikt nie zna mnie czy mojego umysłu na tyle dobrze,by ocenić,jak głupia jestem.Moją głupotę dostrzegam tylko w mojej ufności,wierze,że jest dobro w ludziach.Ja się nie cenię,nie wybijam się ponad wszystkich,a jeśli już jest to tylko i wyłącznie w ramach żartu lubi hiperbolizacji,która ujawnia przed ludźmi ich hipokryzje.Często jestem za to obrażana,poniżana itp.Całkowicie mnie to nie interesuje.
Nie mam wielkiego poczucia własnej wartości,dla siebie jestem sobą - takim sobie kolorowym duszkiem szarych mas.Nie wierzę w nic poza własnymi możliwościami.Nie wyjdzie - moja wina,wyjdzie - moja ciężka praca.Nie potrzebuję modłów o pomyślność.Podsumowując sobie mój zbiór-bzdur:
Powyższe stwierdzenie jest w stu procentach błędne.Prawie każdy woli wierzyć w "Coś",niż wierzyć w samego siebie.Nie ma skłonności negacji tego czegoś,a jeśli już zacznie negować,to coraz bardziej wierzy w samego siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz