Odebrała go babcia,nawet nie wiedziała o co pytać.Przed domem stała roztrzęsiona dziewczyna,którą myślę,iż mogę nazwać przyjaciółką.
Uciekła.Uciekła z domu,z budynku,który dla niej pozbawiony jest jakichkolwiek uczuć i emocji związanych ze słowem "dom".Na twarzy wymalowane były strach i nienawiść.Wciąż powtarzała "Nienawidzę ich","Nie chcę tam wracać".Nie miała na sobie nawet kurtki...Drżała.Nie wiem,czy przez emocje czy przez zimno na dworze.Okryłam ją swoją kurtką usiadłyśmy na schodach w mojej klatce.Próbowałam się czegoś dowiedzieć,ale była roztrzęsiona.Sytuacja wyglądałaby inaczej i na pewno nie skończyłaby się wizytą dwóch ubranych w czarne mundury cwaniaczków,którzy jak wszyscy na świecie nie rozumieją nastolatków.
Ja rozumiem to,co mówi moja przyjaciółka.Każdemu jest potrzebna mała autonomia i każdemu jest potrzebny czas dla siebie.Każdemu potrzebna jest chwila prywatności,takiego posiedzenia sobie w pokoju,bez ciągłego otwierania drzwi.
Kiedy siedziałyśmy na schodach wcięła się moja głupia rodzina.Matka zawołała nas do domu,babcia zaczęła prawić swoje mądrości,bo babcię jako jedyną uważam za mądrą,co nie zmienia faktu,że tego wieczoru również mnie wkurwiła.Otóż dla niej najważniejsze w tym momencie było "idź robić lekcje".Nie liczyło się dla niej to,jak się poczułam,gdy zobaczyłam moją przyjaciółkę w takim stanie.Nie liczyło się dla niej,że w tym momencie moją pierwszą myślą było "zajebię idiotę,który śmiał doprowadzić ją do takiego stanu".Dla niej nie liczyło się,że ona mówi stanowcze nie i boi się wrócić do domu...Nawet nie zrobiła jej herbaty...
Ja śmiało mogę wykrzyczeć,że również nienawidzę mojej rodziny,ale mam tu jeszcze gorzej."Dziwko,szmato,kurwo" to chyba najmilsze słowa,jakie mogę usłyszeć od matki.Od ojczyma nie słyszę ni słowa.Ale jeszcze bardziej nienawidzę w nich pierdolonego materializmu i pierdolonego "moja dupa najważniejsza,a innych w niej mam".
Nienawidzę.Nienawidzę.Nienawidzę.
Nienawidzę faktu,że nie dali mi tego rozegrać po mojemu.W mojej wersji zapierdoliłabym przez całe miasto do domu Marysi.Powiadomiła bym rodziców zdaniem "JEST KURWA U MNIE,JESTEM BEZIMIENNA,A JEJ NIC NIE GROZI I NIE KURWA NIE WRÓCI".Nie pozwoliłabym jej wrócić...nie teraz.Bo to prawie pewne,że znów ucieknie...że zrobi coś jeszcze głupszego.
Po tym jak była u nas poszliśmy do jej babci.Domofon nie odpowiadał...nie było tej kobiety...
Więc poszliśmy do mieszkania jej ciotki.Piękna rodzina,nie ma co...powiedzieli "u nas nie ma miejsca" i zamknęli drzwi.Z GLANA W RYJA I NIECH NA MIĘTOWO SRAJĄ.
I moi wspaniali rodzice zadzwonili do jej rodziców.Jej rodzinka przyjechała i przyjechała policja.
Na ich widok to teraz się we mnie krew gotuje...Się najmądrzejsi znaleźli,którzy w potoku słów wyłapali tylko "zabrał mi komórkę",a nie "zaczął mnie popychać i szarpać".Na odjazdowe pokazałam im pięknie środkowego palca,bo my punki tak mamy.Nadstawiamy dupy i popełniamy czyny karne jak np. nie powiadamiamy idiotów,gdzie są ich dzieci.
Chyba wstanę jutro o 6.00 i na 7.00 będę u niej...
Cieszę się,że mi zaufała i przybiegła do mnie...ale boję się,że mi nie zaufa dalej.Tylko dlatego,że nie ja to rozegrałam.
A do wielce "policjantów"...zabierzcie ją do tego miejsca,gdzie czuje się niebezpieczna.Oj tak,zabierzcie ją tam,gdzie zapewne znów zacznie ją szarpać i popychać,a wy usłyszycie tylko "zabrał mi telefon".Zabierzcie ją tam,gdzie musi harować ponad swoje siły i w miejsce przez które dostaje nerwicy żołądka.Zabierzcie ją tam,bo do kurwy nędzy bardzo chcielibyście w takie miejsce wrócić,a sami - wypierdalajcie i taką "pomoc" to sobie do dupy wsadźcie.
Chciałabym jeszcze zaznaczyć,że nie mieliście prawa wgl spisywać jakichkolwiek zeznań ani szukać dziewczyny,gdyż od momentu "zaginięcia" nie minęło 48h ^^
Gratuluję,że znacie przepisy...najbardziej tzw. przepisy po znajomości.
Rzygać mi się chce takimi ludźmi,jak cała ta wasza "fałszywa konspiracja".
Naprawdę gówno z tego rozumiecie,o życiu też gówno wiecie z tego co widzę.Gówno wiecie o samotności,będąc w tłumie.Gówno wiecie o introwersji,gówno wiecie o tym,jak rodzina niszczy psychikę.
Wymagają od niej więcej dojrzałości ,niż powinna w swoim wieku,ale pozwalają na mniej.
I chuja,że ma tą 22.00 jako godzinę powrotu do domu,czasem potrzeba buntu zwycięża i to jest odwieczne prawo młodości...a najbardziej boli niesprawiedliwość.Nie jest jedyna "stara".Ma siostrę tylko rok młodszą,więc mogłaby jej coś pomóc...ale tamta druga to jest własnie to najwspanialsze,złote dziecko...I niesprawiedliwość,brak podziału sprawia,że nie radzi sobie z tym wszystkim.
Kończę wywód,który może się wydawać wręcz żałosny.
POLICJO - SSIESZ.
MAMO - SSIESZ.
BABCIU - SSIESZ.
RODZINO MOJEJ PRZYJACIÓŁKI - SSIESZ.
MOJA PRZYJACIÓŁKO - KOCHAM CIĘ I JEŚLI TAKIE SYTUACJE SIĘ POWTÓRZĄ : WSIADAMY W BYLE JAKI POCIĄG I NAS TU NIE MA.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz