Hmmm,chyba idę na koncert punkrockowy w moim miasteczku ; ))
Mamusię się ubłaga argumentami:"ty też chodziłaś i nie raz mi pokazywałaś zdjęcia",tak jak o gitarę jej truję rzeczami w stylu:"ale ty grałaś na skrzypcach i pianinie i miałaś je dobre,a ten shit nawet na progach nie stroi"-.-
może się przerzucę na bas,ma tylko 4 struny i będzie mi łatwiej ; DD
żart,żart-zawsze wolałam gitar(zystów xdd)ę akustyczną/klasyczną/elektryczną*
*niepotrzebne skreślić ; ))
to siedzi w mojej podświadomości,bo jak byłam mała (jakoś tak 4 latka) to wpoiłam już sobie,co jest cool,a co nie...
i tak np.gitary znalazły się w 'cool',bo nawet nie wiem czemu ; ))
teraz 2 sprawa:pierwszym chłopakiem("idolem nastolatek"),w którym się bujałam był nijaki Tom Kaulitz...i te dredy(też uważam,że dredy są cool ; ]),i te jego piercingi(cool ;D) i te jego czapki i styl ubierania się(też cool,chociaż to jak ktoś się ubiera nie jest najważniejsze)...
Stara miłość nie rdzewieje...Tom teraz ma czarne włosy,śliczne czekoladowe oczy(a właśnie,czekoladowe oczy-megacool u facetów! <3),piercingi>
kiedyś czytałam,że właśnie w dość młodym wieku w naszej głowie stabilizuje się 'ideał piękna' i inne wzorce...
moim 'ideałem piękna' jeśli chodzi o mężczyzn był Tom i ciągle mi w podświadomości siedzi i wszystkich do niego porównuję ; ))
za to 'ideałem piękna' jak chodzi o kobiety była dla mnie Bloom z winxów...xdd
i mimo iż już dawno zapomniałam nawet o czym to było,to nadal pamiętam jedno:ona była ruda i miała niebieskie oczy...dziś uwielbiam właśnie na taki wygląd przerabiać swoje zdjęcia...a zauważyłam to podobieństwo dopiero dzisiaj ; ))
zabawne,żyję ze sobą już ok 14 lat i nadal nie znam samej siebie ; ))
czasami odnoszę wrażenie,że inne osoby znam lepiej niż siebie samą ; ))
np.Jonasa; ))
*Sz**sz*ostatnio się nie kłócimy-niech ten stan trwa jak najdłużej xdd
lubię jak się nie obrażamy,chociaż...jak się obrażamy to też jest fajnie ; ))
Kostki z Offspring przyszły...jedna moja,jedna Jonasa ; ))
Moja lepsza ; P
bo moja xdd
a teraz się bawię dalej w psychologa dla samej siebie:
Inne wzorce,które pojawiają się już dość wcześnie to np. wzorzec udanego związku...obawiam się,że nigdy nie będę takiego miała,jeżeli sama sobie nie poszukam,jakiegoś wzorcu...cóż...kiedy byłam mała nie miałam żadnego 'taty'...sorki...miałam,ale był to dziadek,a na niego mówiłam 'tata'...pamiętam,że zawsze powtarzałam,że "jak dorosnę to wyjdę za niego za mąż"; ))
zmarł,gdy miałam 4 lata....
później co chwilę pojawiali się nowi 'wujkowie'...bo mamusia szukała,szukała i wydaje mi się,że znalazła,ale na siłę...
tsaaa.kolejny problem mojego życia-mamusia i ojczym-zero w nich dla mnie autorytetu,jak chodzi o związek...
"gdyż,ponieważ" tata,gdy jeszcze nie był 'tatą',a był wujkiem był spoko,przyjeżdżał i zawsze mi coś przywoził,nie był jakiś wredny i w ogóle...
Teraz jest okropny...ale to być może wina tego,że mieszkamy z babcią,a wiadomo,że teściowych się nie lubi ; ))
ale cóż,jak jest,tak jest-ciągłe kłótnie...co sobota budzi mnie krzyk rodziców i kolejna kłótnia o rzeczy tak naprawdę nieistotne(tak,ostatnio kłócili się kto ma wyczyścić akwarium-.-[co oni,udają mnie i Jonasa,że się tak ciągle kłócą? ;D])
Ojczym ma kryzys wieku średniego...po 40 mu odjebało-.-
i ogółem to uważam,że nie jesteśmy prawdziwą rodziną...bo rodzina rozmawia,a nie wytyka sobie wady i błedy przy każdej okazji...
eehhh,przejebane,ale co zrobić...
żyć nie umierać...a może umierać?
kiedyś sporo myślałam nad samobójstwem...ale staram się o nim nie myśleć...
bo to tylko ucieczka od problemów,a ja wychodzę z założenia,że każdy musi się ze swoimi zmierzyć-.-
hmmm...może kolejny temat...
aha...może to:
Jestem tak zajebistą aktorką,jak nikt na tym świecie...
nie znam biologicznego ojca,mam kompleksy,mam problemy rodzinne takie,jakie mam,miałam wypadek,który zmienił moje postrzeganie świata,a mimo to próbuję się wciąż uśmiechać...
i jeszcze raz powiedz mi ktoś:"nie rozumiesz mnie","nie wiesz,jak to jest,gdy kogoś stracisz" itp.(jak Jonas kiedyś-.-)
niektórzy myślą,że ja ich nie znam,gdy tak naprawdę historię ich życia spisałabym nawet wierszem...a poznanie kogoś jest możliwe,tylko,gdy obie strony chcą się poznać nawzajem(nie wiem po co to piszę,ale tak mi wpadło...jeden z moich aforyzmów)...
Jebać...sarkazm,cięte riposty i wredny styl mówienia stały się znakami wręcz rozpoznawczymi Fuckin'Princess,a w plotkach,to chyba już nawet Fuckin'Queen...
a właśnie-
PLOTKUJĘ-bo lubię,bo mam taki kaprys...
bo to mój sposób chowania przed światem mojej historii...
historii,której cholera nie wiadomo,jak bardzo bym chciała i tak nie poznam w 100%...
nie znam sama siebie...jak cudownie...
dobra,kończę,zanim się rozpiszę do granic możliwości...
może napiszę,jak dowiem się więcej o samej sobie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz