Zbliża się właśnie okres świąteczny - znienawidzony przez ludzi tak zniewieściałych,jak ja ^^'
Heeeeeeemmm,czekamy na kolędy mojej rodzinki,ja zaś poszukuję sobie właśnie moich "kolęd"...chyba mam już pierwszą:
GreenDay - Viva la Gloria(Little Girl)
GreenDay - Viva la Gloria(Little Girl)
Little girl, little girl
why are you crying?
Inside your restless soul your heart is dying
Tak to mniej więcej wygląda...
Śniegu na szczęście nie ma,więc można chodzić z jedyną obawą,iż nie wiem,czy poślizgnęłam się na błocie czy na gównie xD
no,dobra...po takich terenach to nie chodzę...raczej wiem do czego są chodniki ;D
--------------------------------------------------------------------
Anyway,znalazłam sobie forum...taką grupę na grono.net - Ateiści Zajebiści ;D
i jeden z wątków mnie nakręcił,tak iż powtarzane przeze mnie racje zostały ubrane w nowe słowa
i tak powstała taka wypowiedź:
Śniegu na szczęście nie ma,więc można chodzić z jedyną obawą,iż nie wiem,czy poślizgnęłam się na błocie czy na gównie xD
no,dobra...po takich terenach to nie chodzę...raczej wiem do czego są chodniki ;D
--------------------------------------------------------------------
Anyway,znalazłam sobie forum...taką grupę na grono.net - Ateiści Zajebiści ;D
i jeden z wątków mnie nakręcił,tak iż powtarzane przeze mnie racje zostały ubrane w nowe słowa
i tak powstała taka wypowiedź:
hmmm,spodobało mi się to forum; D
co do agnostycyzmu,była to moja postawa wcześniej,ale im częściej o tym myślałam,to coraz bardziej stawałam się ateistką - teraz jestem nią raczej w 100%.
Zacznijmy od tego,że NIE JEMY KOTÓW,chociaż za takich jesteśmy właśnie uważani i "mamy szatana pod skórą",niszczymy krzyże i w ogóle - całe zło tego świata jest skupione w nas.
Ale tak nie jest...
Widzę coraz częściej,iż jestem człowiekiem o moralności wyższej,niżeli pseudokatolicy z mojej szkoły...
O tym,że jestem ateistką przeświadczył fakt samego mojego życia,które sobie przemyślałam,robiąc wykres szczęścia życiowego,gdzie większość wykresu była na minusie.Zadawałam sobie pytanie "czemu bóg tak mnie potraktował?co ja takiego zrobiłam?".Myślałam coraz częściej i to przez to zostałam ateistką - bo zaczęłam SAMA MYŚLEĆ i nie obwiniać boga za swoje porażki,ale też nie dziękować mu za powodzenia(tego 2 i tak większość katolików nie robi).
Nagle dotarło do mnie,że wszystko co robię i co osiągam to moja praca i mój wysiłek,a nie żaden "duszek nade mną".Dodatkowo doszły sprawy,o których usłyszałam(jak Crimen Solicitacionis,czy jakoś tak).
Zobaczyłam,że kościół to miejsce zakłamane,że "dajecie na mszę",jakby ta złotówka więcej świadczyła o tym,że bóg wysłucha więcej waszych modlitw.To też sprawiło,iż z moją kochaną rodzinką,która,gdy powiem,że jestem ateistką drze się:"nie każdy musi wiedzieć,nie obnoś się z tym,nie tak cię wychowaliśmy",nie poszłam na mszę za dziadka - bo zapłacili dużo kasy,jakby fakt ile zapłacą dałby im większą pewność wysłuchania...no brawo.
Inną sprawą jest nietolerancja u katolików,którzy oczywiście mimo wszystko "szanują bliźniego,jak siebie samego"...a nieprawda.Często spotykam się z takimi rzeczami,że im przeszkadza wszystko praktycznie.Ja często byłam wyśmiewana i poniżana...z powodu wzrostu,z powodu wagi,czy właśnie wyznania.Ja chociaż jestem ateistką nigdy nikogo nie krzywdzę,bynajmniej się staram.
Często słyszę też uwagi typu "a ten to wygląda jak baba,co za pedał"...cóż no nie wiem...słyszę też niemiłe opinie o hermafrodytach,a przecież w ich piśmie św. zapisane jest,iż bóg ma cechy "i matki i ojca"
Nie znoszę też określenia "niewierzący",bo wiara to pojęcie względne,a ja wierzę w lepsze jutro.
Kiedy już naprawdę nie wytrzymuję i zdenerwuje mnie rodzina,mówię im,że prędzej uwierzę w właśnie przytoczoną już płaską ziemię,niż we "wszechmogącą hermafrodytę,która na ziemi urządziła sobie najbardziej jebniętą wersję simsów".
Ale nie wszyscy chrześcijanie tacy są...Taka jest np.katachetka,która w zeszłym roku mnie jeszcze uczyła religii,natomiast teraz gdy nie chodzę na religię ma na mnie w oczach błysk typu "spłoniesz w piekle",z resztą...nawet dzień dobry mi nie odpowiada.Za to mój chłopak - również katolik - w sprawie mojego ateizmu jest definitywnie tolerancyjny,do niczego mnie nie przymusza,nigdy nie stawia mi ultimatum typu "uwierz lub koniec z nami",wręcz przeciwnie,mówi,że jeśli będę chciała to do kościoła pójdę,nigdy nie zaciągnie mnie siłą.Cieszę się z tego,iż w tej kwestii jest wyrozumiały i nie ma pojęcia średniowiecznego na temat ateistów,czyli takiego,że jesteśmy ucieleśnieniem zła.
Dawniej to ludzie tacy,jak ja płonęli na stosie za czarną magię,gdyby tak było teraz to cóż - spłonęłabym jako pierwsza,bo wolę to,niż być tak pozerska,jak katolicy,których znam...
sorki,ale mnie tu wkurzają opinie typu "antychryści" itd.
dzięki,jeśli to przeczytaliście; ))
Danke sehr,wybijam od kompa ;D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz