środa, 19 października 2011

Congartulations,I hate you-.-

Tsaaa,dokładnie...
Znów doszłam do takiego momentu w życiu,gdzie zdaję sobie sprawę,że w pieprzonym wieku XXI nie można liczyć na nikogo i nie opłaca się nawet próbować być dla nikogo miłym...
Źle mi w życiu,robię przez to,coś czego nie chciałam,a tu mi taki pseudofajny wyjeżdża z tekstem,że robię to na pokaz...a to nie moja wina,że egzystuję pasmem niekończącego się cierpienia,z którym nie umiem sobie sama poradzić...Mam już dość płakania w poduszkę,dlatego zdecydowałam się robić to,ponadto obiecałam sobie,że będzie "Gone Forever",a chuj...znowu się zaczęło,przez to,że jestem głupia i zaczęłam z kimś rozmawiać.Ale...chyba zerwę kontakt,skończę z tym,czekam na wiadomość od Łukasza...to jeden z niewielu przyjaciół,jakich tu mam...tak,przyjaciół,znam go w chuja krótko,ale chyba właśnie na tym polega przyjaźń,by odwodzić się od złego,pomóc sobie w życiu...czasem to on ma załamanie,ja staram się mu pomóc,czasem to ja i on pomaga mi...

Co do pseudozajebistości,co to się pojawiła znikąd(jak się zwie ta twoja wioska,chłopcze?)O moim życiu pierdoliłam tu już tyle,że szkoda pisać więcej...w skrócie - jedna megaporażka,a teraz dochodzi :choroba kolan i jakaś choroba,której za chuja nie mogę zdiagnozować...a i chyba pogłębiająca się depresja(+myśli samobójcze + self-harm)...staczam się,staję się wrakiem...ale nie zapalę,nie będę piła,nie dam w żyłę...to najgorsze,co można zrobić...bo daje to złudne uczucie kontroli...

dzisiaj słuchałam starej muzyki - rapu...hah,jedna piosenka,jaką wytrzymałam dłużej niż kilka sekund to "wrak",wdowy i jeszcze kogoś...nie brak mi tego,czuję się lepiej słuchając tego,czego słucham..."W czarnej skórze idziesz sam[...]jesteś inny w szarym tłumie,nie potrafią cię zrozumieć"...i tak jest,i niech tak będzie...nie rozumieją,bo nie chcą...ludzie nie lubią cierpienia,wolą być sobie wielce happy itd. boją się zmierzyć z lękiem,bo wiedzą,że w nich też on tkwi,a lęk zabija...w rezultacie boją się sami siebie...boją się własnego strachu...

Ehhh,jakoś tak w chuja mi teraz smutno...tylko się przytulić i płakać,bo kurwa po prostu nie mam siły nic zrobić,nie chcę nic zrobić,chcę,żeby ktoś to wziął,chociaż trochę,bo to dla mnie za duży ciężar,a na tak głębokiej wodzie ja tonę...moje glany pociągną mnie na dno ;](o no proszę,jeszcze nie jest tak źle,jak potrafię jeszcze jebnąć taki tekst)

eh,to nie do wiary,jak potrafią zdołować tylko 2 osoby...jedna zakłamana zarzucająca mi pozerstwo,choć sama jest...po prostu chamidłem i druga,jak mówi Łukasz nie warta mnie,debil itd. i Łukasz chce go zajebać za to,co mi robi ; DD
Ale wie,że jakby to zrobił,to ja zrobiłabym sobie coś gorszego ;]
dlaczego starzy nie mają Jacka Daniellsa w barku...byłoby mi teraz o wiele łatwiej ;))
wracam do normalności...znaczy mojej normalności,która dla ludzi zawsze będzie nie zrozumiała...z tego co mówil ostatnio pan od muzyki - "geniusze zawsze byli uznawani za jakis pomyleńców,szaleńców",więc jest szansa,że jestem geniuszem ;]
kończę ;))
Congratulations,I hate you all! ^^'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz