poniedziałek, 27 stycznia 2014

What she hates most...

Zadałam sobie przed chwilką dość ważne pytanie,sobie i nie tylko.
Czego najbardziej nienawidzę...
Od jednej z najważniejszych dla mnie osób padła odpowiedź "mnie".Wiem,że jest świadoma,że tak nie jest,albo chociaż mam taką nadzieję.Tak naprawdę,nigdy w życiu nie wierzyłam,że będę miała przyjaciela i nawet nie wiem jak to wyszło,że mam Darię,oddałabym serce,wątrobę,płuca i lewe oko(PRAWE ZOSTAJE,ZA ŁADNE) za nią.

Od kogoś innego "pozerstwa",wygląda jak czytelnik mojego bloga hahaha
Taki żarcik,wiem,że nikt nie ma czasu na czytanie kryzysów egzystencjalnych podlotki,która próbowała być fajna w podstawówce...ojejciu,właśnie ogarnęłam,że moje "felietony z dupy wzięte",jak sobie mawiam o moim blogu,są ze mną przez wszystkie szkoły,od podstawówki,przez gimbazę do liceum.Fucking Princess zna wszystkie moje miłostki,ogarnia jak wyrosłam z agresji.
Tak wgl kiedy słyszę,że jestem agresywna i wulgarna,to tak trochę bardzo mnie to śmieszy,a słyszę to w miarę często.Moi drodzy,mam 1.57m wzrostu,nawet gdybym chciała być agresywna to mi to nie wyjdzie haha
a wulgarna,wypowiem się tylko tak: musiałabym być potworem,żeby być wulgarna w oczach kogoś,dla kogo inspirującym momentem jest siedzenie przed TV i oglądanie Warsaw Shore(nadal wierzę,że on żartuje;nie chcę wierzyć,że mógłby być aż tak nisko),musiałabym być też idiotką,żeby się tym przejmować.
Możliwe,że jestem sobie takim Holdenem Caulfieldem,czy innym bohaterem np.Lotu nad Kukułczym Gniazdem;po prostu antybohater,który nie wykazuje w sobie żadnych cech moralności na pozór,a jednak...coś takiego jak serduszko w sobie ma.(PS to wcale nie znaczy,że chcę je mieć.czasem myślę,że lepiej byłoby być "zimną suką ulicą").
Pozerstwo,moje uwielbione słówko z gimnazjum,do momentu,w którym nie zrozumiałam jednej rzeczy: każdy może każdego tak nazwać.Nikt nie wie co jest prawdą,póki kogoś nie pozna dokładniej.Inteligentniejszym czasem wystarczy jedno spojrzenie,debilom - jak ja - czasem sprawia przyjemność dłuższe analizowanie złożoności osobowości jakiegoś człowieka,a jeszcze gorsi debile spojrzą na ciebie na zasadzie "pokaż mi to,a powiem Ci kim jesteś".Bawi mnie szalenie zabawa w takiego debila,a jeszcze bardziej to,że ludzie skłonni są uwierzyć,że taka jestem.Że kiedy sobie wyzywam od pedałów,to na serio tak myślę.Noście se kurwa te rurki,miłego gniecenia jaj,mnie to zdrowo pierdoli,mówiąc bardzo dosadnie.Wszystkie moje i Darii negatywne komentarze to chyba tylko zabijanie czasu,nawet mi to nie służy podniesieniu samooceny,tak nisko by ją chwycić nie zejdę,z resztą,żeby chwycić coś co nie istnieje to trzeba mieć schizofrenię.

Wymieniłam sama sobie chaotycznie,czego nienawidzę:
Niedojrzałości.Kłamstwa.Hipokryzji.W sumie to ze słowem hipokryzja przypomina mi się wczorajszy wieczór,więc tak na spontana sobie walnę: przedwczesnych sądów.Materializmu.Tolkiena.Siebie samej.

Niedojrzałość to chyba aspekt,któremu chciałabym się bardziej w tym momencie przyjrzeć.Jednocześnie bardzo mnie to irytuje,jak i poniekąd jest atrakcyjne.
Taka niedojrzałość jest pięknym uzupełnieniem mnie.Jak już wiele razy mówiłam,jestem dzieckiem,które się nigdy nie brudziło,nie szalało.Dziewczynka pachnąca,co jak upadła i zdarła kolanko była wnoszona do mieszkania przez dziadka,a potem krzyczała,gdy woda utleniona szczypała za mocno haha
Taka ze mnie Izabela Łęcka była.Ciekawe jak ewoluowałam z Łęckiej w Caulfielda.
 Chodzi mi jednak o taką typowo dziecinną niedojrzałość,która mnie pociąga.Nie,nie chodzi tu o żadne pedofilstwo,bo ja okropnie się czuję w związkach z młodszymi chłopakami,chodzi mi o to jak cholernie ubóstwiałam poniekąd taki kontrast między mną a Jake'iem.Kiedy ja dodawałam do list zainteresowań poważniejsze książki,on w ten sam dzień dodawał jakiś komiks o kapitanie gaciocośtam.Słodkie to było czasem,czasem dołujące,że chodzę z debilem...ale nie byłam z debilem,bo potrafił dyskutować ze mną o chemii.Lubię kiedy on gra w swoje durne gry na konsoli,fajnie byłoby,żeby jemu nie przeszkadzało,gdybym leżała mu na kolanach i sobie czytała książkę,taki mój jeden z idealnych wieczorów w związku.
Albo niech sobie ogląda mecz z kolegami,ja sobie pogotuję,przynajmniej ktoś to zje XDD
Niech sobie lubi bohaterów,ja też polubię,nie wkuję wszystkiego o nich i pewnie nieraz będę myliła rzeczy,co sprawi,że będzie mi dokuczał(TAK IDEALNIE BY BYŁO,NA SERIO),ale ja też mu podokuczam o to należy się nie martwić ;) Tylko,że na to wszystko mam jeszcze trochę czasu.I staram się na tym nie skupiać.

Tak samo jak niedojrzałość mnie pociąga,tak i wkurwia mnie nieźle w otaczających mnie ludziach pod kątem kultury osobistej.Dzisiaj prof.Kołodziński,cudowny facet,bym się może nawet z nim hajtnęła,gdybym nie była aktualnie zbyt zaabsorbowana szkolną miłostką( LOL ),powiedział,że asertywność to nie jest "spierdalaj",asertywność to "nie,dzięki";to jest taka umiejętność,że wyrażamy się i bronimy swojego zdania inteligentnie,nie obrażając nikogo,a jeśli już musimy,to obrażamy w wersji light.I to jest dla mnie norma moralna.Zamiast napisać dzisiaj kolesiowi,że jest totalnym,płytkim debilem,napisałam mu,że przeanalizowałabym jego osobowość głębiej,gdyby nie był w takim brodziku intelektualnym.
Przykro mi jest bardzo,że musiałam się tak zachować,ale osoba,która mi mówi,że może sobie obrażać kogo chce,bo to naturalne uwarunkowanie ludzi,to dla mnie osoba,która jest po prostu,najzwyczajniej w świecie głupia.Też sobie kogoś obrażam i widzę poniekąd swoją HIPOKRYZJĘ,nad którą naprawdę pracuję.Moje obrażanie kończy się jednak na wymianie zdań z Darią,czy Anielą,czy też takiemu sobie dokuczaniu cytowanego wcześniej kolegi.Naprawdę mu się śmiesznie dokucza,wgl jego zarzuty są takie zabawne.Podobno kiedy coś mnie się nie podoba nagle staję się wulgarna i agresywna;wczoraj usłyszałam też,że feministki to synonim hipokryzji...Fajnie byłoby,gdyby pokusił się o przeczytanie,chociaż fakt nie powinnam tego pisać publicznie,ale szczerze? kto tu wchodzi poza mną? haha
No cóż,jak poniekąd żałośnie tamto stwierdzenie brzmi o mnie,kiedy on zachowuje się tak samo,jak nie gorzej.Mnie to w sumie nie przeszkadza,może po prostu jestem taka dobra w wyprowadzaniu go z równowagi.

Pochopne wnioski i hipokryzja to kolejne rzeczy z listy,których nienawidzę,ale dosyć wiążą się z poprzednim i nie chce mi się dalej o tym pisać.
Nienawiść do materializmu mam z kręgosłupa,wyniesioną w posagu z rodzinnego domu,w którym matka siedzi na dupie i gówno robi,a wylicza i wypomina każdą wydaną złotówkę,nawet na edukację.
O,nie lubię jeszcze nietolerancji,ale w znaczeniu takim,że czegoś nie rozumiem,więc nie toleruję.Myślę,że każdy z nas ma swoją granicę,ja też taką posiadam,co nie oznacza,że nie staram się zrozumieć zjawisk,np. Islam i wielkie hejty np na wielożeństwo...Dla mnie - system jak najbardziej nieodpowiedni,ja jestem taki zazdrośnik,że jak wysłał serduszko dla mojej siostry zamiast dla mnie to trochę smuciło,ale i tak wiem,że to celowo było...i na dodatek nie wyszło,frajer xD zły przykład,jestem bardzo zazdrosna,też do pewnej granicy,np zazdrość taka jak w związku Marioli nie wchodzi dla mnie w grę,bo przemyślałam wiele od czasu pierwszego związku,w którym tak samo zakazywałam koleżanek.Wiem tyle,że o faceta,prawdziwego,coś wartego,nie będę musiała być zazdrosna,to inne będą zazdrosne o mnie.Ja np. zazdroszczę żonie profesora,bo zawsze wspomina nam jak bardzo ją kocha;wspomina to znaczy,że o niej myśli.

Czego jeszcze nienawidzę? Samej siebie.Chociaż już przyzwyczaiłam się jaka jestem brzydka,głupia i nic nie warta.Są dni,w których czuję się inaczej,momenty,w których czuję,że nie jestem jedyna.Na teraz jednak nie dadzą mi stabilnego gruntu,ja swoje miejsce na ziemi poczuję dopiero,gdy ktoś lub coś potwierdzi,że nie jestem zmarnowaną przestrzenią i wpadką(znaczy wpadką jestem i cieszę się bardzo,że chociaż jedno z moich rodziców potrafi powiedzieć mi to w twarz,lubię gdy ktoś potrafi wypić piwo,które naważył...a że moja matka ma za słabą głowę,to najwyżej karmi sobie strzeli,że tak powiem - karmi,symbolika pół-prawdy)O taka jestem mądra,takie przenośnie sobie stosuję! Uznanie dla wyborów autora zrobione,siódemka w IB stoi otworem :D

wtorek, 14 stycznia 2014

Moja dziwna moralność normalnością XXI wieku,czyli trochę o homoseksualiźmie...

No cóż,zainspirowana fejsbukową dyskusją co to jeden mądrzejszy od drugiego postanowiłam zabrać głos,nie wiem czemu.
Przytaczając kilka myśli pana X słyszymy,iż "sam fakt istnienia dwóch płci świadczy o tym,że heteroseksualizm jest właściwy,inaczej ludzie rodziliby się obojniakami".
Wydarzenia nie mam ani screenów,ani nic,fanpage "Dlaczego lepiej być ateistą" po prostu usunął ten komentarz.
Moja argumentacja przeciwko zdaniu pana X,a właściwie moje przemyślenia są takie:

W mojej opinii naturalnym dla człowieka nie jest kobieta i mężczyzna jako para,a wszystko inne - dziwne.Człowiek jest stworzeniem,a obserwując wszystkie inne stworzenia naturalnie nie występuje u nich parowanie się(są wyjątkowe przypadki,np.podobno łabędzie),nie ma naturalnej "orientacji".Orientacja seksualna to wymysł ludzki.Naturalnie istnieje tylko i wyłącznie pożądanie,naturalnym jest tylko i wyłącznie seks.W argumencie zażartowałam,że skoro naturalnym jest tylko heteroseksualizm,to jak wytłumaczą fakt,że mój biedny piesek Axl został zmuszony do kopulacji z wilczurem...Tu nie chodzi o nic innego jak zaspokojenie i tylko to jest naturalne,że tak się wyrażę.
Człowiek może być istotą inną od zwierzęcia i różni nas od nich PODOBNO fakt,że my mamy uczucia,a oni nie(chociaż foszki mojego psa jak mu dokuczam,strach podczas burzy i przytulanie się do mnie,albo to że jak płaczę to leży przy mnie dopóki nie przestanę sugerują,że ma,kochany skarbek,naprawdę wspaniała istota...).Posiadając takie uczucia,możemy je "kierować do kogo chcemy",że również tak się wyrażę,bo jednak myślę,że człowiek ma tak,że jednak te uczucia są nad nim...to one nim rzucają,to one są ręką,a człowiek jest kostką do gry.

coraz częściej denerwuje mnie poniekąd hipokryzja wcześniej wspomnianego portalu.
Zacznijmy od tego,że jakoś widzę wyśmiewanie,negowanie czy jak to oni nazwą tylko Islamu i Katolicyzmu.Wszyskie inne religie jakoś są pozostawione w spokoju.Czyżby adminom zabrakło wiedzy,by móc się wypowiadać na ich temat,czy może faktycznie portal prowadzą osoby niewykształcone i niedojrzałe?
Obrażanie religii jest na porządku dziennym.Nie żebym stała się wielką obrończynią i zwolenniczką istnienia religii.Jednak zróżnicowanie religijne dodaje pikanterii światu,a drugim jednak niech będzie cytat mojego komentarza:
religie z założenia wszystkie mają nieść dobro.
Z założenia również dobre miały być inne rzeczy,jak np. komunizm,(czy żelki w tesco).Wyszło jak wyszło.Pomimo iż nie jestem zwolenniczką religii jakiejkolwiek,uważam,że to tylko nadinterpretacja Koranu daje taki ekstremalny Islam,a z tym jest tak jak z młodzieżą,mały odsetek takich skrajnych przypadków,a jednak jedyny nagłaśniany.Przeglądając tą stronkę wdałam się w kłótnię o tolerancję,uważam,że w kwestii kobiet i niektórych rzeczy,które nam trudno zrozumieć powinniśmy je tolerować,bo zachowujemy się jak posłanka Pawłowicz.W ich kręgu kulturowym ich zachowanie jest na porządku dziennym i jedyne co możemy im zarzucić to tak jak alegorycznie jest przedstawione w podpisie obrazka - większość z nich niestety nie potrafi uszanować tego,że inne kręgi kulturowe robią inaczej i na siłę próbują ludzi zmuszać do swego,mnie osobiście się to nie podoba.


Kobiety w Islamie,z tego,co słyszałam od nauczycielki geografii są szczęśliwe,nie mówią,że jest im źle,że duszą się w burkach.Burki też nie są z założenia złe.Dlaczego zakładamy,że coś co jest dla nas inne i nieznane musi być złe dla kogoś innego?Ludzie mają inną mentalność.Wielożeństwo?A proszę bardzo.Ja osobiście podziękuję,ale dlaczego nie? Jeśli to nie rani tych kobiet,to czemu my odbieramy to wszystko jako złe?Niektóre z nich  - źle im,chciałby być "wolne",innym w to graj,póki mają zapewniony byt dla siebie i swego potomstwa - świetnie dla nich.Pomimo,iż dla mnie byłoby to nie do pomyślenia,facet dostałby kopa w dupę jakby miał drugą,trzecią i czwartą - staram się to zrozumieć i dzięki szkole w Szczecinie,czuję,że dojrzewam coraz bardziej,inaczej zatrzymałabym się na poziomie podwórkowego ateizmu,który zachowuje się wyjątkowo tępo,którym na moment obecny czuję się zażenowana,tak jak zapewne starymi postami,ale cóż - czasu nie zmienię,nie będę usuwała tych postów.Przyjmuje na klatę,to jaka byłam kiedyś,godzę się z tym.Pamiętam,że moją ideą było "człowiek się nie zmienia",później doszło do tego "tylko dojrzewa".Na chwilę obecną ryzykuję potępienie przez samą siebie w przeszłości stwierdzeniem,że można się zmienić.Ale jest tego przyczyna i cel,bo jeśli jest tylko przyczyna,to zmieni się na złe...

Na czym stanęłam?Ah tak.Dalej odnośnie portalu

Ten obraz został umieszczony na portalu z podpisem mówiącym,że to jedyne do czego nadają się aniołki.
Chciałabym rozczarować niewyedukowanego i niezwykle drażniącego mnie zaledwie dwoma postami admina: ten obraz nie jest ani dziełem sakralnym,ani malownictwem baroku czy antyku.Obraz to dzieło współcześnie żyjącego artysty - Arthura Berznisha,powstał w roku 2012.Litewski(prawdopodobnie) artysta jest bardzo kontrowersyjnym i uzdolnionym malarzem,nie szukając zaś strzelam iż nie jest katolikiem.Jego szokujące obrazy niejednokrotnie przedstawiają Jezusa czy innych świętych,jednak malarstwo składa się z prostych,podstawowych barw,łączy w sobie styl baroku,niejednokrotnie z Fridą Cahlo.Świetne połączenie,odważne,uważam,że należy mu się respekt.Nie podoba mi się natomiast wulgarny komentarz oraz atak na katolickie dzieła.Kościół jaki jest,taki jest,ale ma ogromne zasługi dla współczesnej kultury.Nie rozumiem dlaczego Ci "podwórkowi ateiści",mówią o religii chrześcijańskiej(bo teraz należy wspomnieć o całym chrześcijaństwie) jako równym przeżytku co mitologia grecka,mówią "minęła moda na zeusa,minie i na jezusa",a jednak szacunek mają do dzieł starożytnej Grecji,mitologii jako dzieła literackiego,czy dzieł takich jak np.Apollo i Dafne - opartej na mitologii rzeźbie z okresu(żeby się tylko nie pomylić) baroku(o ile o takowej rzeźbie słyszeli),a nie szanują sztuki chrześcijaństwa.Rozumiem,ma prawo nie podobać im się jakiś obraz,jednak widząc taka ignorancję po raz kolejny czuję się zażenowana.

Skoro mowa o zażenowaniu - temat poruszony na wczorajszej etyce - coraz bardziej czuję się otaczającym mnie światem zażenowana i boję się o jego przyszłość.Taka mała dygresja.

W odniesieniu do nowego admina tamtej stronki i homofoba z pierwszej części mojego "felietonu z dupy wziętego"(jak ja to nazywam),mogę stwierdzić jedno: szkoła i dom dużo nas uczy.Pamiętam,że Panu X zarzuciłam,że wyniósł przyzwyczajenie do pairing kobieta-mężczyzna i nic innego nie ma prawa istnienia z lekcji religii.Prawda jest taka,że widzę dziecko nauczone właśnie tak na podstawie biblii,na podstawie opowiastek,których głównymi bohaterami byli Adam i Ewa(o Lilith oczywiście na religii milczą xD apropo malarza i tego tematu,znalazłam inne jego dzieło,prawdopodobnie to Adam i Lilith,bardzo mi się podoba,polecam).Nowy admin stronki podpadł mi w dwóch postach,nietolerancyjnie o Islamie i chamsko przy pięknym obrazie...I ten jego wielki ateizm,to chyba moment przełomu,odejścia od wiary...Wiem,sama taka byłam,sama mówiłam "wszechmogąca hermafrodyta" o bogu chrześcijańskim.Nadal tak uważam,jednak powiedzmy,że nabrałam ogłady.Rozmawiając o "godzeniu się z wiekiem" również na wczorajszej etyce,tak sobie myślę,że jestem już całkiem pogodzona z trzydziestą,a jeśli nie to,to uważam się za dojrzałą,która nadal nabiera ogłady i Szczecin bardzo mi w tym pomaga.

Może tak pojadę dalej z moją frustracją.Mój ojciec,którego znam dopiero od roku spotyka się z pewną kobietą,zapewne nie jedyną,ale trudno.To mój ojciec i chociaż czegoś takiego nie tolerowałabym w stosunku do mnie,to tak jak islam potrafię zrozumieć,potrafię zrozumieć,że bardzo długo się nie rozwodził.Bo przecież to tylko papierek,który nijak nie oddaje stanu emocjonalnego.Ja mogę sobie napisać na papierku,że jestem szczęśliwa,a czy jestem?Nikt nie wie poza mną.Otóż ta jego kobieta,pobawiła się w głuchy telefon i wyszła z tego nieprzyjemna dla mnie sytuacja.Czuję ogromne zażenowanie,że kobieta czterdziestoletnia atakuje szesnastolatkę za coś co RZEKOMO zrobiła szesnastolatka,uprzednio nie pytając nawet czy to prawda.Dostała ode mnie taki felietonik,niech się cieszy lekturą i wyrośnie z przedszkola.Bo "on powiedział,że ona powiedziała,że ty mówiłaś" jest nikomu niepotrzebnym ciągiem pozostawiającym wiele domysłów przy swoich parafrazach.

I zapomniałam o ostatniej już sprawie,zapewne wrócę do niej później.