Zadałam sobie przed chwilką dość ważne pytanie,sobie i nie tylko.
Czego najbardziej nienawidzę...
Od jednej z najważniejszych dla mnie osób padła odpowiedź "mnie".Wiem,że jest świadoma,że tak nie jest,albo chociaż mam taką nadzieję.Tak naprawdę,nigdy w życiu nie wierzyłam,że będę miała przyjaciela i nawet nie wiem jak to wyszło,że mam Darię,oddałabym serce,wątrobę,płuca i lewe oko(PRAWE ZOSTAJE,ZA ŁADNE) za nią.
Od kogoś innego "pozerstwa",wygląda jak czytelnik mojego bloga hahaha
Taki żarcik,wiem,że nikt nie ma czasu na czytanie kryzysów egzystencjalnych podlotki,która próbowała być fajna w podstawówce...ojejciu,właśnie ogarnęłam,że moje "felietony z dupy wzięte",jak sobie mawiam o moim blogu,są ze mną przez wszystkie szkoły,od podstawówki,przez gimbazę do liceum.Fucking Princess zna wszystkie moje miłostki,ogarnia jak wyrosłam z agresji.
Tak wgl kiedy słyszę,że jestem agresywna i wulgarna,to tak trochę bardzo mnie to śmieszy,a słyszę to w miarę często.Moi drodzy,mam 1.57m wzrostu,nawet gdybym chciała być agresywna to mi to nie wyjdzie haha
a wulgarna,wypowiem się tylko tak: musiałabym być potworem,żeby być wulgarna w oczach kogoś,dla kogo inspirującym momentem jest siedzenie przed TV i oglądanie Warsaw Shore(nadal wierzę,że on żartuje;nie chcę wierzyć,że mógłby być aż tak nisko),musiałabym być też idiotką,żeby się tym przejmować.
Możliwe,że jestem sobie takim Holdenem Caulfieldem,czy innym bohaterem np.Lotu nad Kukułczym Gniazdem;po prostu antybohater,który nie wykazuje w sobie żadnych cech moralności na pozór,a jednak...coś takiego jak serduszko w sobie ma.(PS to wcale nie znaczy,że chcę je mieć.czasem myślę,że lepiej byłoby być "zimną suką ulicą").
Pozerstwo,moje uwielbione słówko z gimnazjum,do momentu,w którym nie zrozumiałam jednej rzeczy: każdy może każdego tak nazwać.Nikt nie wie co jest prawdą,póki kogoś nie pozna dokładniej.Inteligentniejszym czasem wystarczy jedno spojrzenie,debilom - jak ja - czasem sprawia przyjemność dłuższe analizowanie złożoności osobowości jakiegoś człowieka,a jeszcze gorsi debile spojrzą na ciebie na zasadzie "pokaż mi to,a powiem Ci kim jesteś".Bawi mnie szalenie zabawa w takiego debila,a jeszcze bardziej to,że ludzie skłonni są uwierzyć,że taka jestem.Że kiedy sobie wyzywam od pedałów,to na serio tak myślę.Noście se kurwa te rurki,miłego gniecenia jaj,mnie to zdrowo pierdoli,mówiąc bardzo dosadnie.Wszystkie moje i Darii negatywne komentarze to chyba tylko zabijanie czasu,nawet mi to nie służy podniesieniu samooceny,tak nisko by ją chwycić nie zejdę,z resztą,żeby chwycić coś co nie istnieje to trzeba mieć schizofrenię.
Wymieniłam sama sobie chaotycznie,czego nienawidzę:
Niedojrzałości.Kłamstwa.Hipokryzji.W sumie to ze słowem hipokryzja przypomina mi się wczorajszy wieczór,więc tak na spontana sobie walnę: przedwczesnych sądów.Materializmu.Tolkiena.Siebie samej.
Niedojrzałość to chyba aspekt,któremu chciałabym się bardziej w tym momencie przyjrzeć.Jednocześnie bardzo mnie to irytuje,jak i poniekąd jest atrakcyjne.
Taka niedojrzałość jest pięknym uzupełnieniem mnie.Jak już wiele razy mówiłam,jestem dzieckiem,które się nigdy nie brudziło,nie szalało.Dziewczynka pachnąca,co jak upadła i zdarła kolanko była wnoszona do mieszkania przez dziadka,a potem krzyczała,gdy woda utleniona szczypała za mocno haha
Taka ze mnie Izabela Łęcka była.Ciekawe jak ewoluowałam z Łęckiej w Caulfielda.
Chodzi mi jednak o taką typowo dziecinną niedojrzałość,która mnie pociąga.Nie,nie chodzi tu o żadne pedofilstwo,bo ja okropnie się czuję w związkach z młodszymi chłopakami,chodzi mi o to jak cholernie ubóstwiałam poniekąd taki kontrast między mną a Jake'iem.Kiedy ja dodawałam do list zainteresowań poważniejsze książki,on w ten sam dzień dodawał jakiś komiks o kapitanie gaciocośtam.Słodkie to było czasem,czasem dołujące,że chodzę z debilem...ale nie byłam z debilem,bo potrafił dyskutować ze mną o chemii.Lubię kiedy on gra w swoje durne gry na konsoli,fajnie byłoby,żeby jemu nie przeszkadzało,gdybym leżała mu na kolanach i sobie czytała książkę,taki mój jeden z idealnych wieczorów w związku.
Albo niech sobie ogląda mecz z kolegami,ja sobie pogotuję,przynajmniej ktoś to zje XDD
Niech sobie lubi bohaterów,ja też polubię,nie wkuję wszystkiego o nich i pewnie nieraz będę myliła rzeczy,co sprawi,że będzie mi dokuczał(TAK IDEALNIE BY BYŁO,NA SERIO),ale ja też mu podokuczam o to należy się nie martwić ;) Tylko,że na to wszystko mam jeszcze trochę czasu.I staram się na tym nie skupiać.
Tak samo jak niedojrzałość mnie pociąga,tak i wkurwia mnie nieźle w otaczających mnie ludziach pod kątem kultury osobistej.Dzisiaj prof.Kołodziński,cudowny facet,bym się może nawet z nim hajtnęła,gdybym nie była aktualnie zbyt zaabsorbowana szkolną miłostką( LOL ),powiedział,że asertywność to nie jest "spierdalaj",asertywność to "nie,dzięki";to jest taka umiejętność,że wyrażamy się i bronimy swojego zdania inteligentnie,nie obrażając nikogo,a jeśli już musimy,to obrażamy w wersji light.I to jest dla mnie norma moralna.Zamiast napisać dzisiaj kolesiowi,że jest totalnym,płytkim debilem,napisałam mu,że przeanalizowałabym jego osobowość głębiej,gdyby nie był w takim brodziku intelektualnym.
Przykro mi jest bardzo,że musiałam się tak zachować,ale osoba,która mi mówi,że może sobie obrażać kogo chce,bo to naturalne uwarunkowanie ludzi,to dla mnie osoba,która jest po prostu,najzwyczajniej w świecie głupia.Też sobie kogoś obrażam i widzę poniekąd swoją HIPOKRYZJĘ,nad którą naprawdę pracuję.Moje obrażanie kończy się jednak na wymianie zdań z Darią,czy Anielą,czy też takiemu sobie dokuczaniu cytowanego wcześniej kolegi.Naprawdę mu się śmiesznie dokucza,wgl jego zarzuty są takie zabawne.Podobno kiedy coś mnie się nie podoba nagle staję się wulgarna i agresywna;wczoraj usłyszałam też,że feministki to synonim hipokryzji...Fajnie byłoby,gdyby pokusił się o przeczytanie,chociaż fakt nie powinnam tego pisać publicznie,ale szczerze? kto tu wchodzi poza mną? haha
No cóż,jak poniekąd żałośnie tamto stwierdzenie brzmi o mnie,kiedy on zachowuje się tak samo,jak nie gorzej.Mnie to w sumie nie przeszkadza,może po prostu jestem taka dobra w wyprowadzaniu go z równowagi.
Pochopne wnioski i hipokryzja to kolejne rzeczy z listy,których nienawidzę,ale dosyć wiążą się z poprzednim i nie chce mi się dalej o tym pisać.
Nienawiść do materializmu mam z kręgosłupa,wyniesioną w posagu z rodzinnego domu,w którym matka siedzi na dupie i gówno robi,a wylicza i wypomina każdą wydaną złotówkę,nawet na edukację.
O,nie lubię jeszcze nietolerancji,ale w znaczeniu takim,że czegoś nie rozumiem,więc nie toleruję.Myślę,że każdy z nas ma swoją granicę,ja też taką posiadam,co nie oznacza,że nie staram się zrozumieć zjawisk,np. Islam i wielkie hejty np na wielożeństwo...Dla mnie - system jak najbardziej nieodpowiedni,ja jestem taki zazdrośnik,że jak wysłał serduszko dla mojej siostry zamiast dla mnie to trochę smuciło,ale i tak wiem,że to celowo było...i na dodatek nie wyszło,frajer xD zły przykład,jestem bardzo zazdrosna,też do pewnej granicy,np zazdrość taka jak w związku Marioli nie wchodzi dla mnie w grę,bo przemyślałam wiele od czasu pierwszego związku,w którym tak samo zakazywałam koleżanek.Wiem tyle,że o faceta,prawdziwego,coś wartego,nie będę musiała być zazdrosna,to inne będą zazdrosne o mnie.Ja np. zazdroszczę żonie profesora,bo zawsze wspomina nam jak bardzo ją kocha;wspomina to znaczy,że o niej myśli.
Czego jeszcze nienawidzę? Samej siebie.Chociaż już przyzwyczaiłam się jaka jestem brzydka,głupia i nic nie warta.Są dni,w których czuję się inaczej,momenty,w których czuję,że nie jestem jedyna.Na teraz jednak nie dadzą mi stabilnego gruntu,ja swoje miejsce na ziemi poczuję dopiero,gdy ktoś lub coś potwierdzi,że nie jestem zmarnowaną przestrzenią i wpadką(znaczy wpadką jestem i cieszę się bardzo,że chociaż jedno z moich rodziców potrafi powiedzieć mi to w twarz,lubię gdy ktoś potrafi wypić piwo,które naważył...a że moja matka ma za słabą głowę,to najwyżej karmi sobie strzeli,że tak powiem - karmi,symbolika pół-prawdy)O taka jestem mądra,takie przenośnie sobie stosuję! Uznanie dla wyborów autora zrobione,siódemka w IB stoi otworem :D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz