Nie potrafię sobie odpuścić opuszczenia tego bloga.
Kolor włosów zmieniam częściej niż potrafię tu sklecić coś sensownego.
Minęło około pół roku od kiedy znalazłam ostatnio chwilę coś wklepać.
First things first:
Jestem w IB.Marzyłam kiedyś by być teraz w tym momencie w SMS Sosnowiec,grać na libero,reprezentować Polskę.
Ale jestem w IB i jest mi z tym całkiem nieźle.
Tylko czasem tęskno mi do domu.
Moja mała siostrzyczka,która miała jakoś 3 latka,gdy rozpoczynał swą funkcję ten blog poszła już do pierwszej klasy podstawówki,tęskno mi do niej.
Przeszły mi uczucia do H.
Przypadkiem pojawił się ktoś ciekawszy na horyzoncie.
Podkreślmy słowo horyzont.Bo jestem judgmental bitch,każdy chyba trochę jest.Tak,oceniam ludzi po tym jakiej słuchają muzyki.Wstępnie wkładam do pudełek "ciekawe","dziwne","kompletni debile".
W sumie poznałam go przez IB.Bo książka od matematyki,a potem było mi tęskno.
Wiem,że celowo jej nie wysłał,bo kurwa 2 miesiące nie mieć czasu skoczyć na pocztę,która jest najwyżej 40 minut spacerkiem od mieszkania?
Wiem,że się nie przyzna.Bawi mnie to całkiem,ale ja umiem tak naciskać,żeby się przyznał.
Podobno zawsze ma wkurwa po naszych spotkaniach,czy jakoś tak.
To taka krótka historia,a tak złożona,że w sumie nie mam ochoty na książki,filozofię,politykę i medycyne,czyli rzeczy o których dyskusje uwielbiam,bo ciekawiej mówi mi się o chociażby głupich epizodach.
Także cóż wakacje minęły mi jako praca wolontaryjna,znajomi i bilard pomiędzy każdym pomyślanym "no niech już kurwa odpisze".Fajnie w sumie było zasypiać z telefonem na ryju,bo wolałam pisać z nim niż spać.
Potem szkoła,potem się spotkaliśmy bo moja kurwa książka od matematyki.
A potem miałam całkiem sporo wyrzutów sumienia,bo zaczęłam olewać szkołę żeby się z nim spotykać.Dzisiaj w sumie znowu ją olewam bo jestem wykończona pracą z biologii.Jako przyszły toksykolog spróbuję udowodnić,że pytanko z Paper 2 z biologii było zdebilniałe do reszty :D
Wracamy do historii.
Z dwóch tygodni spotkań wyszło całkiem dużo materiału,dwie pracę na sztukę:
obraz z huśtawką i mapa w łapaczu snów.I wszystko to zaczyna się łączyć ze sobą jeszcze lepiej przez piosenkę i książkę.Kiedyś to spiszę,jak sama połącze to w coś logicznego.
Póki co jesteśmy alogiczni.Jak dla mnie.
Moja ulubiona historia z tamtych dwóch tygodni to "na chuj się gapisz?" i w sumie tekst pod sklepem ezoterycznym też bekowy,a jeszcze bardziej jego przeróbka.
Coś tak czuję,że nie potrafię nawet logicznie relacjonować tego jak to wyglądało.
No i nie lubię brzmieć jakby to była jakaś wielka miłość,bo chyba nie jest,nie wiem,nie potrafię już tego zdefiniować.
Podobno mnie nie kocha,ale ja powiedziałam,że kocham jego.Po co? Nie wiem,nie czuję wewnętrznej potrzeby skrywania tego nawet jeśli nie jestem tego do końca pewna.
Ale są rzeczy,których jestem pewna.
Jak np tego,że w grudniu się to powtórzy. Mamy taką śmieszną przypadłość,którą nawet nie wiem jak do końca opisać. On zostawił u mnie kilka swoich rzeczy,ja za to pożyczyłam mu książkę.To jakaś taka śmieszna polisa na spotkanie.Ja zrobiłam to świadomie,nie wiem jak on,ale zrobił to już drugi raz.
Eh,borze,już nie wiem co tu wiele pisać.Myślę,że są rzeczy,które się czuje i rzeczy opisywalne.Niektóre należą do dwóch kategorii ale nie wszystkie.I już sama nie wiem czy to jest opisywalne ^^
Nie lubię rzeczy,których nie mogę kontrolować.
Ale jakkolwiek nie brzmi to jak niezwykle ważne dla mnie - nie jest moim całym życiem,co mnie niezmiernie cieszy.
aktualnie mam czarno-białe włosy i nowy kolczyk,od którego spuchła mi wara i jestem cruellą de mon z warami obciągarami łuhuhuh
Właśnie obejrzałam koniec 4 sezonu awkward.I chyba tyle na teraz,bo jestem wykończona,mam ochotę leżeć w łóżku,zwinięta w kłębek i oglądać seriale.Ale miło by było z nim.
czwartek, 27 listopada 2014
piątek, 20 czerwca 2014
przypadek czy wybór?
Przypadek czy wybór? To jest jedno z pytań pokroju "Unde malum?",tych na które odpowiedzi szukamy długo.To jest jeden z paradoksów kury i jaja...
I ja szukam,i szukam i do ciekawych wniosków dochodzę.Właśnie doszłam do takiego consensusu:
Uważam,że to przypadek rządzi naszym życiem,jednak jest warunkowany naszym wyborem,dając także szanse kolejnych wyborów,to prosty schemat,w którym na jedno pytanie mamy wiele odpowiedzi ciągnących za sobą różne opcje.czyżby życie było algorytmem?
W dzień moich 17 urodzin - ciekawie spojrzeć sobie w oczy.Kiedyś powiedziałam sobie,że umrę zanim skończę lat 17.I oto skończyłam,i oto kolejna niedotrzymana obietnica,z którą przychodzi mi żyć.
Czy żałuję,że jej sobie nie dotrzymałam? Nie wiem,i przez najbliższy rok się nie dowiem,a może i jeszcze długo nie będę wiedzieć.
Prababcia u schyłku życia powtarza,że najgorszą jest samotność:
Życzenia złożyło mi dziś przypadkowe stado osób,a te najbliższe osoby na P mają na to wyjebane po całości,tak jak na mnie.Są zajęte uchlywaniem się do nieprzytomności,czy hugo wie czym...fajnie,że osoba na P,na D ma mnie tak gdzieś od kiedy to zdała egzamin na prawo jazdy i jest wielką panią życia i śmierci,ślepota postępująca,czy też kurza,że nie widzi iż jej popularnośc jest ściśle związana z faktem posiadania samochodu? Przykre :) Dziękuję za brak życzeń :) I chyba nie mam zamiaru przez dłuższy czas się odezwać.
I ja szukam,i szukam i do ciekawych wniosków dochodzę.Właśnie doszłam do takiego consensusu:
Uważam,że to przypadek rządzi naszym życiem,jednak jest warunkowany naszym wyborem,dając także szanse kolejnych wyborów,to prosty schemat,w którym na jedno pytanie mamy wiele odpowiedzi ciągnących za sobą różne opcje.czyżby życie było algorytmem?
W dzień moich 17 urodzin - ciekawie spojrzeć sobie w oczy.Kiedyś powiedziałam sobie,że umrę zanim skończę lat 17.I oto skończyłam,i oto kolejna niedotrzymana obietnica,z którą przychodzi mi żyć.
Czy żałuję,że jej sobie nie dotrzymałam? Nie wiem,i przez najbliższy rok się nie dowiem,a może i jeszcze długo nie będę wiedzieć.
Prababcia u schyłku życia powtarza,że najgorszą jest samotność:
Życzenia złożyło mi dziś przypadkowe stado osób,a te najbliższe osoby na P mają na to wyjebane po całości,tak jak na mnie.Są zajęte uchlywaniem się do nieprzytomności,czy hugo wie czym...fajnie,że osoba na P,na D ma mnie tak gdzieś od kiedy to zdała egzamin na prawo jazdy i jest wielką panią życia i śmierci,ślepota postępująca,czy też kurza,że nie widzi iż jej popularnośc jest ściśle związana z faktem posiadania samochodu? Przykre :) Dziękuję za brak życzeń :) I chyba nie mam zamiaru przez dłuższy czas się odezwać.
piątek, 9 maja 2014
Felietony z dupy wzięte po raz kolejny.
Po pierwsze: Widziałam wczoraj rzecz żałosną,znów znów.Znów sobie dzieci pomyliły miłość z fejsbukowym czatem.Piękne,żałosne?
Według nich taka miłość jest piękna,ale gdzie wy macie miłość do entej cholery?
Miłość i młodość piękne są według mnie kiedy widzę tych dwoje ludzi i mam im czego zazdrościć.
Brzydotą mi biją związki oparte na wiecznych kłótniach,a kurczowo trzymane jak ostatnia deska ratunku od samotności,mądry cytat,nie wiem której gwiazdy kina,prawdopodobnie to Marylin Monroe mówił o tym,że lepiej być samej,niż z byle kim. Tak to teraz bywa,że związek jest pod lajki,słodkie słówka ustawką pod tumblr i opiera się na czatowaniu 24/7 i wielkim zranieniu kiedy nie odpisał/nie odbierał,BO POSZEDŁ SRAĆ(nawiasem mówiąc jak walicie kloca pół godziny panowie,to bądźcie tak mili nas powiadomić,chociażby w dyskretny sposób,że idziecie do kibla i wrócicie 2 kilo lżejsi,prawdziwa miłość wie,że są to potrzeby,które załatwia każdy,więc nie ucieknie,kiedy się tylko dowie,że wy także robicie kupkę...;] ).
Okejka,to na tyle.Dziś mam tak piękny dzień.Miałam się uczyć historii,ale kręci mi się w głowie,więc pragnę zostać wszystkim czym możliwe.Rano architektem,potem psychologiem,potem zmiana: zawodniczką snookera,ale ssę tak bardzo,że chyba lepiej nie robić z siebie pośmiewiska.
Dalej nadeszło pytanie,które zainspirowało mnie do kolejnych zmian,stwierdziłam,że chcę być inżynierem genetycznym,dziennikarką,a na koniec politykiem(a w międzyczasie miałam kaprysik na prawnika).Pytaniem tym było "czy uważasz,że w bankach spermy na próbkach powinny być umieszczane zdjęcia dawców?".
Wasza przyszła pani prezydent,czy tam president of general assembly(pewnie tylko delegat na MUN-ie) doszła do kilku wniosków,najpierw co do zdjęć - jak najbardziej.Gdybym miała z usług takiej instytucji w przyszłości skorzystać chciałabym,by takowe zdjęcie ojca było umieszczone,by były podstawowe wiadomości genetyczne i żebym w takim banku miała możliwość zaciągnięcia porady u inżyniera genetycznego.Politycznie jestem dość pro-homo(dość = idgf,niech sobie żyją jak chcą,mnie nic do tego),byłoby to dobre rozwiązanie dla świata przyszłości.In fact,na moment obecny żyją dzieci posiadające trojga rodziców.W któryś stanach jest to zalegalizowana metoda "leczenia" bezpłodności(kobiecej),polega ona na tym,iż do jajeczka pobranego od dawczyni metodami inżynierii genetycznej wprowadzane są dane potencjalnej (bezpłodnej) matki,następnie jajeczko jest zapładniane plemnikiem ojca i wszczepiane w jajowód.Po pierwsze: konsultacja z kimś kompetentnym w sprawach genetyki da dużo - chociażby odpowiedni wybór dawczyni.Zakładam,że najbardziej pożądana dawczyni to taka z cechami recesywnymi,by dziecko jak najbardziej przypominało jednak rodziców.Tak więc skoro można tak leczyć bezpłodność,to i parze lesbijek możemy dać opcję posiadania potomstwa z ich cechami.Moralnie mnie to odstrasza,jednak byłoby to ciekawe rozwiązanie(poza rozwiązaniem jakim jest adopcja,która już wgl by była piękną sprawą,bo bardzo przydatną).Co do związków gejowskich,nie jestem pewna jak to jest z pamięcią komórkową,nie wiem zatem jak można by to zrobić inaczej niż za pomocą pobrania dna z komórek macierzystych,chociaż byłoby to chyba również możliwe z innych komórek,odizolowanie fragmentów,wszczepienie w jajeczko,"wypożyczenie brzucha" i mają dziecko,swoje własne.
Fajna sprawa,tak jak mój plan posiadania bardzo miniaturowego słonia,który będzie chodził na smyczy i walił kupska w strategicznych miejscach ogrodu sąsiadów(jak mi starczy czasu na opiekę,to sobie ogarnę jeszcze miniaturową żyrafę dającą skittlesy hehehehehehehehe).
Dobrze,to teraz wróćmy do kwestii prawnych:
prawnie jest anonimowość w bankach spermy.Bo to chyba łatwiejsza droga niż pozwolenie Ci ogarnąć,czy urodzisz dziecko ładne,czy ...mniej ładne.Gdyby takowe zdjęcia były,to byłoby bardziej fair dla kobiety,bo w końcu partnera na całe życie nie wybiera z zamkniętymi oczami.Jakie regulacje proponowałabym: oświadczenia zrzeknięcia się roszczenia praw do ścigania o alimenty podpisywane przez pobierającą materiał genetyczny,zostają przechowywane w aktach,oświadczenie zrzeknięcia się praw rodzicielskich przez dawcę,przechowywane w aktach,kopie wydawane kobietom od razu przy pobraniu materiału no i kwestia taka,że zobowiązują się wpisać w akcie urodzenia "ojciec nieznany",tyle,a życie byłoby lepsze xD
Dalej niektórzy bulwersują się,bo co mnie obchodzą gay rights. Artykuł 16,paragraf 1 Deklaracji Praw Człowieka (ratyfikowanej m.in w Polsce,a nie ratyfikowały go Stany Zjednoczone...wtf xD):
Mężczyźni i kobiety bez względu na jakiekolwiek różnice rasy, narodowości lub wyznania
mają prawo po osiągnięciu pełnoletności do zawarcia małżeństwa i założenia rodziny. Mają
oni równe prawa w odniesieniu do zawierania małżeństwa, podczas jego trwania i po jego
ustaniu.
Także no,koniec.Muszę teraz dokonać anal-IZY. BO JESTEŚMY ZIMNE JAK HUTU,IZKA <3 p="">
3>
Według nich taka miłość jest piękna,ale gdzie wy macie miłość do entej cholery?
Miłość i młodość piękne są według mnie kiedy widzę tych dwoje ludzi i mam im czego zazdrościć.
Brzydotą mi biją związki oparte na wiecznych kłótniach,a kurczowo trzymane jak ostatnia deska ratunku od samotności,mądry cytat,nie wiem której gwiazdy kina,prawdopodobnie to Marylin Monroe mówił o tym,że lepiej być samej,niż z byle kim. Tak to teraz bywa,że związek jest pod lajki,słodkie słówka ustawką pod tumblr i opiera się na czatowaniu 24/7 i wielkim zranieniu kiedy nie odpisał/nie odbierał,BO POSZEDŁ SRAĆ(nawiasem mówiąc jak walicie kloca pół godziny panowie,to bądźcie tak mili nas powiadomić,chociażby w dyskretny sposób,że idziecie do kibla i wrócicie 2 kilo lżejsi,prawdziwa miłość wie,że są to potrzeby,które załatwia każdy,więc nie ucieknie,kiedy się tylko dowie,że wy także robicie kupkę...;] ).
![]() |
| A gdzie mje to tam miłość.gunwo gunwo wszędzie. |
Dalej nadeszło pytanie,które zainspirowało mnie do kolejnych zmian,stwierdziłam,że chcę być inżynierem genetycznym,dziennikarką,a na koniec politykiem(a w międzyczasie miałam kaprysik na prawnika).Pytaniem tym było "czy uważasz,że w bankach spermy na próbkach powinny być umieszczane zdjęcia dawców?".
Wasza przyszła pani prezydent,czy tam president of general assembly(pewnie tylko delegat na MUN-ie) doszła do kilku wniosków,najpierw co do zdjęć - jak najbardziej.Gdybym miała z usług takiej instytucji w przyszłości skorzystać chciałabym,by takowe zdjęcie ojca było umieszczone,by były podstawowe wiadomości genetyczne i żebym w takim banku miała możliwość zaciągnięcia porady u inżyniera genetycznego.Politycznie jestem dość pro-homo(dość = idgf,niech sobie żyją jak chcą,mnie nic do tego),byłoby to dobre rozwiązanie dla świata przyszłości.In fact,na moment obecny żyją dzieci posiadające trojga rodziców.W któryś stanach jest to zalegalizowana metoda "leczenia" bezpłodności(kobiecej),polega ona na tym,iż do jajeczka pobranego od dawczyni metodami inżynierii genetycznej wprowadzane są dane potencjalnej (bezpłodnej) matki,następnie jajeczko jest zapładniane plemnikiem ojca i wszczepiane w jajowód.Po pierwsze: konsultacja z kimś kompetentnym w sprawach genetyki da dużo - chociażby odpowiedni wybór dawczyni.Zakładam,że najbardziej pożądana dawczyni to taka z cechami recesywnymi,by dziecko jak najbardziej przypominało jednak rodziców.Tak więc skoro można tak leczyć bezpłodność,to i parze lesbijek możemy dać opcję posiadania potomstwa z ich cechami.Moralnie mnie to odstrasza,jednak byłoby to ciekawe rozwiązanie(poza rozwiązaniem jakim jest adopcja,która już wgl by była piękną sprawą,bo bardzo przydatną).Co do związków gejowskich,nie jestem pewna jak to jest z pamięcią komórkową,nie wiem zatem jak można by to zrobić inaczej niż za pomocą pobrania dna z komórek macierzystych,chociaż byłoby to chyba również możliwe z innych komórek,odizolowanie fragmentów,wszczepienie w jajeczko,"wypożyczenie brzucha" i mają dziecko,swoje własne.
Fajna sprawa,tak jak mój plan posiadania bardzo miniaturowego słonia,który będzie chodził na smyczy i walił kupska w strategicznych miejscach ogrodu sąsiadów(jak mi starczy czasu na opiekę,to sobie ogarnę jeszcze miniaturową żyrafę dającą skittlesy hehehehehehehehe).
Dobrze,to teraz wróćmy do kwestii prawnych:
prawnie jest anonimowość w bankach spermy.Bo to chyba łatwiejsza droga niż pozwolenie Ci ogarnąć,czy urodzisz dziecko ładne,czy ...mniej ładne.Gdyby takowe zdjęcia były,to byłoby bardziej fair dla kobiety,bo w końcu partnera na całe życie nie wybiera z zamkniętymi oczami.Jakie regulacje proponowałabym: oświadczenia zrzeknięcia się roszczenia praw do ścigania o alimenty podpisywane przez pobierającą materiał genetyczny,zostają przechowywane w aktach,oświadczenie zrzeknięcia się praw rodzicielskich przez dawcę,przechowywane w aktach,kopie wydawane kobietom od razu przy pobraniu materiału no i kwestia taka,że zobowiązują się wpisać w akcie urodzenia "ojciec nieznany",tyle,a życie byłoby lepsze xD
Dalej niektórzy bulwersują się,bo co mnie obchodzą gay rights. Artykuł 16,paragraf 1 Deklaracji Praw Człowieka (ratyfikowanej m.in w Polsce,a nie ratyfikowały go Stany Zjednoczone...wtf xD):
Mężczyźni i kobiety bez względu na jakiekolwiek różnice rasy, narodowości lub wyznania
mają prawo po osiągnięciu pełnoletności do zawarcia małżeństwa i założenia rodziny. Mają
oni równe prawa w odniesieniu do zawierania małżeństwa, podczas jego trwania i po jego
ustaniu.
Także no,koniec.Muszę teraz dokonać anal-IZY. BO JESTEŚMY ZIMNE JAK HUTU,IZKA <3 p="">
3>
wtorek, 29 kwietnia 2014
Dlaczego lubię Bring Me The Horizon?
Często zadawanym mi pytaniem jest dlaczego lubię Bring Me The Horizon i dlaczego inspiruje mnie Oliver Sykes,często gęsto to pytanie dostaję,ponieważ często mówię o nich na lekcjach,zwłaszcza angielskiego.Czasem dostaję zarzuty faneczkowania,w momentach,kiedy sama się z pustych zjebanych faneczek nabijam.
Otóż dla mnie BMTH jest czymś innym,niż zdaje się być dla ogółu,ja dostrzegam ich kunszt,trudu takiego wielu przeciętnych słuchaczy sobie nie zadaje.Stąd też niepochlebne opinie w stylu "bmth się zjebało","komercja","wolałem stare".Wolałeś stare,mój drogi,bo nie wysilałeś mózgownicy,próbując zrozumieć Oliego.
Teksty "nowego" Bring Me The Horizon są silnie zmetaforyzowane,dopiero IB pozwoliło mi dostrzec i otworzyć się na ten inny świat,inny język(znaczy inny nie dlatego,że to angielski).
Nie będę uderzała w stereotyp romantycznego poety,wybitnej jednostki,chociaż w tym momencie cały kunszt Oliego zwala mnie z nóg i mogłabym śmiało stwierdzić,romantycy mieli racje,a Oliver jest naszym bogiem.
Dziś natrafiłam przypadkiem na artykuł Sacred Geometry.Okazuje się,że sempiternalowe logo BMTH ma swoją genezę już dawno,dawno zanim BMTH wprowadziło go w kulturę masową XXI wieku. Od teraz śmieszne są dzieci,które znają symbol,a nie znają znaczenia. Jak pisze Drunvalo Melchizedeka:
"Dawniej wszystko, co istnieje we wszechświecie znało Kwiat Życia jako wzór stworzenia, wykres geometryczny wiodący do egzystencji fizycznej i wyprowadzający z tej egzystencji."
SEMPITERNAL - endless,enduring,everlasting,eternal. Jak powiązać to z bardzo skomplikowanym kwiatem życia,w sumie dość łatwo,analogia jest dość czytelna,na moment obecny trudno mi ją wytłumaczyć.Jednak widzimy tu pierwszy pokaz kunsztu - dziedzina metafizyczna i bardzo wyrafinowane słownictwo,dają do myślenia.
Kontynuujmy setem z płyty,analizami i interpretacjami tekstów.Więc myślę,że w tym temacie będę kontynuowała,jednak muszę zapoznać się lepiej z Kwiatem Życia i świętą geometrią,a także z ...wosem
Otóż dla mnie BMTH jest czymś innym,niż zdaje się być dla ogółu,ja dostrzegam ich kunszt,trudu takiego wielu przeciętnych słuchaczy sobie nie zadaje.Stąd też niepochlebne opinie w stylu "bmth się zjebało","komercja","wolałem stare".Wolałeś stare,mój drogi,bo nie wysilałeś mózgownicy,próbując zrozumieć Oliego.
Teksty "nowego" Bring Me The Horizon są silnie zmetaforyzowane,dopiero IB pozwoliło mi dostrzec i otworzyć się na ten inny świat,inny język(znaczy inny nie dlatego,że to angielski).
Nie będę uderzała w stereotyp romantycznego poety,wybitnej jednostki,chociaż w tym momencie cały kunszt Oliego zwala mnie z nóg i mogłabym śmiało stwierdzić,romantycy mieli racje,a Oliver jest naszym bogiem.
Dziś natrafiłam przypadkiem na artykuł Sacred Geometry.Okazuje się,że sempiternalowe logo BMTH ma swoją genezę już dawno,dawno zanim BMTH wprowadziło go w kulturę masową XXI wieku. Od teraz śmieszne są dzieci,które znają symbol,a nie znają znaczenia. Jak pisze Drunvalo Melchizedeka:
"Dawniej wszystko, co istnieje we wszechświecie znało Kwiat Życia jako wzór stworzenia, wykres geometryczny wiodący do egzystencji fizycznej i wyprowadzający z tej egzystencji."
Ciężko mi na razie połączyć fakty i symbole i znaczenia,ale staram się je ogarnąć.W miarę ogarniam o co chodzi w geometrycznym Kwiecie Życia.Poprosiłam mojego ukochanego Profesora o pomoc.
SEMPITERNAL - endless,enduring,everlasting,eternal. Jak powiązać to z bardzo skomplikowanym kwiatem życia,w sumie dość łatwo,analogia jest dość czytelna,na moment obecny trudno mi ją wytłumaczyć.Jednak widzimy tu pierwszy pokaz kunsztu - dziedzina metafizyczna i bardzo wyrafinowane słownictwo,dają do myślenia.
Kontynuujmy setem z płyty,analizami i interpretacjami tekstów.Więc myślę,że w tym temacie będę kontynuowała,jednak muszę zapoznać się lepiej z Kwiatem Życia i świętą geometrią,a także z ...wosem
poniedziałek, 10 marca 2014
Czego chcę JA
Mam dość refleksyjny dzień.
Stwierdziłam dziś,że na moment obecny jestem dumna z mojej osobowości,nie znaczy to jednak,że porzucam szlifowanie się...Jest ostatnio wiele rzeczy,z którymi się nie zgadzam,nigdy jednak nie ma czasu dla mojej wypowiedzi,nie lubię z resztą mówić głośno,na lekcjach itd.Raczej twarzą w twarz czy komórką w komórkę przez facebooka - ofiara digitalizacji świata,przykro mi,ale niestety.
Zacznijmy więc jeden z miliarda felietonów z dupy wziętych.
Osobowość.Aktualnie omawiamy nieszczęsne Ferdydurke Gombrowicza - utwór ciekawy,ale naprawdę odstraszają mnie jego wartości,jakoś nie potrafię się w nim w żaden sposób odnaleźć,poza krytyką szkolnictwa.Moja wychowawczyni,a zarazem stosunkowo naprawdę dobra polonistka,która nie jest tam by nas upupiać i udupiać,a stara się nas wychować i edukować stwierdziła,że Gombrowicz wyznaje pogląd nie istnienia osobowości,a wszystkie nasze cechy są warunkowane sytuacją.Onan,mój bursiany wychowawca,zapytany przeze mnie co warunkuje zalety i wady też powiedział,że sytuacja i ogół.
Jak bardzo ubolewam i jak bardzo się z tym nie zgadzam.
Osobowość - zacytujmy tu wspaniałego profesora Kołodzińskiego - to coś,co się staje,człowiek nigdy nie jest gotowy,ale czy można całkowicie przeczyć osobowości.Jeśli wpiszemy osobowość w kategorię czystych cech jak odwaga,rozwaga,pilność,naiwność można się nieźle przejechać i faktycznie stwierdzić,że nie istnieje.Jednak dzisiejsza etyka,jak zawsze,dała mi trochę do myślenia.Z moich pięknych usteczek padły słowa,że kiedy nie ma idei - nie ma człowieka.Nie ma czegoś czemu się,że tak ujmę poświęcamy,co absorbuje nasz czas i nasze myśli,jesteśmy raczej puści i obojętni.Gombrowicz przeczy również idei,np romantyzmowi,mówi,że to głupie ginąć za ojczyznę czy jakieś wyniosłe cele.Hm...
Myślę,że osobowość to idea,ilu ludzi - tyle idei.To pomysł na siebie,albo bierze się go z utartych wzorców,albo stara się tworzyć i budować coś nowego,cegiełką doświadczeń po cegiełce doświadczeń.Zgubiłam wątek....aha,wracam,a więc osobowość to idea,idea powinna być raczej stała,a jeśli nie to powiedzmy,że jak taki dom czy tam drzewko - podstawa stała,zmieniają się tylko dodatki(elewacja domu,liście drzewa).Taki kręgosłup moralny,że tak ujmę.
Gombrowicz przyjmuje instynkt jako kręgosłup moralny,chyba można się z tym zgodzić,ale moralnie zabijanie jest złe,potępiane,a instynktownie - po prostu jest.
Wróćmy więc do osobowości - myślę,że jest to idea,która się staje,jest w ciągłym progresie odrzucania defektywnych cech i próbowania szlachetności.Nie wiem czemu to jest tak ważne,ale jest.Przynajmniej dla mnie.I jeszcze uważam,że nie może być warunkowana sytuacją,bo to tak,jakby tak naprawdę tej podstawy nie było,same liście nadlatujące znikąd. Myślę,że w każdej sytuacji powinniśmy się kierować tym wypracowanym kręgosłupem moralnym i nieważne,czy to sprawa błaha typu ściąganie na teście,czy np fałszerstwo pieniędzy.Gdyby nasza osobowość była warunkowana sytuacją to jedno mogłoby być dopuszczalne,a drugie absolutnie nie;kiedy zaś nasze zachowanie warunkuje sama osobowość - w obu odpowiedź będzie sama - jaka?To już sprawa indywidualna.
Pamiętam,że długi okres czasu,zwłaszcza w podstawówce utarł się mi taki głupi pogląd "kim Ty jesteś,nie możesz mnie oceniać".W sumie gówno prawda,przepraszam cię,dwunastoletnia Olu,dorastasz i wiedz,że teraz jesteś z tego dumna.Arbitralne spojrzenie na Ja,Ty,Oni,świat dookoła pozwala wyrobić siebie poniekąd.Wiąże się to chyba z tym co powiedziałam o osobowości i chyba muszę to powtorzyć - bez tych ocen nie byłoby człowieka,bo wszystko i wszyscy byliby mu obojętni.Ocenianie to naturalny proces,ale jedno jest pewne - nie można oceniać pochopnie,należy czekać ze swoimi wnioskami.Czasem znamy kogoś długie lata związku,ale nadal nie potrafimy ocenić zgodnie z prawdą,bo kameleonizuje swoje cechy,dopasowuje lub przedstawia się w tym,co jest naszym kanonem pragnień.Owija gówno w bawełnę,powleka srebrną farbką i wmawia nam,że jest wartościowe.Dosadne porównanie,ale to właśnie myślę o dopasowywaniu osobowości.Właśnie tak znowu wtrącę tego frajera H., chyba jest niezbyt szczęśliwy,bo często słyszy,że jest dziwny...Witaj dwunastoletnia Olu: wpasowywanie się passe.
"If you could be my punk rock princess - I would be your garage band king,you could tell me why you just don't fit in and how you're gonna be something",moja kochana piosenka.
Nie zmieniłam się diametralnie jak widać,staję się,kształtuję,czy tam formuję,ja już nie wiem co ja robię.Filozofuję,tyle powiem.
Od dziś postanowiłam myśleć nad tym,czego szukam w związku,określić,zdefiniować,ale przede wszystkim związku nie szukać.Gwoli wyjaśnienia: nie chcę związku,chcę wiedzieć czego w nim chcę,a na pewno chcę korzyści.
Na moment obecny uważam,że to chyba najbardziej spaczona strona mojej psychiki,nigdy nie miałam wzoru dobrego związku,beneficyjnego dla obojga.Wszystkie wzorce jakie znam to związki z literatury.Dlaczego od dziecka uczą nas nieszczęśliwej miłości,czemu gloryfikują nieszczęście? Nie potrafię tego zrozumieć,bo przecież nawet Mały Książe i jego róża nie byli szczęśliwi.
Nie chcę być Wokulskim,który ciska tomem poezji Mickiewicza,nie obwiniam ich za moje zaburzenia w postrzeganiu związku,a już na pewno nie mogę nikogo z autorów winić za swoje skłonności do popadania w toksyczne relacje.Naprawdę wiele w tej dziedzinie muszę przemyśleć i ogarnąć.Naprawdę muszę dojrzeć.
Z biegiem lat(zaledwie chyba dwóch) zmienia mi się postrzeganie wielu rzeczy,np na sam seks w tym momencie mam już inne zdanie,pamiętam,że do niedawna traktowałam to jako błahostkę,ciało jako przedmiot.
Od niedawna,a konkretniej przez takiego frajera H.(pozdrawiam) przemyślałam to,a właściwie przestałam przemyślać.Coraz mniej o tym myślę,może to jest związane z tym,że dorosłam,czy nie mam na to czasu,coraz większą wagę przywiązuje do różnicy zwrotów seks i kochanie się.
Ja chyba często zaznaczałam wiele różnicy,chociażby między słowami,chłopiec,facet a mężczyzna.
W tym też dostrzegam różnicę,nie żebym radykalnie zmieniła poglądy.Seks tak naprawdę nadal nie ma dla mnie wielkiego znaczenia i duchowego wymiaru,jednak te drugie słowa chyba zaczęły się liczyć naprawdę,a nie na utartym sloganie.Sama już nie wiem,jednak to nie jest najważniejsze.
Myślę,że nie chcę chorych związków,jak poprzednie,że muszę walczyć ze sobą,zmierzyć się z zazdrością,która potrafi wpędzić mnie w paranoję,że muszę się zmierzyć z moim wiecznym uważaniem,że tylko ja mam rację oraz kilkoma innymi rzeczami.Za łatwo się przywiązuję,dlatego trudno o zdrową relację.Trudno mi się poddać,a czasem ta walka o kogoś innego jest bezsensowna,po co ma zostać,skoro chce odejść.Chociaż bzdurą jest "jeśli kochasz pozwól odejść",to jest kolejne chujowe zakłamane hasełko.Jeśli kochasz właściwie nie odejdzie i Ty nie odejdziesz,bo po co byłoby porzucać coś co z założenia ma przynosić szczęście i wsparcie?
Pamiętam kiedyś,jak mój Pawian powiedziała,że związek to szczęście i ja głupi romantyk odrzuciłam tą myśl,bo nigdy nie byłam w związku szczęśliwym,a doświadczeń trochę mam z tego co się dowiedziałam.
I właśnie z tych doświadczeń powinnam wreszcie wyciągnąć jakieś lekcje.
1) Nie uzależniać się.
2) Dokuczać sobie!(cholera,jak ja to lubię,myślę,że to zbliża,ale też trzeba znaleźć w tym granicę,nie można ranić osoby KROPKA chciałam napisać "osoby,którą darzy się uczuciem,ale przemyślałam to w trybie błyskawicznym.Nie można ranić osoby.)
3) Działać zdecydowanie i asertywnie,by było coś co jest naszą rezolucją.nie moją,nie jego.
Związek to nie wojna,związek to nie pierdolone Monopoly - nie ma zwycięzców,nie ma przegranych.Chyba,że mówimy o dobrze prosperujących związkach po latach - zwycięskie szczęśliwie świętują,przegrane...nie istnieją.
Jest jeszcze wiele zasad,ale już chyba mam dość,mój filozoficzny felietonik dobiega końca,gubię się we własnych myślach - tyle do zapisania,a ja zapominam wszystko,STARA OLA NADAL...
o właśnie,ujawniłam swoje imię...pierwszy raz na tym blogu...czyżbym w końcu była sobą,a nie nickiem?FuckingPrincess,SaC?Odeszły?Są? MPD mam? Boję się,reguła 4 - nie czytaj więcej książek psychologicznych XD
Zimno mi strasznie.A właśnie,żeby tak za kilka lat to przeczytać i mieć punkt odniesienia o mojej obecnej sytuacji życiowej-uczuciowej rzecz jasna:
Jest ktoś,kto ma takie dwa oblicza.Ni to mężczyzna,ni pizdochlast,chłopiec też nie,ani facet.Nie zamknę go w żadnym przedziale ścisłym,to mnie tak strasznie pociąga,ciekawi.Powiedzmy,że bywa jak dobra książka,a nawet lepiej.Mam coś,co może świadczy,że nie jestem zdrowa psychicznie.Myślę o nim zwłaszcza przed snem,to jest durny stan niby-zakochania,którego tak naprawdę nie chcę,ale dobrze,że jest.Czy się uzależniłam - powiedzmy,że od dyskusji,jest jednym z niewielu reprezentantów płci tzw brzydkiej(nie wiem jak można ich tak nazywać,przepraszam,ale nie wiem też jak określić jego),który mnie inspiruje,że tak powiem.Czasem niesamowicie dołuje,czasem rozwesela.Wiem jeszcze,że On tego nie chce i spokojnie,nie zrobię scen,nie będzie problemów.Myślę,że to relacja beneficyjna dla mnie na moment obecny,kiedy serduszko mam zajęte.Czy ja znowu daję się ranić? no tak,ale wiem,że nie jest świadom i nie mam nic za złe,bo nic nie ma,nic nie będzie.Nie chcę związku,nie szukam związku,nawet gdyby mi się oferty posypały jak manna z nieba - myślę,że wszystkie bym odrzuciła,bo nie mogę próbować budować czegoś,za co nie wiem jak się zabrać,żeby było zdrowe.
Nie wiem jak to określić,ale jestem zadowolona ze stanu uczuć cichutkiej miłostki,która wygaśnie(i tak chwilo trwaj,bo nauczyłam się z tym żyć i kontrolować,więc mogę funkcjonować normalnie,bez chlipania,wiecznej tęsknoty,odczuwania wielkiego bólu,smutku i pytań czemu on mnie nie kocha - nie musi,ma prawo i ja w sumie tego bym nie chciała,zruinowałoby to wszystko co zbudowałam sobie dość stabilnie i pewnie puściłabym wodze,popadła w skrajności i przyzwyczajenia co do związków - a w skutku znów skończyła z niczym,okropnie).Aha jeszcze co do związków - nie dam się traktować jako opcja.Facet w XXI wieku i większa część wymienionych podmiotów męskich,kiedy wie,że ma taki amortyzator w postaci tej dziewczyny,która może nie jest tak atrakcyjna,ale nie najgorsza i w sumie umiem się z nią dogadać,działa na zasadzie zabezpieczenia,że ma tą opcję,kiedy ta fajniejsza go odrzuci - druga pocieszy i będzie czekać.Ja to rozumiem,bo wiem,że jest takie cierpienie,do którego potrzeba innego człowieka,ale to jest pasożytnicze.Żeruje się na uczuciach innej,nie mając do niej żadnych głębszych uczuć.To powoduje,że ta osoba cierpi i ja to wiem,nieraz byłam odstawiana na bok z etykietką pewniaka.Uważam to za wielki akt tchórzostwa osób,które nie dojrzały do związku i pełnego zainteresowania jedną osobą.Nie wiem jak to opisać i to chyba nieważne,znów gubię wątki,głupia Ola.
Nvm,nie chcę się pozwolić wpisać w ten "pattern"(IB,zapomniałam polskiego słowa).
Jeju,ta sytuacja jest naprawdę porąbana.A ja Jego chyba opisuję,jak te wszystkie moje miłostki i chyba też koloryzuję,już sama nie wiem i w sumie pierdolmy ten temat,muszę nad nim jeszcze dużo pomyśleć.
Miałam jeszcze coś do napisania,ale już cholera nie pamiętam co XDDD frustracja,przepraszam Cię,Olu za lat 2.
Aha,wiem - depresja,czy znikła?Nie wierzę w to,że moja wielka przyjaciółka i wena mnie opuszcza powoli stopniowo,w sumie jestem do niej tak ogromie przyzwyczajona,że takie nowe doświadczenie zdaje się wyjątkowo pozytywne.
Pochwalę się:
W trakcie minionych ferii wiele czytałam o depresji i innych chorobach,zaburzeniach etc. Było to dla mnie dość bolesne,jak w sumie samo mówienie o depresji,sprawia mi ból psychiczny,bo przywodzi na myśl ciemne dni,smutne noce,ucieczki z domu,nadgarstki...
Ale w trakcie minionych ferii zabawiłam się w kombinatorstwo,zabawiłam się w budowanie tego,co się zwie DOMEM.Moja schizofrenogenna rodzina i tak to zburzy,ale cóż - uważam swoje próby za dość udane i w końcu obustronne.
Ja wymyśliłam,a mama pod lekkim przymusem pomogła mi zacząć budować normalną relację matki z córką,chociaż to straszne,że uważam się niestety za tą starszą mentalnie i że to ja musiałam wodzić Prym.
Babcię sprowadziłam,że tak powiem do parteru,powiedziałam parę słów przykrych,ale nieuniknionych jeśli coś ma być normalnie.W moim domu są 3 kobiety,z których każda ma inną ideę domu,tego co wolno,czego nie wolno i każda chce swoją ideę przemycić.Cieszę się,że wreszcie udaje mi się moją metodą bezkrzykową nawet w miarę.Zaraz będzie tam 4 mądra,ale mam nadzieję,że od pewnego momentu,który nastąpi niedługo Natasza zacznie myśleć samodzielnie,póki co jest bardzo upupiona przez mamę,bardzo zależna.Ja chyba zawsze byłam takim dzieckiem indywidualistą,nigdy nie byłam tak wpatrzona w matkę,że cokolwiek ona mówiła było święte.Myślę,że w ten weekend pobawię się w naukę samodzielnego myślenia Nataszy...Aha i powiedzcie mi czy ja będę dobrą matką,bo słyszę,że tak,ale i tak się boję...Cóż,stabilizuje mi się sytuacja rodzinna,stabilizują mi się uczucia,przyjaźnie mi się może posypały...Dzieje się wiele,a ja już naprawdę jestem pogubiona w swoich myślach,więc : KONIEC
Stwierdziłam dziś,że na moment obecny jestem dumna z mojej osobowości,nie znaczy to jednak,że porzucam szlifowanie się...Jest ostatnio wiele rzeczy,z którymi się nie zgadzam,nigdy jednak nie ma czasu dla mojej wypowiedzi,nie lubię z resztą mówić głośno,na lekcjach itd.Raczej twarzą w twarz czy komórką w komórkę przez facebooka - ofiara digitalizacji świata,przykro mi,ale niestety.
Zacznijmy więc jeden z miliarda felietonów z dupy wziętych.
Osobowość.Aktualnie omawiamy nieszczęsne Ferdydurke Gombrowicza - utwór ciekawy,ale naprawdę odstraszają mnie jego wartości,jakoś nie potrafię się w nim w żaden sposób odnaleźć,poza krytyką szkolnictwa.Moja wychowawczyni,a zarazem stosunkowo naprawdę dobra polonistka,która nie jest tam by nas upupiać i udupiać,a stara się nas wychować i edukować stwierdziła,że Gombrowicz wyznaje pogląd nie istnienia osobowości,a wszystkie nasze cechy są warunkowane sytuacją.Onan,mój bursiany wychowawca,zapytany przeze mnie co warunkuje zalety i wady też powiedział,że sytuacja i ogół.
Jak bardzo ubolewam i jak bardzo się z tym nie zgadzam.
Osobowość - zacytujmy tu wspaniałego profesora Kołodzińskiego - to coś,co się staje,człowiek nigdy nie jest gotowy,ale czy można całkowicie przeczyć osobowości.Jeśli wpiszemy osobowość w kategorię czystych cech jak odwaga,rozwaga,pilność,naiwność można się nieźle przejechać i faktycznie stwierdzić,że nie istnieje.Jednak dzisiejsza etyka,jak zawsze,dała mi trochę do myślenia.Z moich pięknych usteczek padły słowa,że kiedy nie ma idei - nie ma człowieka.Nie ma czegoś czemu się,że tak ujmę poświęcamy,co absorbuje nasz czas i nasze myśli,jesteśmy raczej puści i obojętni.Gombrowicz przeczy również idei,np romantyzmowi,mówi,że to głupie ginąć za ojczyznę czy jakieś wyniosłe cele.Hm...
Myślę,że osobowość to idea,ilu ludzi - tyle idei.To pomysł na siebie,albo bierze się go z utartych wzorców,albo stara się tworzyć i budować coś nowego,cegiełką doświadczeń po cegiełce doświadczeń.Zgubiłam wątek....aha,wracam,a więc osobowość to idea,idea powinna być raczej stała,a jeśli nie to powiedzmy,że jak taki dom czy tam drzewko - podstawa stała,zmieniają się tylko dodatki(elewacja domu,liście drzewa).Taki kręgosłup moralny,że tak ujmę.
Gombrowicz przyjmuje instynkt jako kręgosłup moralny,chyba można się z tym zgodzić,ale moralnie zabijanie jest złe,potępiane,a instynktownie - po prostu jest.
Wróćmy więc do osobowości - myślę,że jest to idea,która się staje,jest w ciągłym progresie odrzucania defektywnych cech i próbowania szlachetności.Nie wiem czemu to jest tak ważne,ale jest.Przynajmniej dla mnie.I jeszcze uważam,że nie może być warunkowana sytuacją,bo to tak,jakby tak naprawdę tej podstawy nie było,same liście nadlatujące znikąd. Myślę,że w każdej sytuacji powinniśmy się kierować tym wypracowanym kręgosłupem moralnym i nieważne,czy to sprawa błaha typu ściąganie na teście,czy np fałszerstwo pieniędzy.Gdyby nasza osobowość była warunkowana sytuacją to jedno mogłoby być dopuszczalne,a drugie absolutnie nie;kiedy zaś nasze zachowanie warunkuje sama osobowość - w obu odpowiedź będzie sama - jaka?To już sprawa indywidualna.
Pamiętam,że długi okres czasu,zwłaszcza w podstawówce utarł się mi taki głupi pogląd "kim Ty jesteś,nie możesz mnie oceniać".W sumie gówno prawda,przepraszam cię,dwunastoletnia Olu,dorastasz i wiedz,że teraz jesteś z tego dumna.Arbitralne spojrzenie na Ja,Ty,Oni,świat dookoła pozwala wyrobić siebie poniekąd.Wiąże się to chyba z tym co powiedziałam o osobowości i chyba muszę to powtorzyć - bez tych ocen nie byłoby człowieka,bo wszystko i wszyscy byliby mu obojętni.Ocenianie to naturalny proces,ale jedno jest pewne - nie można oceniać pochopnie,należy czekać ze swoimi wnioskami.Czasem znamy kogoś długie lata związku,ale nadal nie potrafimy ocenić zgodnie z prawdą,bo kameleonizuje swoje cechy,dopasowuje lub przedstawia się w tym,co jest naszym kanonem pragnień.Owija gówno w bawełnę,powleka srebrną farbką i wmawia nam,że jest wartościowe.Dosadne porównanie,ale to właśnie myślę o dopasowywaniu osobowości.Właśnie tak znowu wtrącę tego frajera H., chyba jest niezbyt szczęśliwy,bo często słyszy,że jest dziwny...Witaj dwunastoletnia Olu: wpasowywanie się passe.
"If you could be my punk rock princess - I would be your garage band king,you could tell me why you just don't fit in and how you're gonna be something",moja kochana piosenka.
Nie zmieniłam się diametralnie jak widać,staję się,kształtuję,czy tam formuję,ja już nie wiem co ja robię.Filozofuję,tyle powiem.
Od dziś postanowiłam myśleć nad tym,czego szukam w związku,określić,zdefiniować,ale przede wszystkim związku nie szukać.Gwoli wyjaśnienia: nie chcę związku,chcę wiedzieć czego w nim chcę,a na pewno chcę korzyści.
Na moment obecny uważam,że to chyba najbardziej spaczona strona mojej psychiki,nigdy nie miałam wzoru dobrego związku,beneficyjnego dla obojga.Wszystkie wzorce jakie znam to związki z literatury.Dlaczego od dziecka uczą nas nieszczęśliwej miłości,czemu gloryfikują nieszczęście? Nie potrafię tego zrozumieć,bo przecież nawet Mały Książe i jego róża nie byli szczęśliwi.
Nie chcę być Wokulskim,który ciska tomem poezji Mickiewicza,nie obwiniam ich za moje zaburzenia w postrzeganiu związku,a już na pewno nie mogę nikogo z autorów winić za swoje skłonności do popadania w toksyczne relacje.Naprawdę wiele w tej dziedzinie muszę przemyśleć i ogarnąć.Naprawdę muszę dojrzeć.
Z biegiem lat(zaledwie chyba dwóch) zmienia mi się postrzeganie wielu rzeczy,np na sam seks w tym momencie mam już inne zdanie,pamiętam,że do niedawna traktowałam to jako błahostkę,ciało jako przedmiot.
Od niedawna,a konkretniej przez takiego frajera H.(pozdrawiam) przemyślałam to,a właściwie przestałam przemyślać.Coraz mniej o tym myślę,może to jest związane z tym,że dorosłam,czy nie mam na to czasu,coraz większą wagę przywiązuje do różnicy zwrotów seks i kochanie się.
Ja chyba często zaznaczałam wiele różnicy,chociażby między słowami,chłopiec,facet a mężczyzna.
W tym też dostrzegam różnicę,nie żebym radykalnie zmieniła poglądy.Seks tak naprawdę nadal nie ma dla mnie wielkiego znaczenia i duchowego wymiaru,jednak te drugie słowa chyba zaczęły się liczyć naprawdę,a nie na utartym sloganie.Sama już nie wiem,jednak to nie jest najważniejsze.
Myślę,że nie chcę chorych związków,jak poprzednie,że muszę walczyć ze sobą,zmierzyć się z zazdrością,która potrafi wpędzić mnie w paranoję,że muszę się zmierzyć z moim wiecznym uważaniem,że tylko ja mam rację oraz kilkoma innymi rzeczami.Za łatwo się przywiązuję,dlatego trudno o zdrową relację.Trudno mi się poddać,a czasem ta walka o kogoś innego jest bezsensowna,po co ma zostać,skoro chce odejść.Chociaż bzdurą jest "jeśli kochasz pozwól odejść",to jest kolejne chujowe zakłamane hasełko.Jeśli kochasz właściwie nie odejdzie i Ty nie odejdziesz,bo po co byłoby porzucać coś co z założenia ma przynosić szczęście i wsparcie?
Pamiętam kiedyś,jak mój Pawian powiedziała,że związek to szczęście i ja głupi romantyk odrzuciłam tą myśl,bo nigdy nie byłam w związku szczęśliwym,a doświadczeń trochę mam z tego co się dowiedziałam.
I właśnie z tych doświadczeń powinnam wreszcie wyciągnąć jakieś lekcje.
1) Nie uzależniać się.
2) Dokuczać sobie!(cholera,jak ja to lubię,myślę,że to zbliża,ale też trzeba znaleźć w tym granicę,nie można ranić osoby KROPKA chciałam napisać "osoby,którą darzy się uczuciem,ale przemyślałam to w trybie błyskawicznym.Nie można ranić osoby.)
3) Działać zdecydowanie i asertywnie,by było coś co jest naszą rezolucją.nie moją,nie jego.
Związek to nie wojna,związek to nie pierdolone Monopoly - nie ma zwycięzców,nie ma przegranych.Chyba,że mówimy o dobrze prosperujących związkach po latach - zwycięskie szczęśliwie świętują,przegrane...nie istnieją.
Jest jeszcze wiele zasad,ale już chyba mam dość,mój filozoficzny felietonik dobiega końca,gubię się we własnych myślach - tyle do zapisania,a ja zapominam wszystko,STARA OLA NADAL...
o właśnie,ujawniłam swoje imię...pierwszy raz na tym blogu...czyżbym w końcu była sobą,a nie nickiem?FuckingPrincess,SaC?Odeszły?Są? MPD mam? Boję się,reguła 4 - nie czytaj więcej książek psychologicznych XD
Zimno mi strasznie.A właśnie,żeby tak za kilka lat to przeczytać i mieć punkt odniesienia o mojej obecnej sytuacji życiowej-uczuciowej rzecz jasna:
Jest ktoś,kto ma takie dwa oblicza.Ni to mężczyzna,ni pizdochlast,chłopiec też nie,ani facet.Nie zamknę go w żadnym przedziale ścisłym,to mnie tak strasznie pociąga,ciekawi.Powiedzmy,że bywa jak dobra książka,a nawet lepiej.Mam coś,co może świadczy,że nie jestem zdrowa psychicznie.Myślę o nim zwłaszcza przed snem,to jest durny stan niby-zakochania,którego tak naprawdę nie chcę,ale dobrze,że jest.Czy się uzależniłam - powiedzmy,że od dyskusji,jest jednym z niewielu reprezentantów płci tzw brzydkiej(nie wiem jak można ich tak nazywać,przepraszam,ale nie wiem też jak określić jego),który mnie inspiruje,że tak powiem.Czasem niesamowicie dołuje,czasem rozwesela.Wiem jeszcze,że On tego nie chce i spokojnie,nie zrobię scen,nie będzie problemów.Myślę,że to relacja beneficyjna dla mnie na moment obecny,kiedy serduszko mam zajęte.Czy ja znowu daję się ranić? no tak,ale wiem,że nie jest świadom i nie mam nic za złe,bo nic nie ma,nic nie będzie.Nie chcę związku,nie szukam związku,nawet gdyby mi się oferty posypały jak manna z nieba - myślę,że wszystkie bym odrzuciła,bo nie mogę próbować budować czegoś,za co nie wiem jak się zabrać,żeby było zdrowe.
Nie wiem jak to określić,ale jestem zadowolona ze stanu uczuć cichutkiej miłostki,która wygaśnie(i tak chwilo trwaj,bo nauczyłam się z tym żyć i kontrolować,więc mogę funkcjonować normalnie,bez chlipania,wiecznej tęsknoty,odczuwania wielkiego bólu,smutku i pytań czemu on mnie nie kocha - nie musi,ma prawo i ja w sumie tego bym nie chciała,zruinowałoby to wszystko co zbudowałam sobie dość stabilnie i pewnie puściłabym wodze,popadła w skrajności i przyzwyczajenia co do związków - a w skutku znów skończyła z niczym,okropnie).Aha jeszcze co do związków - nie dam się traktować jako opcja.Facet w XXI wieku i większa część wymienionych podmiotów męskich,kiedy wie,że ma taki amortyzator w postaci tej dziewczyny,która może nie jest tak atrakcyjna,ale nie najgorsza i w sumie umiem się z nią dogadać,działa na zasadzie zabezpieczenia,że ma tą opcję,kiedy ta fajniejsza go odrzuci - druga pocieszy i będzie czekać.Ja to rozumiem,bo wiem,że jest takie cierpienie,do którego potrzeba innego człowieka,ale to jest pasożytnicze.Żeruje się na uczuciach innej,nie mając do niej żadnych głębszych uczuć.To powoduje,że ta osoba cierpi i ja to wiem,nieraz byłam odstawiana na bok z etykietką pewniaka.Uważam to za wielki akt tchórzostwa osób,które nie dojrzały do związku i pełnego zainteresowania jedną osobą.Nie wiem jak to opisać i to chyba nieważne,znów gubię wątki,głupia Ola.
Nvm,nie chcę się pozwolić wpisać w ten "pattern"(IB,zapomniałam polskiego słowa).
Jeju,ta sytuacja jest naprawdę porąbana.A ja Jego chyba opisuję,jak te wszystkie moje miłostki i chyba też koloryzuję,już sama nie wiem i w sumie pierdolmy ten temat,muszę nad nim jeszcze dużo pomyśleć.
Miałam jeszcze coś do napisania,ale już cholera nie pamiętam co XDDD frustracja,przepraszam Cię,Olu za lat 2.
Aha,wiem - depresja,czy znikła?Nie wierzę w to,że moja wielka przyjaciółka i wena mnie opuszcza powoli stopniowo,w sumie jestem do niej tak ogromie przyzwyczajona,że takie nowe doświadczenie zdaje się wyjątkowo pozytywne.
Pochwalę się:
W trakcie minionych ferii wiele czytałam o depresji i innych chorobach,zaburzeniach etc. Było to dla mnie dość bolesne,jak w sumie samo mówienie o depresji,sprawia mi ból psychiczny,bo przywodzi na myśl ciemne dni,smutne noce,ucieczki z domu,nadgarstki...
Ale w trakcie minionych ferii zabawiłam się w kombinatorstwo,zabawiłam się w budowanie tego,co się zwie DOMEM.Moja schizofrenogenna rodzina i tak to zburzy,ale cóż - uważam swoje próby za dość udane i w końcu obustronne.
Ja wymyśliłam,a mama pod lekkim przymusem pomogła mi zacząć budować normalną relację matki z córką,chociaż to straszne,że uważam się niestety za tą starszą mentalnie i że to ja musiałam wodzić Prym.
Babcię sprowadziłam,że tak powiem do parteru,powiedziałam parę słów przykrych,ale nieuniknionych jeśli coś ma być normalnie.W moim domu są 3 kobiety,z których każda ma inną ideę domu,tego co wolno,czego nie wolno i każda chce swoją ideę przemycić.Cieszę się,że wreszcie udaje mi się moją metodą bezkrzykową nawet w miarę.Zaraz będzie tam 4 mądra,ale mam nadzieję,że od pewnego momentu,który nastąpi niedługo Natasza zacznie myśleć samodzielnie,póki co jest bardzo upupiona przez mamę,bardzo zależna.Ja chyba zawsze byłam takim dzieckiem indywidualistą,nigdy nie byłam tak wpatrzona w matkę,że cokolwiek ona mówiła było święte.Myślę,że w ten weekend pobawię się w naukę samodzielnego myślenia Nataszy...Aha i powiedzcie mi czy ja będę dobrą matką,bo słyszę,że tak,ale i tak się boję...Cóż,stabilizuje mi się sytuacja rodzinna,stabilizują mi się uczucia,przyjaźnie mi się może posypały...Dzieje się wiele,a ja już naprawdę jestem pogubiona w swoich myślach,więc : KONIEC
poniedziałek, 3 marca 2014
Historia.
Mamy marzec 2014,być może karty historii JUŻ TAK ZWANEJ TRZECIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ.
Konflikt na linii Rosja-Ukraina już jest tak nazywany.Istna imbecyliada - nie ma oficjalnie żadnej wojny,nato gówno zrobi,onz podetrze.Rosja dostanie co chce,jak dziecko beczące u nogi mamusi bo chce wejść do smyka po zabawkę w galerii Galaxy.
Hiperbolizacja konfliktu jest śmieszna,ale naprawdę - Putin dostanie czego chce,w końcu cały świat chucha i dmucha,żeby nie było wojny atomowej.
Ogólnie oklepałam ten temat z każdej strony,z kim tylko mądrym się dało,a nawet z pewnymi debilami o imieniu zaczynającym się na O. XD
Polityka - frustruje mnie moja niemoc.Tak bardzo,że chyba pójdę spać.Ale jeszcze żyję,dawno notki nie było.
Konflikt na linii Rosja-Ukraina już jest tak nazywany.Istna imbecyliada - nie ma oficjalnie żadnej wojny,nato gówno zrobi,onz podetrze.Rosja dostanie co chce,jak dziecko beczące u nogi mamusi bo chce wejść do smyka po zabawkę w galerii Galaxy.
Hiperbolizacja konfliktu jest śmieszna,ale naprawdę - Putin dostanie czego chce,w końcu cały świat chucha i dmucha,żeby nie było wojny atomowej.
Ogólnie oklepałam ten temat z każdej strony,z kim tylko mądrym się dało,a nawet z pewnymi debilami o imieniu zaczynającym się na O. XD
Polityka - frustruje mnie moja niemoc.Tak bardzo,że chyba pójdę spać.Ale jeszcze żyję,dawno notki nie było.
poniedziałek, 27 stycznia 2014
What she hates most...
Zadałam sobie przed chwilką dość ważne pytanie,sobie i nie tylko.
Czego najbardziej nienawidzę...
Od jednej z najważniejszych dla mnie osób padła odpowiedź "mnie".Wiem,że jest świadoma,że tak nie jest,albo chociaż mam taką nadzieję.Tak naprawdę,nigdy w życiu nie wierzyłam,że będę miała przyjaciela i nawet nie wiem jak to wyszło,że mam Darię,oddałabym serce,wątrobę,płuca i lewe oko(PRAWE ZOSTAJE,ZA ŁADNE) za nią.
Od kogoś innego "pozerstwa",wygląda jak czytelnik mojego bloga hahaha
Taki żarcik,wiem,że nikt nie ma czasu na czytanie kryzysów egzystencjalnych podlotki,która próbowała być fajna w podstawówce...ojejciu,właśnie ogarnęłam,że moje "felietony z dupy wzięte",jak sobie mawiam o moim blogu,są ze mną przez wszystkie szkoły,od podstawówki,przez gimbazę do liceum.Fucking Princess zna wszystkie moje miłostki,ogarnia jak wyrosłam z agresji.
Tak wgl kiedy słyszę,że jestem agresywna i wulgarna,to tak trochę bardzo mnie to śmieszy,a słyszę to w miarę często.Moi drodzy,mam 1.57m wzrostu,nawet gdybym chciała być agresywna to mi to nie wyjdzie haha
a wulgarna,wypowiem się tylko tak: musiałabym być potworem,żeby być wulgarna w oczach kogoś,dla kogo inspirującym momentem jest siedzenie przed TV i oglądanie Warsaw Shore(nadal wierzę,że on żartuje;nie chcę wierzyć,że mógłby być aż tak nisko),musiałabym być też idiotką,żeby się tym przejmować.
Możliwe,że jestem sobie takim Holdenem Caulfieldem,czy innym bohaterem np.Lotu nad Kukułczym Gniazdem;po prostu antybohater,który nie wykazuje w sobie żadnych cech moralności na pozór,a jednak...coś takiego jak serduszko w sobie ma.(PS to wcale nie znaczy,że chcę je mieć.czasem myślę,że lepiej byłoby być "zimną suką ulicą").
Pozerstwo,moje uwielbione słówko z gimnazjum,do momentu,w którym nie zrozumiałam jednej rzeczy: każdy może każdego tak nazwać.Nikt nie wie co jest prawdą,póki kogoś nie pozna dokładniej.Inteligentniejszym czasem wystarczy jedno spojrzenie,debilom - jak ja - czasem sprawia przyjemność dłuższe analizowanie złożoności osobowości jakiegoś człowieka,a jeszcze gorsi debile spojrzą na ciebie na zasadzie "pokaż mi to,a powiem Ci kim jesteś".Bawi mnie szalenie zabawa w takiego debila,a jeszcze bardziej to,że ludzie skłonni są uwierzyć,że taka jestem.Że kiedy sobie wyzywam od pedałów,to na serio tak myślę.Noście se kurwa te rurki,miłego gniecenia jaj,mnie to zdrowo pierdoli,mówiąc bardzo dosadnie.Wszystkie moje i Darii negatywne komentarze to chyba tylko zabijanie czasu,nawet mi to nie służy podniesieniu samooceny,tak nisko by ją chwycić nie zejdę,z resztą,żeby chwycić coś co nie istnieje to trzeba mieć schizofrenię.
Wymieniłam sama sobie chaotycznie,czego nienawidzę:
Niedojrzałości.Kłamstwa.Hipokryzji.W sumie to ze słowem hipokryzja przypomina mi się wczorajszy wieczór,więc tak na spontana sobie walnę: przedwczesnych sądów.Materializmu.Tolkiena.Siebie samej.
Niedojrzałość to chyba aspekt,któremu chciałabym się bardziej w tym momencie przyjrzeć.Jednocześnie bardzo mnie to irytuje,jak i poniekąd jest atrakcyjne.
Taka niedojrzałość jest pięknym uzupełnieniem mnie.Jak już wiele razy mówiłam,jestem dzieckiem,które się nigdy nie brudziło,nie szalało.Dziewczynka pachnąca,co jak upadła i zdarła kolanko była wnoszona do mieszkania przez dziadka,a potem krzyczała,gdy woda utleniona szczypała za mocno haha
Taka ze mnie Izabela Łęcka była.Ciekawe jak ewoluowałam z Łęckiej w Caulfielda.
Chodzi mi jednak o taką typowo dziecinną niedojrzałość,która mnie pociąga.Nie,nie chodzi tu o żadne pedofilstwo,bo ja okropnie się czuję w związkach z młodszymi chłopakami,chodzi mi o to jak cholernie ubóstwiałam poniekąd taki kontrast między mną a Jake'iem.Kiedy ja dodawałam do list zainteresowań poważniejsze książki,on w ten sam dzień dodawał jakiś komiks o kapitanie gaciocośtam.Słodkie to było czasem,czasem dołujące,że chodzę z debilem...ale nie byłam z debilem,bo potrafił dyskutować ze mną o chemii.Lubię kiedy on gra w swoje durne gry na konsoli,fajnie byłoby,żeby jemu nie przeszkadzało,gdybym leżała mu na kolanach i sobie czytała książkę,taki mój jeden z idealnych wieczorów w związku.
Albo niech sobie ogląda mecz z kolegami,ja sobie pogotuję,przynajmniej ktoś to zje XDD
Niech sobie lubi bohaterów,ja też polubię,nie wkuję wszystkiego o nich i pewnie nieraz będę myliła rzeczy,co sprawi,że będzie mi dokuczał(TAK IDEALNIE BY BYŁO,NA SERIO),ale ja też mu podokuczam o to należy się nie martwić ;) Tylko,że na to wszystko mam jeszcze trochę czasu.I staram się na tym nie skupiać.
Tak samo jak niedojrzałość mnie pociąga,tak i wkurwia mnie nieźle w otaczających mnie ludziach pod kątem kultury osobistej.Dzisiaj prof.Kołodziński,cudowny facet,bym się może nawet z nim hajtnęła,gdybym nie była aktualnie zbyt zaabsorbowana szkolną miłostką( LOL ),powiedział,że asertywność to nie jest "spierdalaj",asertywność to "nie,dzięki";to jest taka umiejętność,że wyrażamy się i bronimy swojego zdania inteligentnie,nie obrażając nikogo,a jeśli już musimy,to obrażamy w wersji light.I to jest dla mnie norma moralna.Zamiast napisać dzisiaj kolesiowi,że jest totalnym,płytkim debilem,napisałam mu,że przeanalizowałabym jego osobowość głębiej,gdyby nie był w takim brodziku intelektualnym.
Przykro mi jest bardzo,że musiałam się tak zachować,ale osoba,która mi mówi,że może sobie obrażać kogo chce,bo to naturalne uwarunkowanie ludzi,to dla mnie osoba,która jest po prostu,najzwyczajniej w świecie głupia.Też sobie kogoś obrażam i widzę poniekąd swoją HIPOKRYZJĘ,nad którą naprawdę pracuję.Moje obrażanie kończy się jednak na wymianie zdań z Darią,czy Anielą,czy też takiemu sobie dokuczaniu cytowanego wcześniej kolegi.Naprawdę mu się śmiesznie dokucza,wgl jego zarzuty są takie zabawne.Podobno kiedy coś mnie się nie podoba nagle staję się wulgarna i agresywna;wczoraj usłyszałam też,że feministki to synonim hipokryzji...Fajnie byłoby,gdyby pokusił się o przeczytanie,chociaż fakt nie powinnam tego pisać publicznie,ale szczerze? kto tu wchodzi poza mną? haha
No cóż,jak poniekąd żałośnie tamto stwierdzenie brzmi o mnie,kiedy on zachowuje się tak samo,jak nie gorzej.Mnie to w sumie nie przeszkadza,może po prostu jestem taka dobra w wyprowadzaniu go z równowagi.
Pochopne wnioski i hipokryzja to kolejne rzeczy z listy,których nienawidzę,ale dosyć wiążą się z poprzednim i nie chce mi się dalej o tym pisać.
Nienawiść do materializmu mam z kręgosłupa,wyniesioną w posagu z rodzinnego domu,w którym matka siedzi na dupie i gówno robi,a wylicza i wypomina każdą wydaną złotówkę,nawet na edukację.
O,nie lubię jeszcze nietolerancji,ale w znaczeniu takim,że czegoś nie rozumiem,więc nie toleruję.Myślę,że każdy z nas ma swoją granicę,ja też taką posiadam,co nie oznacza,że nie staram się zrozumieć zjawisk,np. Islam i wielkie hejty np na wielożeństwo...Dla mnie - system jak najbardziej nieodpowiedni,ja jestem taki zazdrośnik,że jak wysłał serduszko dla mojej siostry zamiast dla mnie to trochę smuciło,ale i tak wiem,że to celowo było...i na dodatek nie wyszło,frajer xD zły przykład,jestem bardzo zazdrosna,też do pewnej granicy,np zazdrość taka jak w związku Marioli nie wchodzi dla mnie w grę,bo przemyślałam wiele od czasu pierwszego związku,w którym tak samo zakazywałam koleżanek.Wiem tyle,że o faceta,prawdziwego,coś wartego,nie będę musiała być zazdrosna,to inne będą zazdrosne o mnie.Ja np. zazdroszczę żonie profesora,bo zawsze wspomina nam jak bardzo ją kocha;wspomina to znaczy,że o niej myśli.
Czego jeszcze nienawidzę? Samej siebie.Chociaż już przyzwyczaiłam się jaka jestem brzydka,głupia i nic nie warta.Są dni,w których czuję się inaczej,momenty,w których czuję,że nie jestem jedyna.Na teraz jednak nie dadzą mi stabilnego gruntu,ja swoje miejsce na ziemi poczuję dopiero,gdy ktoś lub coś potwierdzi,że nie jestem zmarnowaną przestrzenią i wpadką(znaczy wpadką jestem i cieszę się bardzo,że chociaż jedno z moich rodziców potrafi powiedzieć mi to w twarz,lubię gdy ktoś potrafi wypić piwo,które naważył...a że moja matka ma za słabą głowę,to najwyżej karmi sobie strzeli,że tak powiem - karmi,symbolika pół-prawdy)O taka jestem mądra,takie przenośnie sobie stosuję! Uznanie dla wyborów autora zrobione,siódemka w IB stoi otworem :D
Czego najbardziej nienawidzę...
Od jednej z najważniejszych dla mnie osób padła odpowiedź "mnie".Wiem,że jest świadoma,że tak nie jest,albo chociaż mam taką nadzieję.Tak naprawdę,nigdy w życiu nie wierzyłam,że będę miała przyjaciela i nawet nie wiem jak to wyszło,że mam Darię,oddałabym serce,wątrobę,płuca i lewe oko(PRAWE ZOSTAJE,ZA ŁADNE) za nią.
Od kogoś innego "pozerstwa",wygląda jak czytelnik mojego bloga hahaha
Taki żarcik,wiem,że nikt nie ma czasu na czytanie kryzysów egzystencjalnych podlotki,która próbowała być fajna w podstawówce...ojejciu,właśnie ogarnęłam,że moje "felietony z dupy wzięte",jak sobie mawiam o moim blogu,są ze mną przez wszystkie szkoły,od podstawówki,przez gimbazę do liceum.Fucking Princess zna wszystkie moje miłostki,ogarnia jak wyrosłam z agresji.
Tak wgl kiedy słyszę,że jestem agresywna i wulgarna,to tak trochę bardzo mnie to śmieszy,a słyszę to w miarę często.Moi drodzy,mam 1.57m wzrostu,nawet gdybym chciała być agresywna to mi to nie wyjdzie haha
a wulgarna,wypowiem się tylko tak: musiałabym być potworem,żeby być wulgarna w oczach kogoś,dla kogo inspirującym momentem jest siedzenie przed TV i oglądanie Warsaw Shore(nadal wierzę,że on żartuje;nie chcę wierzyć,że mógłby być aż tak nisko),musiałabym być też idiotką,żeby się tym przejmować.
Możliwe,że jestem sobie takim Holdenem Caulfieldem,czy innym bohaterem np.Lotu nad Kukułczym Gniazdem;po prostu antybohater,który nie wykazuje w sobie żadnych cech moralności na pozór,a jednak...coś takiego jak serduszko w sobie ma.(PS to wcale nie znaczy,że chcę je mieć.czasem myślę,że lepiej byłoby być "zimną suką ulicą").
Pozerstwo,moje uwielbione słówko z gimnazjum,do momentu,w którym nie zrozumiałam jednej rzeczy: każdy może każdego tak nazwać.Nikt nie wie co jest prawdą,póki kogoś nie pozna dokładniej.Inteligentniejszym czasem wystarczy jedno spojrzenie,debilom - jak ja - czasem sprawia przyjemność dłuższe analizowanie złożoności osobowości jakiegoś człowieka,a jeszcze gorsi debile spojrzą na ciebie na zasadzie "pokaż mi to,a powiem Ci kim jesteś".Bawi mnie szalenie zabawa w takiego debila,a jeszcze bardziej to,że ludzie skłonni są uwierzyć,że taka jestem.Że kiedy sobie wyzywam od pedałów,to na serio tak myślę.Noście se kurwa te rurki,miłego gniecenia jaj,mnie to zdrowo pierdoli,mówiąc bardzo dosadnie.Wszystkie moje i Darii negatywne komentarze to chyba tylko zabijanie czasu,nawet mi to nie służy podniesieniu samooceny,tak nisko by ją chwycić nie zejdę,z resztą,żeby chwycić coś co nie istnieje to trzeba mieć schizofrenię.
Wymieniłam sama sobie chaotycznie,czego nienawidzę:
Niedojrzałości.Kłamstwa.Hipokryzji.W sumie to ze słowem hipokryzja przypomina mi się wczorajszy wieczór,więc tak na spontana sobie walnę: przedwczesnych sądów.Materializmu.Tolkiena.Siebie samej.
Niedojrzałość to chyba aspekt,któremu chciałabym się bardziej w tym momencie przyjrzeć.Jednocześnie bardzo mnie to irytuje,jak i poniekąd jest atrakcyjne.
Taka niedojrzałość jest pięknym uzupełnieniem mnie.Jak już wiele razy mówiłam,jestem dzieckiem,które się nigdy nie brudziło,nie szalało.Dziewczynka pachnąca,co jak upadła i zdarła kolanko była wnoszona do mieszkania przez dziadka,a potem krzyczała,gdy woda utleniona szczypała za mocno haha
Taka ze mnie Izabela Łęcka była.Ciekawe jak ewoluowałam z Łęckiej w Caulfielda.
Chodzi mi jednak o taką typowo dziecinną niedojrzałość,która mnie pociąga.Nie,nie chodzi tu o żadne pedofilstwo,bo ja okropnie się czuję w związkach z młodszymi chłopakami,chodzi mi o to jak cholernie ubóstwiałam poniekąd taki kontrast między mną a Jake'iem.Kiedy ja dodawałam do list zainteresowań poważniejsze książki,on w ten sam dzień dodawał jakiś komiks o kapitanie gaciocośtam.Słodkie to było czasem,czasem dołujące,że chodzę z debilem...ale nie byłam z debilem,bo potrafił dyskutować ze mną o chemii.Lubię kiedy on gra w swoje durne gry na konsoli,fajnie byłoby,żeby jemu nie przeszkadzało,gdybym leżała mu na kolanach i sobie czytała książkę,taki mój jeden z idealnych wieczorów w związku.
Albo niech sobie ogląda mecz z kolegami,ja sobie pogotuję,przynajmniej ktoś to zje XDD
Niech sobie lubi bohaterów,ja też polubię,nie wkuję wszystkiego o nich i pewnie nieraz będę myliła rzeczy,co sprawi,że będzie mi dokuczał(TAK IDEALNIE BY BYŁO,NA SERIO),ale ja też mu podokuczam o to należy się nie martwić ;) Tylko,że na to wszystko mam jeszcze trochę czasu.I staram się na tym nie skupiać.
Tak samo jak niedojrzałość mnie pociąga,tak i wkurwia mnie nieźle w otaczających mnie ludziach pod kątem kultury osobistej.Dzisiaj prof.Kołodziński,cudowny facet,bym się może nawet z nim hajtnęła,gdybym nie była aktualnie zbyt zaabsorbowana szkolną miłostką( LOL ),powiedział,że asertywność to nie jest "spierdalaj",asertywność to "nie,dzięki";to jest taka umiejętność,że wyrażamy się i bronimy swojego zdania inteligentnie,nie obrażając nikogo,a jeśli już musimy,to obrażamy w wersji light.I to jest dla mnie norma moralna.Zamiast napisać dzisiaj kolesiowi,że jest totalnym,płytkim debilem,napisałam mu,że przeanalizowałabym jego osobowość głębiej,gdyby nie był w takim brodziku intelektualnym.
Przykro mi jest bardzo,że musiałam się tak zachować,ale osoba,która mi mówi,że może sobie obrażać kogo chce,bo to naturalne uwarunkowanie ludzi,to dla mnie osoba,która jest po prostu,najzwyczajniej w świecie głupia.Też sobie kogoś obrażam i widzę poniekąd swoją HIPOKRYZJĘ,nad którą naprawdę pracuję.Moje obrażanie kończy się jednak na wymianie zdań z Darią,czy Anielą,czy też takiemu sobie dokuczaniu cytowanego wcześniej kolegi.Naprawdę mu się śmiesznie dokucza,wgl jego zarzuty są takie zabawne.Podobno kiedy coś mnie się nie podoba nagle staję się wulgarna i agresywna;wczoraj usłyszałam też,że feministki to synonim hipokryzji...Fajnie byłoby,gdyby pokusił się o przeczytanie,chociaż fakt nie powinnam tego pisać publicznie,ale szczerze? kto tu wchodzi poza mną? haha
No cóż,jak poniekąd żałośnie tamto stwierdzenie brzmi o mnie,kiedy on zachowuje się tak samo,jak nie gorzej.Mnie to w sumie nie przeszkadza,może po prostu jestem taka dobra w wyprowadzaniu go z równowagi.
Pochopne wnioski i hipokryzja to kolejne rzeczy z listy,których nienawidzę,ale dosyć wiążą się z poprzednim i nie chce mi się dalej o tym pisać.
Nienawiść do materializmu mam z kręgosłupa,wyniesioną w posagu z rodzinnego domu,w którym matka siedzi na dupie i gówno robi,a wylicza i wypomina każdą wydaną złotówkę,nawet na edukację.
O,nie lubię jeszcze nietolerancji,ale w znaczeniu takim,że czegoś nie rozumiem,więc nie toleruję.Myślę,że każdy z nas ma swoją granicę,ja też taką posiadam,co nie oznacza,że nie staram się zrozumieć zjawisk,np. Islam i wielkie hejty np na wielożeństwo...Dla mnie - system jak najbardziej nieodpowiedni,ja jestem taki zazdrośnik,że jak wysłał serduszko dla mojej siostry zamiast dla mnie to trochę smuciło,ale i tak wiem,że to celowo było...i na dodatek nie wyszło,frajer xD zły przykład,jestem bardzo zazdrosna,też do pewnej granicy,np zazdrość taka jak w związku Marioli nie wchodzi dla mnie w grę,bo przemyślałam wiele od czasu pierwszego związku,w którym tak samo zakazywałam koleżanek.Wiem tyle,że o faceta,prawdziwego,coś wartego,nie będę musiała być zazdrosna,to inne będą zazdrosne o mnie.Ja np. zazdroszczę żonie profesora,bo zawsze wspomina nam jak bardzo ją kocha;wspomina to znaczy,że o niej myśli.
Czego jeszcze nienawidzę? Samej siebie.Chociaż już przyzwyczaiłam się jaka jestem brzydka,głupia i nic nie warta.Są dni,w których czuję się inaczej,momenty,w których czuję,że nie jestem jedyna.Na teraz jednak nie dadzą mi stabilnego gruntu,ja swoje miejsce na ziemi poczuję dopiero,gdy ktoś lub coś potwierdzi,że nie jestem zmarnowaną przestrzenią i wpadką(znaczy wpadką jestem i cieszę się bardzo,że chociaż jedno z moich rodziców potrafi powiedzieć mi to w twarz,lubię gdy ktoś potrafi wypić piwo,które naważył...a że moja matka ma za słabą głowę,to najwyżej karmi sobie strzeli,że tak powiem - karmi,symbolika pół-prawdy)O taka jestem mądra,takie przenośnie sobie stosuję! Uznanie dla wyborów autora zrobione,siódemka w IB stoi otworem :D
wtorek, 14 stycznia 2014
Moja dziwna moralność normalnością XXI wieku,czyli trochę o homoseksualiźmie...
No cóż,zainspirowana fejsbukową dyskusją co to jeden mądrzejszy od drugiego postanowiłam zabrać głos,nie wiem czemu.
Przytaczając kilka myśli pana X słyszymy,iż "sam fakt istnienia dwóch płci świadczy o tym,że heteroseksualizm jest właściwy,inaczej ludzie rodziliby się obojniakami".
Wydarzenia nie mam ani screenów,ani nic,fanpage "Dlaczego lepiej być ateistą" po prostu usunął ten komentarz.
Moja argumentacja przeciwko zdaniu pana X,a właściwie moje przemyślenia są takie:
W mojej opinii naturalnym dla człowieka nie jest kobieta i mężczyzna jako para,a wszystko inne - dziwne.Człowiek jest stworzeniem,a obserwując wszystkie inne stworzenia naturalnie nie występuje u nich parowanie się(są wyjątkowe przypadki,np.podobno łabędzie),nie ma naturalnej "orientacji".Orientacja seksualna to wymysł ludzki.Naturalnie istnieje tylko i wyłącznie pożądanie,naturalnym jest tylko i wyłącznie seks.W argumencie zażartowałam,że skoro naturalnym jest tylko heteroseksualizm,to jak wytłumaczą fakt,że mój biedny piesek Axl został zmuszony do kopulacji z wilczurem...Tu nie chodzi o nic innego jak zaspokojenie i tylko to jest naturalne,że tak się wyrażę.
Człowiek może być istotą inną od zwierzęcia i różni nas od nich PODOBNO fakt,że my mamy uczucia,a oni nie(chociaż foszki mojego psa jak mu dokuczam,strach podczas burzy i przytulanie się do mnie,albo to że jak płaczę to leży przy mnie dopóki nie przestanę sugerują,że ma,kochany skarbek,naprawdę wspaniała istota...).Posiadając takie uczucia,możemy je "kierować do kogo chcemy",że również tak się wyrażę,bo jednak myślę,że człowiek ma tak,że jednak te uczucia są nad nim...to one nim rzucają,to one są ręką,a człowiek jest kostką do gry.
coraz częściej denerwuje mnie poniekąd hipokryzja wcześniej wspomnianego portalu.
Zacznijmy od tego,że jakoś widzę wyśmiewanie,negowanie czy jak to oni nazwą tylko Islamu i Katolicyzmu.Wszyskie inne religie jakoś są pozostawione w spokoju.Czyżby adminom zabrakło wiedzy,by móc się wypowiadać na ich temat,czy może faktycznie portal prowadzą osoby niewykształcone i niedojrzałe?
Obrażanie religii jest na porządku dziennym.Nie żebym stała się wielką obrończynią i zwolenniczką istnienia religii.Jednak zróżnicowanie religijne dodaje pikanterii światu,a drugim jednak niech będzie cytat mojego komentarza:
religie z założenia wszystkie mają nieść dobro.
Z założenia również dobre miały być inne rzeczy,jak np. komunizm,(czy żelki w tesco).Wyszło jak wyszło.Pomimo iż nie jestem zwolenniczką religii jakiejkolwiek,uważam,że to tylko nadinterpretacja Koranu daje taki ekstremalny Islam,a z tym jest tak jak z młodzieżą,mały odsetek takich skrajnych przypadków,a jednak jedyny nagłaśniany.Przeglądając tą stronkę wdałam się w kłótnię o tolerancję,uważam,że w kwestii kobiet i niektórych rzeczy,które nam trudno zrozumieć powinniśmy je tolerować,bo zachowujemy się jak posłanka Pawłowicz.W ich kręgu kulturowym ich zachowanie jest na porządku dziennym i jedyne co możemy im zarzucić to tak jak alegorycznie jest przedstawione w podpisie obrazka - większość z nich niestety nie potrafi uszanować tego,że inne kręgi kulturowe robią inaczej i na siłę próbują ludzi zmuszać do swego,mnie osobiście się to nie podoba.
Kobiety w Islamie,z tego,co słyszałam od nauczycielki geografii są szczęśliwe,nie mówią,że jest im źle,że duszą się w burkach.Burki też nie są z założenia złe.Dlaczego zakładamy,że coś co jest dla nas inne i nieznane musi być złe dla kogoś innego?Ludzie mają inną mentalność.Wielożeństwo?A proszę bardzo.Ja osobiście podziękuję,ale dlaczego nie? Jeśli to nie rani tych kobiet,to czemu my odbieramy to wszystko jako złe?Niektóre z nich - źle im,chciałby być "wolne",innym w to graj,póki mają zapewniony byt dla siebie i swego potomstwa - świetnie dla nich.Pomimo,iż dla mnie byłoby to nie do pomyślenia,facet dostałby kopa w dupę jakby miał drugą,trzecią i czwartą - staram się to zrozumieć i dzięki szkole w Szczecinie,czuję,że dojrzewam coraz bardziej,inaczej zatrzymałabym się na poziomie podwórkowego ateizmu,który zachowuje się wyjątkowo tępo,którym na moment obecny czuję się zażenowana,tak jak zapewne starymi postami,ale cóż - czasu nie zmienię,nie będę usuwała tych postów.Przyjmuje na klatę,to jaka byłam kiedyś,godzę się z tym.Pamiętam,że moją ideą było "człowiek się nie zmienia",później doszło do tego "tylko dojrzewa".Na chwilę obecną ryzykuję potępienie przez samą siebie w przeszłości stwierdzeniem,że można się zmienić.Ale jest tego przyczyna i cel,bo jeśli jest tylko przyczyna,to zmieni się na złe...
Na czym stanęłam?Ah tak.Dalej odnośnie portalu
Przytaczając kilka myśli pana X słyszymy,iż "sam fakt istnienia dwóch płci świadczy o tym,że heteroseksualizm jest właściwy,inaczej ludzie rodziliby się obojniakami".
Wydarzenia nie mam ani screenów,ani nic,fanpage "Dlaczego lepiej być ateistą" po prostu usunął ten komentarz.
Moja argumentacja przeciwko zdaniu pana X,a właściwie moje przemyślenia są takie:
W mojej opinii naturalnym dla człowieka nie jest kobieta i mężczyzna jako para,a wszystko inne - dziwne.Człowiek jest stworzeniem,a obserwując wszystkie inne stworzenia naturalnie nie występuje u nich parowanie się(są wyjątkowe przypadki,np.podobno łabędzie),nie ma naturalnej "orientacji".Orientacja seksualna to wymysł ludzki.Naturalnie istnieje tylko i wyłącznie pożądanie,naturalnym jest tylko i wyłącznie seks.W argumencie zażartowałam,że skoro naturalnym jest tylko heteroseksualizm,to jak wytłumaczą fakt,że mój biedny piesek Axl został zmuszony do kopulacji z wilczurem...Tu nie chodzi o nic innego jak zaspokojenie i tylko to jest naturalne,że tak się wyrażę.
Człowiek może być istotą inną od zwierzęcia i różni nas od nich PODOBNO fakt,że my mamy uczucia,a oni nie(chociaż foszki mojego psa jak mu dokuczam,strach podczas burzy i przytulanie się do mnie,albo to że jak płaczę to leży przy mnie dopóki nie przestanę sugerują,że ma,kochany skarbek,naprawdę wspaniała istota...).Posiadając takie uczucia,możemy je "kierować do kogo chcemy",że również tak się wyrażę,bo jednak myślę,że człowiek ma tak,że jednak te uczucia są nad nim...to one nim rzucają,to one są ręką,a człowiek jest kostką do gry.
coraz częściej denerwuje mnie poniekąd hipokryzja wcześniej wspomnianego portalu.
Zacznijmy od tego,że jakoś widzę wyśmiewanie,negowanie czy jak to oni nazwą tylko Islamu i Katolicyzmu.Wszyskie inne religie jakoś są pozostawione w spokoju.Czyżby adminom zabrakło wiedzy,by móc się wypowiadać na ich temat,czy może faktycznie portal prowadzą osoby niewykształcone i niedojrzałe?
Obrażanie religii jest na porządku dziennym.Nie żebym stała się wielką obrończynią i zwolenniczką istnienia religii.Jednak zróżnicowanie religijne dodaje pikanterii światu,a drugim jednak niech będzie cytat mojego komentarza:
religie z założenia wszystkie mają nieść dobro.
Z założenia również dobre miały być inne rzeczy,jak np. komunizm,(czy żelki w tesco).Wyszło jak wyszło.Pomimo iż nie jestem zwolenniczką religii jakiejkolwiek,uważam,że to tylko nadinterpretacja Koranu daje taki ekstremalny Islam,a z tym jest tak jak z młodzieżą,mały odsetek takich skrajnych przypadków,a jednak jedyny nagłaśniany.Przeglądając tą stronkę wdałam się w kłótnię o tolerancję,uważam,że w kwestii kobiet i niektórych rzeczy,które nam trudno zrozumieć powinniśmy je tolerować,bo zachowujemy się jak posłanka Pawłowicz.W ich kręgu kulturowym ich zachowanie jest na porządku dziennym i jedyne co możemy im zarzucić to tak jak alegorycznie jest przedstawione w podpisie obrazka - większość z nich niestety nie potrafi uszanować tego,że inne kręgi kulturowe robią inaczej i na siłę próbują ludzi zmuszać do swego,mnie osobiście się to nie podoba.
Kobiety w Islamie,z tego,co słyszałam od nauczycielki geografii są szczęśliwe,nie mówią,że jest im źle,że duszą się w burkach.Burki też nie są z założenia złe.Dlaczego zakładamy,że coś co jest dla nas inne i nieznane musi być złe dla kogoś innego?Ludzie mają inną mentalność.Wielożeństwo?A proszę bardzo.Ja osobiście podziękuję,ale dlaczego nie? Jeśli to nie rani tych kobiet,to czemu my odbieramy to wszystko jako złe?Niektóre z nich - źle im,chciałby być "wolne",innym w to graj,póki mają zapewniony byt dla siebie i swego potomstwa - świetnie dla nich.Pomimo,iż dla mnie byłoby to nie do pomyślenia,facet dostałby kopa w dupę jakby miał drugą,trzecią i czwartą - staram się to zrozumieć i dzięki szkole w Szczecinie,czuję,że dojrzewam coraz bardziej,inaczej zatrzymałabym się na poziomie podwórkowego ateizmu,który zachowuje się wyjątkowo tępo,którym na moment obecny czuję się zażenowana,tak jak zapewne starymi postami,ale cóż - czasu nie zmienię,nie będę usuwała tych postów.Przyjmuje na klatę,to jaka byłam kiedyś,godzę się z tym.Pamiętam,że moją ideą było "człowiek się nie zmienia",później doszło do tego "tylko dojrzewa".Na chwilę obecną ryzykuję potępienie przez samą siebie w przeszłości stwierdzeniem,że można się zmienić.Ale jest tego przyczyna i cel,bo jeśli jest tylko przyczyna,to zmieni się na złe...
Na czym stanęłam?Ah tak.Dalej odnośnie portalu
Ten obraz został umieszczony na portalu z podpisem mówiącym,że to jedyne do czego nadają się aniołki.
Chciałabym rozczarować niewyedukowanego i niezwykle drażniącego mnie zaledwie dwoma postami admina: ten obraz nie jest ani dziełem sakralnym,ani malownictwem baroku czy antyku.Obraz to dzieło współcześnie żyjącego artysty - Arthura Berznisha,powstał w roku 2012.Litewski(prawdopodobnie) artysta jest bardzo kontrowersyjnym i uzdolnionym malarzem,nie szukając zaś strzelam iż nie jest katolikiem.Jego szokujące obrazy niejednokrotnie przedstawiają Jezusa czy innych świętych,jednak malarstwo składa się z prostych,podstawowych barw,łączy w sobie styl baroku,niejednokrotnie z Fridą Cahlo.Świetne połączenie,odważne,uważam,że należy mu się respekt.Nie podoba mi się natomiast wulgarny komentarz oraz atak na katolickie dzieła.Kościół jaki jest,taki jest,ale ma ogromne zasługi dla współczesnej kultury.Nie rozumiem dlaczego Ci "podwórkowi ateiści",mówią o religii chrześcijańskiej(bo teraz należy wspomnieć o całym chrześcijaństwie) jako równym przeżytku co mitologia grecka,mówią "minęła moda na zeusa,minie i na jezusa",a jednak szacunek mają do dzieł starożytnej Grecji,mitologii jako dzieła literackiego,czy dzieł takich jak np.Apollo i Dafne - opartej na mitologii rzeźbie z okresu(żeby się tylko nie pomylić) baroku(o ile o takowej rzeźbie słyszeli),a nie szanują sztuki chrześcijaństwa.Rozumiem,ma prawo nie podobać im się jakiś obraz,jednak widząc taka ignorancję po raz kolejny czuję się zażenowana.
Skoro mowa o zażenowaniu - temat poruszony na wczorajszej etyce - coraz bardziej czuję się otaczającym mnie światem zażenowana i boję się o jego przyszłość.Taka mała dygresja.
W odniesieniu do nowego admina tamtej stronki i homofoba z pierwszej części mojego "felietonu z dupy wziętego"(jak ja to nazywam),mogę stwierdzić jedno: szkoła i dom dużo nas uczy.Pamiętam,że Panu X zarzuciłam,że wyniósł przyzwyczajenie do pairing kobieta-mężczyzna i nic innego nie ma prawa istnienia z lekcji religii.Prawda jest taka,że widzę dziecko nauczone właśnie tak na podstawie biblii,na podstawie opowiastek,których głównymi bohaterami byli Adam i Ewa(o Lilith oczywiście na religii milczą xD apropo malarza i tego tematu,znalazłam inne jego dzieło,prawdopodobnie to Adam i Lilith,bardzo mi się podoba,polecam).Nowy admin stronki podpadł mi w dwóch postach,nietolerancyjnie o Islamie i chamsko przy pięknym obrazie...I ten jego wielki ateizm,to chyba moment przełomu,odejścia od wiary...Wiem,sama taka byłam,sama mówiłam "wszechmogąca hermafrodyta" o bogu chrześcijańskim.Nadal tak uważam,jednak powiedzmy,że nabrałam ogłady.Rozmawiając o "godzeniu się z wiekiem" również na wczorajszej etyce,tak sobie myślę,że jestem już całkiem pogodzona z trzydziestą,a jeśli nie to,to uważam się za dojrzałą,która nadal nabiera ogłady i Szczecin bardzo mi w tym pomaga.
Może tak pojadę dalej z moją frustracją.Mój ojciec,którego znam dopiero od roku spotyka się z pewną kobietą,zapewne nie jedyną,ale trudno.To mój ojciec i chociaż czegoś takiego nie tolerowałabym w stosunku do mnie,to tak jak islam potrafię zrozumieć,potrafię zrozumieć,że bardzo długo się nie rozwodził.Bo przecież to tylko papierek,który nijak nie oddaje stanu emocjonalnego.Ja mogę sobie napisać na papierku,że jestem szczęśliwa,a czy jestem?Nikt nie wie poza mną.Otóż ta jego kobieta,pobawiła się w głuchy telefon i wyszła z tego nieprzyjemna dla mnie sytuacja.Czuję ogromne zażenowanie,że kobieta czterdziestoletnia atakuje szesnastolatkę za coś co RZEKOMO zrobiła szesnastolatka,uprzednio nie pytając nawet czy to prawda.Dostała ode mnie taki felietonik,niech się cieszy lekturą i wyrośnie z przedszkola.Bo "on powiedział,że ona powiedziała,że ty mówiłaś" jest nikomu niepotrzebnym ciągiem pozostawiającym wiele domysłów przy swoich parafrazach.
I zapomniałam o ostatniej już sprawie,zapewne wrócę do niej później.
Chciałabym rozczarować niewyedukowanego i niezwykle drażniącego mnie zaledwie dwoma postami admina: ten obraz nie jest ani dziełem sakralnym,ani malownictwem baroku czy antyku.Obraz to dzieło współcześnie żyjącego artysty - Arthura Berznisha,powstał w roku 2012.Litewski(prawdopodobnie) artysta jest bardzo kontrowersyjnym i uzdolnionym malarzem,nie szukając zaś strzelam iż nie jest katolikiem.Jego szokujące obrazy niejednokrotnie przedstawiają Jezusa czy innych świętych,jednak malarstwo składa się z prostych,podstawowych barw,łączy w sobie styl baroku,niejednokrotnie z Fridą Cahlo.Świetne połączenie,odważne,uważam,że należy mu się respekt.Nie podoba mi się natomiast wulgarny komentarz oraz atak na katolickie dzieła.Kościół jaki jest,taki jest,ale ma ogromne zasługi dla współczesnej kultury.Nie rozumiem dlaczego Ci "podwórkowi ateiści",mówią o religii chrześcijańskiej(bo teraz należy wspomnieć o całym chrześcijaństwie) jako równym przeżytku co mitologia grecka,mówią "minęła moda na zeusa,minie i na jezusa",a jednak szacunek mają do dzieł starożytnej Grecji,mitologii jako dzieła literackiego,czy dzieł takich jak np.Apollo i Dafne - opartej na mitologii rzeźbie z okresu(żeby się tylko nie pomylić) baroku(o ile o takowej rzeźbie słyszeli),a nie szanują sztuki chrześcijaństwa.Rozumiem,ma prawo nie podobać im się jakiś obraz,jednak widząc taka ignorancję po raz kolejny czuję się zażenowana.
Skoro mowa o zażenowaniu - temat poruszony na wczorajszej etyce - coraz bardziej czuję się otaczającym mnie światem zażenowana i boję się o jego przyszłość.Taka mała dygresja.
W odniesieniu do nowego admina tamtej stronki i homofoba z pierwszej części mojego "felietonu z dupy wziętego"(jak ja to nazywam),mogę stwierdzić jedno: szkoła i dom dużo nas uczy.Pamiętam,że Panu X zarzuciłam,że wyniósł przyzwyczajenie do pairing kobieta-mężczyzna i nic innego nie ma prawa istnienia z lekcji religii.Prawda jest taka,że widzę dziecko nauczone właśnie tak na podstawie biblii,na podstawie opowiastek,których głównymi bohaterami byli Adam i Ewa(o Lilith oczywiście na religii milczą xD apropo malarza i tego tematu,znalazłam inne jego dzieło,prawdopodobnie to Adam i Lilith,bardzo mi się podoba,polecam).Nowy admin stronki podpadł mi w dwóch postach,nietolerancyjnie o Islamie i chamsko przy pięknym obrazie...I ten jego wielki ateizm,to chyba moment przełomu,odejścia od wiary...Wiem,sama taka byłam,sama mówiłam "wszechmogąca hermafrodyta" o bogu chrześcijańskim.Nadal tak uważam,jednak powiedzmy,że nabrałam ogłady.Rozmawiając o "godzeniu się z wiekiem" również na wczorajszej etyce,tak sobie myślę,że jestem już całkiem pogodzona z trzydziestą,a jeśli nie to,to uważam się za dojrzałą,która nadal nabiera ogłady i Szczecin bardzo mi w tym pomaga.
Może tak pojadę dalej z moją frustracją.Mój ojciec,którego znam dopiero od roku spotyka się z pewną kobietą,zapewne nie jedyną,ale trudno.To mój ojciec i chociaż czegoś takiego nie tolerowałabym w stosunku do mnie,to tak jak islam potrafię zrozumieć,potrafię zrozumieć,że bardzo długo się nie rozwodził.Bo przecież to tylko papierek,który nijak nie oddaje stanu emocjonalnego.Ja mogę sobie napisać na papierku,że jestem szczęśliwa,a czy jestem?Nikt nie wie poza mną.Otóż ta jego kobieta,pobawiła się w głuchy telefon i wyszła z tego nieprzyjemna dla mnie sytuacja.Czuję ogromne zażenowanie,że kobieta czterdziestoletnia atakuje szesnastolatkę za coś co RZEKOMO zrobiła szesnastolatka,uprzednio nie pytając nawet czy to prawda.Dostała ode mnie taki felietonik,niech się cieszy lekturą i wyrośnie z przedszkola.Bo "on powiedział,że ona powiedziała,że ty mówiłaś" jest nikomu niepotrzebnym ciągiem pozostawiającym wiele domysłów przy swoich parafrazach.
I zapomniałam o ostatniej już sprawie,zapewne wrócę do niej później.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






