wtorek, 13 grudnia 2011

So unholy.

Zbliża się właśnie okres świąteczny - znienawidzony przez ludzi tak zniewieściałych,jak ja ^^'
Heeeeeeemmm,czekamy na kolędy mojej rodzinki,ja zaś poszukuję sobie właśnie moich "kolęd"...chyba mam już pierwszą:
GreenDay - Viva la Gloria(Little Girl)
Little girl, little girl
why are you crying?
Inside your restless soul your heart is dying

Tak to mniej więcej wygląda...
Śniegu na szczęście nie ma,więc można chodzić z jedyną obawą,iż nie wiem,czy poślizgnęłam się na błocie czy na gównie xD
no,dobra...po takich terenach to nie chodzę...raczej wiem do czego są chodniki ;D
--------------------------------------------------------------------
Anyway,znalazłam sobie forum...taką grupę na grono.net - Ateiści Zajebiści ;D

i jeden z wątków mnie nakręcił,tak iż powtarzane przeze mnie racje zostały ubrane w nowe słowa
i tak powstała taka wypowiedź:
hmmm,spodobało mi się to forum; D
co do agnostycyzmu,była to moja postawa wcześniej,ale im częściej o tym myślałam,to coraz bardziej stawałam się ateistką - teraz jestem nią raczej w 100%.
Zacznijmy od tego,że NIE JEMY KOTÓW,chociaż za takich jesteśmy właśnie uważani i "mamy szatana pod skórą",niszczymy krzyże i w ogóle - całe zło tego świata jest skupione w nas.
Ale tak nie jest...
Widzę coraz częściej,iż jestem człowiekiem o moralności wyższej,niżeli pseudokatolicy z mojej szkoły...
O tym,że jestem ateistką przeświadczył fakt samego mojego życia,które sobie przemyślałam,robiąc wykres szczęścia życiowego,gdzie większość wykresu była na minusie.Zadawałam sobie pytanie "czemu bóg tak mnie potraktował?co ja takiego zrobiłam?".Myślałam coraz częściej i to przez to zostałam ateistką - bo zaczęłam SAMA MYŚLEĆ i nie obwiniać boga za swoje porażki,ale też nie dziękować mu za powodzenia(tego 2 i tak większość katolików nie robi).
Nagle dotarło do mnie,że wszystko co robię i co osiągam to moja praca i mój wysiłek,a nie żaden "duszek nade mną".Dodatkowo doszły sprawy,o których usłyszałam(jak Crimen Solicitacionis,czy jakoś tak).
Zobaczyłam,że kościół to miejsce zakłamane,że "dajecie na mszę",jakby ta złotówka więcej świadczyła o tym,że bóg wysłucha więcej waszych modlitw.To też sprawiło,iż z moją kochaną rodzinką,która,gdy powiem,że jestem ateistką drze się:"nie każdy musi wiedzieć,nie obnoś się z tym,nie tak cię wychowaliśmy",nie poszłam na mszę za dziadka - bo zapłacili dużo kasy,jakby fakt ile zapłacą dałby im większą pewność wysłuchania...no brawo.
Inną sprawą jest nietolerancja u katolików,którzy oczywiście mimo wszystko "szanują bliźniego,jak siebie samego"...a nieprawda.Często spotykam się z takimi rzeczami,że im przeszkadza wszystko praktycznie.Ja często byłam wyśmiewana i poniżana...z powodu wzrostu,z powodu wagi,czy właśnie wyznania.Ja chociaż jestem ateistką nigdy nikogo nie krzywdzę,bynajmniej się staram.
Często słyszę też uwagi typu "a ten to wygląda jak baba,co za pedał"...cóż no nie wiem...słyszę też niemiłe opinie o hermafrodytach,a przecież w ich piśmie św. zapisane jest,iż bóg ma cechy "i matki i ojca"
Nie znoszę też określenia "niewierzący",bo wiara to pojęcie względne,a ja wierzę w lepsze jutro.
Kiedy już naprawdę nie wytrzymuję i zdenerwuje mnie rodzina,mówię im,że prędzej uwierzę w właśnie przytoczoną już płaską ziemię,niż we "wszechmogącą hermafrodytę,która na ziemi urządziła sobie najbardziej jebniętą wersję simsów".
Ale nie wszyscy chrześcijanie tacy są...Taka jest np.katachetka,która w zeszłym roku mnie jeszcze uczyła religii,natomiast teraz gdy nie chodzę na religię ma na mnie w oczach błysk typu "spłoniesz w piekle",z resztą...nawet dzień dobry mi nie odpowiada.Za to mój chłopak - również katolik - w sprawie mojego ateizmu jest definitywnie tolerancyjny,do niczego mnie nie przymusza,nigdy nie stawia mi ultimatum typu "uwierz lub koniec z nami",wręcz przeciwnie,mówi,że jeśli będę chciała to do kościoła pójdę,nigdy nie zaciągnie mnie siłą.Cieszę się z tego,iż w tej kwestii jest wyrozumiały i nie ma pojęcia średniowiecznego na temat ateistów,czyli takiego,że jesteśmy ucieleśnieniem zła.
Dawniej to ludzie tacy,jak ja płonęli na stosie za czarną magię,gdyby tak było teraz to cóż - spłonęłabym jako pierwsza,bo wolę to,niż być tak pozerska,jak katolicy,których znam...
sorki,ale mnie tu wkurzają opinie typu "antychryści" itd.

dzięki,jeśli to przeczytaliście; ))

Danke sehr,wybijam od kompa ;D

niedziela, 11 grudnia 2011

Numb...

Jebanej prasówki się zachciało >.<
A mnie się robić nie chce...
wolę ssać,lizać i pierdolić xD
...
to było debilne xD
Piszę właśnie takie pierdoły z Wilkusiem ; ))
Jesteśmy tak głupie,że nawet nowy pakt fiskalny nam nie pomoże ; >
bardzo w ciąży ;D
bardzo to głupie xD
ale bardzo nasze...

Co do dzisiejszego dnia - edukowałam się co do tamponów,antykoncepcji itp. i wpadłam na forum o aplikowaniu tamponów...rozwaliła mnie tam rozmowa dziewczyn w wieku 10-12 lat xD
a konkretnie tekst: "moja koleżanka ma 9 lat i już używa tamponów i uprawia seks"
lol,dzieci - przytulenie misia nie jest równoznaczne z uprawianiem z nim seksu ;D
Jeszcze cycki nie urosły,a chcą seksu...^^

Dwa dni się nie widziałam z Szymonem...można to podsumować iż usycham z tęsknoty i do szkoły jutro idę,tylko dlatego,że on będzie ^^'
A jak nie będzie to po 1 lekcji spierdalam do domu albo do Piły ;D

Ja tu zaraz jebnę z "tęsknoty",no nic - ubieram się i idę na spacer z Axlem ;D

środa, 7 grudnia 2011

Wake me up when DECEMBER ends...or never ; ))

Kochany grudniu ; DD
Witaj,lecz wypierdalaj,bo chociaż dopiero się zaczynasz mój humor jest już zjebany ;D
bo o ile przez krótki czas było dobrze(2 dni) to dzisiaj z moim chłopakiem się nie widziałam,bo przecież miesiączka jest chorobą wykluczającą kobietę na kilka dni całkowicie z życia społecznego,musi ona wtedy wypoczywać,bo kurwa miesiączka grozi śmiercią-.-
A szczerze to pewnie wolał iść z kimś na lodowisko,niż ze mną siedzieć...
I szczerze po raz drugi: mało mnie to obchodzi...tylko nie znoszę kłamstw,nie lubię,kiedy ktoś nie powie mi w twarz,że woli gdzieś iść,niż siedzieć ze mną...
Mimo to w domu nie siedzę za długo(odliczając 1h płaczu z powodów bliżej nieokreślonych,szeroko zwanych miłością...prawdopodobnie jednostronną ^^'),poszłam z mamą na zakupy,kupiłam sobie zajebiste gatki ^^'
Takie megamraśne ;D
Lecz anyway...nie chcęM dłużej słuchać,że mnie kocha,bo to nieprawda...bo kiedy jest dobrze,to jest dobrze kilka dni,ale kiedy jest źle to wystarczy minuta,jedna głupia myśl i kilka nowych rys na ręce,niestety,takie życie...Ale faktem jest iż ból fizyczny jest łatwiejszy do zniesienia,niż to,co dzieje się wewnątrz...
ehhh
teraz czas się po raz pierwszy w życiu pożalić na szkołę...

Nie rozumiem,co się ze mną dzieje,po raz pierwszy w życiu na półrocze chyba nie przekroczę progu 5.0 ...
przyjmę to z pokorą,bo dostaję oceny na jakie zasłużyłam...
ale jakoś tak trudno mi w tym roku z nauką...lub właściwie jej brakiem - nigdy się nie uczyłam...najgorszym zawodem dla mnie jest tylko 5 z angielskiego,bo uważam,że definitywnie powinnam mieć 6...w końcu niewielu uczniów spojrzałoby na ten tekst i napisało go bez problemu w języku angielskim,ja tak mogę...
wkurza mnie to,że ci którzy zakują,a potem zapomną mają wyższe oceny,bo ja z tej nauki ZAWSZE coś pamiętam...
Boję się o ocenę z wosu,bo jest dziwna baba od wosu^^'
nie lubię jej i pójdę to naskarżyć jej teściowej(klatkę ode mnie mieszka)xD
prawdopodobnie dostanę 3...żallllll xD
z geografii też będzie nisko...
za to o biologi to spalę się prędzej ze wstydu,niż przyznam...
boję się też o oceny z polskiego...
na pewno oceny podciągnie mi muzyka ; ))
w-f niestety często nie ćwiczyłam - zdrowie nie najlepsze,
na religię nie chodzę!!!! ;D
fizyka - wredna p...ersona,pani N.,której nikt,nigdy nie lubił niestety też wystawi mi niską ocenę ;<
matmę mi może obniżyć moja 1 za nierozumienie zadania(brawa dla mojej wychowawczyni,zamiast tłumaczyć woli wstawić 1);
co do niemieckiego - obaw nie mam,moje niemieckie geny machen mi ocenę ;D
chemia - chyba jedyny przedmiot na jakim mogłabym siedzieć cały dzień i więcej
informatyka - luuuuzik
historia - w tym roku będzie 5 ;D

Moja awersja do biologii,geografii i kilku innych przedmiotów niestety odbija się na ocenach ;<
Ale nie mam zamiaru nic z tym zrobić,po prostu nie lubię ich,a kuć nie będę,bo skoro nie lubię to jasne,iż w przyszłości ta wiedza będzie mi niepotrzebna...żeby być architektem wnętrz lub prawnikiem - nie muszę wiedzieć do czego służy wodniczka tętniąca u pantofelka...(a o trenerze siatkówki już raczej nie marzę - priorytety mi się zmieniają ;<)

Kurde...teraz to mam moralniaka na samą siebie - zawsze chciałam być wierna sobie i swoim postanowieniom i przekonaniom...a co wyszło?
Niewiele wyszło...może w przyszłości będę żałowała,ale to dopiero w przyszłości,póki co - nie czas na takie wybryki...
Teraz wracam do siedzenia samej i bycia niekochanej samej,w swoim domu samej,bo zawsze jestem sama i muszę być sama,bo nawet skoro mamy czas i tak będę sama,