środa, 15 czerwca 2011

Bo on to robi,żęby być przez was akceptowany...

Jak już wielokrotnie podkreślałam,jestem teraz w wyjątkowo infantylnej i po prostu głupiej klasie...
Jakbym miała wymieniać ludzi z którymi da się wytrzymać,to zliczyłoby się ich na palcach jednej dłoni...w zasadzie...chyba tylko Szymon,Dominika,Mateusz,Karolina (czasami) i Wizol sporadycznie...czyli idealnie 5(nie licząc mnie,bo ja oczywiście,jak już pisałam miliardy razy zawsze czułam się starsza,niż de facto jestem,dojrzalsza,nie ma we mnie jakiejś takiej potrzeby wykrzyczenia się,czy wyżycia,bo ja myśli przelewam na papier i tak powstają piosenki,czy ten blog...ale ja mądra,blog na papierze;/...mniejsza o to...)

dzisiaj wyjątkowo wkurzyła mnie sytuacja,która ma miejsce zapewne w wielu "wiejskich szkołach"...moje gimnazjum zostało ostatnio określone szkołą poziomu europejskiego...aczkolwiek po tym co ja widzę,to chyba jest to szkoła poziomu europejskiego ze średniowiecza...lub poziomu pseudoeuropejskiego...
Otóż dzisiaj mojej koleżance z klasy coś tam zrobili z plecakiem...zalali,czy coś...Karolina zgłosiła to do pani od plastyki,ta zaś pokierowała ją do wicedyrektorki(którą nazwiemy panią X).Pani X ma syna w mojej klasie...jest to wyjątkowo infantylny,impertynencki rozpieszczony bachor z przerostem mniemania o sobie(dodam jeszcze,że dostał ode mnie kosza i nie wątpię,że jeżeli nie zmieni swojego postępowania,to każda kolejna normalna dziewczyna powie mu proste "spierdalaj na drzewo banany prostować"albo "spieprzaj grabić wodę")...Wizol mówi,że jest on "córką" dyrektorki...i wł.pasuje...chociaż nie...bo w życiu nie ma mowy,by jakakolwiek dziewczyna była tak dziecinna...już nawet moja 3,5-letnia siostra potrafi zachowywać się o wiele doroślej od niego!

mniejsza o to...no...pokierowali je do wicedyrektorki,a także chłopaków,którzy byli w to zamieszani...Syn(córka xD) Pani X również był w tej grupie...Jego zachowanie z pośród tej całej 4 jest jednym z najbardziej infantylnych i to on przyczynił się w największym stopniu do "dewastacji" plecaka koleżanki...kiedy wyszli od dyrektorki wszystko nam opowiedzieli...3 chłopaków,którzy brali w tym udział zostali ukarani obniżonym sprawowaniem...ale oczywiście synuś dyrektorki,to jest wzór do naśladowania i jemu zostawili zachowanie bardzo dobre...

tylko jaki mi to wzór?czy my również mamy leżeć na podłodze w szkole i ryczeć z jakichkolwiek przeciwności losu?a może mamy zostać dziećmi neo,które nauczyły się 2 zwrotów po japońsku i w kółko je powtarzają...albo też możemy:mieć kłopoty z wysławianiem się,gadać tylko o grach komputerowych i zostać patologicznymi kłamcami(patologiczny kłamca-osoba,która wierzy we własne kłamstwa)?Ja nie chcę nikogo urazić,ale chyba czas już dorastać,z resztą pani X sama każe nam dorosnąć,ale jemu nie...jak chce dziecko,to niech se zrobi jeszcze jedno,a jemu niech pozwoli być nastolatkiem...i zachowywać się jakby miał tą 14 na karku,a nie jakby tej jedynki przed czwórką w jego wieku nie było...

No ale jak już mówiłam,tak to jest w wiejskich szkołach,bo to tylko tak nazwać można...miasto się rozwija,ale ta szkoła...to jakaś...kupa nijakości,braku kreatywności...staromodni nauczyciele z brakiem otwartości(wiem po tym jak wdałam się w dyskusję o Michale Szpaku z kilkoma nauczycielami...nikt go,że się tak wyrażę nie trawi...a przepraszam,czy on jest gorszy taki jaki jest,czy taki Michał lepszy od synalka dyrektorki? bynajmniej Michał nie robi z siebie ofiary i nie żyje we własnym kłamstwie...jest prawdziwy,taki jak chce,za co wyjątkowo go podziwiam,a wszystkim,którzy wyzywają go od bab piszę: żeby być sobą,trzeba mieć odwagę,żeby mieć odwagę trzeba mieć jaja...a wy...szary,nijacy,znikacie w tłumie,poddajecie się modą,stajecie się ofiarami szarości każdego z dni,nie potraficie się przebić,znaleźć siebie,więc zmieniacie siebie,by być jak inni...i jaki z tego morał...nie macie odwagi,nie macie jaj...nie jesteście facetami...najwyżej słabą podróbą prawdziwego mężczyzny,a taki Michał...fakt faktem,pomylić z dziewczyną go można,ale...jak już napisałam,to on jest prawdziwy)

i w nawiasie poruszyłam kolejny temat,więc teraz do niego przejdę...
Otóż Karolina opowiedziała mi,że rozmawiała z panią X i ona powiedziała,że jej syn w domu zachowuje się inaczej...a przeklina i zachowuje się tak,jak się zachowuje,bo chce być przez nas akceptowany...
Tylko przepraszam Panią X,ale czy ja mam akceptować kogoś kto,mówi do mnie "spierdalaj"?
No trochę hipokryzji "prze pani"...skoro ja nie jestem szanowana,to i ja nie szanuję...JA NIE POMYŚLĘ,ŻE JEST FAJNY,BO CHCE SIĘ WPASOWAĆ W TOWARZYSTWO...to właśnie osoby,które się nie wpasowują są szanowane i akceptowane...wszystko,co inne jest pociągające i pożądane,że się tak wyrażę...prosty przykład:mając proste włosy,chcemy mieć kręcone,a mając kręcone,pragniemy prostych lub taka,właściwie nijaka ja...jak wielu ludzi mam brązowe włosy i brązowe oczy,a pragnę mieć niebieskie oczy i być ruda.Ale wracając do tematu...

Potrzeba akceptacji i szacunku jest w piramidzie podstawowych potrzeb człowieka(zapamiętałam z wosu,wł. z panią X ;]]),aczkolwiek nie powinniśmy dążyć do niej za wszelką cenę...wręcz przeciwnie,jeżeli w środowisku w jakim się obracamy(znajomi) nie czujemy się akceptowani będąc sobą,to...zmieniamy środowisko,nie siebie...
Nie wiem jak dla was,ale dla mnie podstawowym celem w życiu jest nie stracić siebie,nie zmienić osobowości...być sobą i czuć się z tym dobrze.
Uwaga rodzicielska do p.X(choć rodzicem nie jestem,ale od 3 lat również czuję się w jakiś sposób odpowiedzialna za młode życie):proszę wpoić synowi,że szacunek do innych,daje nam szacunek od innych...kiedy on mi powie spierdalaj,niech nie oczekuje,że wysłucham,co on ma mi do powiedzenia i tyle(karma,kosmiczne prawo ;D)

Uwaga pedagogiczna do mojej(zasranej) szkoły:WSZYSCY SĄ RÓWNI,więc będę dążyć do obniżenia synowi pani X zachowania,nawet kosztem obniżenia mi mojego(z resztą i tak wzorowego,choć osobiście nie uważam się za wzór...jedyne co uważam za wzorowe w swoim życiu,to podejście do różnych spraw,a za zachowanie w szkole wrypałabym sobie dobre:przeklinam,noszę dekolty,maluję się...3 punkty regulaminu złamane,ale kocham punk,a główną regułą punka jest jebanie systemu,więc jebię go na całej linii).Za to uwielbiam panią od chemii,jest ona jednym z niewielu autorytetów,jakie mogę znaleźć w nauczycielach mojej szkoły...traktuje każdego ucznia tak samo,każdemu potrafi powiedzieć,co o nim myśli(poza tym ma rude włosy i niebieskie oczy...zazdroszczę jej ;]])i nie obchodzi jej,że jest on synem dyrektorki,ale powiedziała mu,że jest wyjątkowo chamski...i prawidłowo.(myślę,że pani od chemii jest chyba głównym czynnikiem sprawczym tego,że pokochałam tą naukę <3 )

Tak więc to jeden z tematów,która sprawiła,że na forum mojej klasy zawrzało...

kolejna ze spraw wyjątkowo nas poruszająca to wygląd uczniów mojej szkoły...
teraz...
znów powołując się na Michała Szpaka...zostałby on wyrzucony z mojej szkoły po 3 dniach,bo łamie wszystkie punkty regulaminu szkolnego.Otóż ma on długie włosy i zazwyczaj ich nie spina,nosi multum biżuterii(już 2 powody),3.maluje się,4.maluje paznokcie,5.ubiera się w jaskrawe kolory("czarny,jak piekło i czerwony,jak ogień...to znak,że coś się z nim dzieje" xDDD)
...dobrze,a teraz ogółem o wizerunku ucznia naszej szkoły(który ja osobiście również łamię)
Otóż,jak chodzi o chłopaków:kiedy mają długie włosy,to źle,gdy się obetną,to też źle(teraz mój "synek",Tomek,obciął włosy,tak,że po bokach ma wygolone...taki pseudoirokezik xdd),jak ogolą się na łyso jest to oznaka demoralizacji...to jak do cholery mają wyglądać?
dalej jak chodzi o nasz ubiór...teraz mamy jeszcze mundurki,ale za rok mamy mieć strój szkolny i wszyscy będziemy musieli nosić "jednolite koszulki" i "bez nadruków"...

a ja się teraz pytam...czy ubiór czyni człowieka lepszym lub gorszym?
Nie szata nas zdobi,nie szata o nas świadczy...95% ludzi ocenia nas po wyglądzie,5% jest niewidomych,ale trochę mnie to dziwi,że nasza szkoła pod tym względem jest taka...aż zabrakło mi epitetu...
Osobiście uważam,że niejeden taki łysy,czy z długimi włosami jest lepszym człowiekiem od tego "zwykłego"...W szkole są różne osoby...są "metale",są "biberzy",pełno nas...każdy inny...i jakoś sobie nie wyobrażam,by każdy z nas chciał nagle wymieniać całą swoją dotychczasową garderobę na coś jednolitego,nijakiego,zwykłego...

Droga Dyrekcjo,jeśli chcecie,żebyśmy się tak ubierali,proszę kupić nam stroje.Ale nie byle jakie stroje...Mam uczulenie na...hmm...ohydztwa,nijakość.Nie zgadzam się na coś w stylu babcinych garsonek(veto! xdd)...wyjątkowo mnie ten pomysł dziwi,bo wątpię,by osoby z naszej szkoły się zgodziły...
po raz kolejny piszę:każdy z nas jest inny,każdy z nas jest indywidualnością i każdy z nas ma prawo wyrażać siebie!każdy ma swój własny styl,a styl to właśnie forma wyrażania siebie,a wy,grono pedagogiczne nie powinniście robić z nas armii klonów bez własnego zdania...zmieniacie nas,pozwalacie nas zatracić siebie,a my przez to staniemy się mniej efektywni...zostaniemy bandą identycznych,nudnych osobowości,bez własnych znaków charakterystycznych,bez,tak naprawdę siebie,czego oczywiście chyba nikt nie chce...

Ja jako kobieta doskonale wiem,jak wkurza nas ubranie(nawet przypadkowe) tak samo,jak jakaś inna dziewczyna...jesteśmy wtedy wyjątkowo rozdrażnione,znam nawet przykład,gdzie znajome pobiły się,bo ubrały się prawie identycznie...więc teraz pytam,czy chcecie mieć w szkole ok.150 rozwścieczonych kobiet,które na dodatek może jeszcze PMS będą miały?
ja bym nie chciała,bo z czysto fizycznego punktu widzenia,pomieszczając je wszystkie na terenie szkoły,jakieś 2 bójki lub kłótnie między dziewczynami tygodniowo są mniej-więcej pewne...

znowu cała rozprawka...

ale to o tych ciuchach rozwinę i podrzucę DOMI ;**
bo jest w samorządzie uczniowskim i będzie mogła przedstawić to dyrektorowi ; ))
a gdyby tak mi się udało dostać do samorządu,to zmieniłabym coś na pewno...na pewno dałabym przedmiot edukacji moralnej i chciałabym nauczyć wszystkich "chrześcijan" z mojej szkoły nie nienawidzić,bo od kiedy jestem Agnostykiem zauważyłam,że chrześcijanie,którzy to idą "drogą Chrystusa" i "wybaczają wszystkim ich winy" charaktery mają o wiele gorsze,niż ja...w ich mniemaniu "niewierząca"...a ja wierzę,w to,że nie mają racji i jeśli ich Bóg jest sprawiedliwy(i jeśli oczywiście istnieje),to przyjmie mnie do nieba,bo ja...nie wiem,jak to sformułować,by mnie źle nie odebrano,żebym nie wyszła na zarozumiałą...o mam:bo doceni,to jaka jestem i że przynajmniej jednej z zasad z chrześcijaństwa przestrzegam:nie nienawidzę i wybaczam. AMEN xdd

dobra,kończąc dodam jeszcze,że przeczytanie tego zapewne dużo was kosztowało...bo tekst na różowo,to aż oczy bolą,ale warto chyba przeczytać,to jak bulwersuje mnie zachowanie niektórych osób w mojej szkole...gdybym pstryknięciem palcami mogła zmienić coś w mojej szkole,pstrykałabym całe dnie i noce,bo zmienić powinno się prawie wszystko,poza Panem Wegnerem,on jest po prostu nauczycielem idealnym,na jego lekcję chodzę nawet,jak jestem chora ; ))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz