Mam dość refleksyjny dzień.
Stwierdziłam dziś,że na moment obecny jestem dumna z mojej osobowości,nie znaczy to jednak,że porzucam szlifowanie się...Jest ostatnio wiele rzeczy,z którymi się nie zgadzam,nigdy jednak nie ma czasu dla mojej wypowiedzi,nie lubię z resztą mówić głośno,na lekcjach itd.Raczej twarzą w twarz czy komórką w komórkę przez facebooka - ofiara digitalizacji świata,przykro mi,ale niestety.
Zacznijmy więc jeden z miliarda felietonów z dupy wziętych.
Osobowość.Aktualnie omawiamy nieszczęsne Ferdydurke Gombrowicza - utwór ciekawy,ale naprawdę odstraszają mnie jego wartości,jakoś nie potrafię się w nim w żaden sposób odnaleźć,poza krytyką szkolnictwa.Moja wychowawczyni,a zarazem stosunkowo naprawdę dobra polonistka,która nie jest tam by nas upupiać i udupiać,a stara się nas wychować i edukować stwierdziła,że Gombrowicz wyznaje pogląd nie istnienia osobowości,a wszystkie nasze cechy są warunkowane sytuacją.Onan,mój bursiany wychowawca,zapytany przeze mnie co warunkuje zalety i wady też powiedział,że sytuacja i ogół.
Jak bardzo ubolewam i jak bardzo się z tym nie zgadzam.
Osobowość - zacytujmy tu wspaniałego profesora Kołodzińskiego - to coś,co się staje,człowiek nigdy nie jest gotowy,ale czy można całkowicie przeczyć osobowości.Jeśli wpiszemy osobowość w kategorię czystych cech jak odwaga,rozwaga,pilność,naiwność można się nieźle przejechać i faktycznie stwierdzić,że nie istnieje.Jednak dzisiejsza etyka,jak zawsze,dała mi trochę do myślenia.Z moich pięknych usteczek padły słowa,że kiedy nie ma idei - nie ma człowieka.Nie ma czegoś czemu się,że tak ujmę poświęcamy,co absorbuje nasz czas i nasze myśli,jesteśmy raczej puści i obojętni.Gombrowicz przeczy również idei,np romantyzmowi,mówi,że to głupie ginąć za ojczyznę czy jakieś wyniosłe cele.Hm...
Myślę,że osobowość to idea,ilu ludzi - tyle idei.To pomysł na siebie,albo bierze się go z utartych wzorców,albo stara się tworzyć i budować coś nowego,cegiełką doświadczeń po cegiełce doświadczeń.Zgubiłam wątek....aha,wracam,a więc osobowość to idea,idea powinna być raczej stała,a jeśli nie to powiedzmy,że jak taki dom czy tam drzewko - podstawa stała,zmieniają się tylko dodatki(elewacja domu,liście drzewa).Taki kręgosłup moralny,że tak ujmę.
Gombrowicz przyjmuje instynkt jako kręgosłup moralny,chyba można się z tym zgodzić,ale moralnie zabijanie jest złe,potępiane,a instynktownie - po prostu jest.
Wróćmy więc do osobowości - myślę,że jest to idea,która się staje,jest w ciągłym progresie odrzucania defektywnych cech i próbowania szlachetności.Nie wiem czemu to jest tak ważne,ale jest.Przynajmniej dla mnie.I jeszcze uważam,że nie może być warunkowana sytuacją,bo to tak,jakby tak naprawdę tej podstawy nie było,same liście nadlatujące znikąd. Myślę,że w każdej sytuacji powinniśmy się kierować tym wypracowanym kręgosłupem moralnym i nieważne,czy to sprawa błaha typu ściąganie na teście,czy np fałszerstwo pieniędzy.Gdyby nasza osobowość była warunkowana sytuacją to jedno mogłoby być dopuszczalne,a drugie absolutnie nie;kiedy zaś nasze zachowanie warunkuje sama osobowość - w obu odpowiedź będzie sama - jaka?To już sprawa indywidualna.
Pamiętam,że długi okres czasu,zwłaszcza w podstawówce utarł się mi taki głupi pogląd "kim Ty jesteś,nie możesz mnie oceniać".W sumie gówno prawda,przepraszam cię,dwunastoletnia Olu,dorastasz i wiedz,że teraz jesteś z tego dumna.Arbitralne spojrzenie na Ja,Ty,Oni,świat dookoła pozwala wyrobić siebie poniekąd.Wiąże się to chyba z tym co powiedziałam o osobowości i chyba muszę to powtorzyć - bez tych ocen nie byłoby człowieka,bo wszystko i wszyscy byliby mu obojętni.Ocenianie to naturalny proces,ale jedno jest pewne - nie można oceniać pochopnie,należy czekać ze swoimi wnioskami.Czasem znamy kogoś długie lata związku,ale nadal nie potrafimy ocenić zgodnie z prawdą,bo kameleonizuje swoje cechy,dopasowuje lub przedstawia się w tym,co jest naszym kanonem pragnień.Owija gówno w bawełnę,powleka srebrną farbką i wmawia nam,że jest wartościowe.Dosadne porównanie,ale to właśnie myślę o dopasowywaniu osobowości.Właśnie tak znowu wtrącę tego frajera H., chyba jest niezbyt szczęśliwy,bo często słyszy,że jest dziwny...Witaj dwunastoletnia Olu: wpasowywanie się passe.
"If you could be my punk rock princess - I would be your garage band king,you could tell me why you just don't fit in and how you're gonna be something",moja kochana piosenka.
Nie zmieniłam się diametralnie jak widać,staję się,kształtuję,czy tam formuję,ja już nie wiem co ja robię.Filozofuję,tyle powiem.
Od dziś postanowiłam myśleć nad tym,czego szukam w związku,określić,zdefiniować,ale przede wszystkim związku nie szukać.Gwoli wyjaśnienia: nie chcę związku,chcę wiedzieć czego w nim chcę,a na pewno chcę korzyści.
Na moment obecny uważam,że to chyba najbardziej spaczona strona mojej psychiki,nigdy nie miałam wzoru dobrego związku,beneficyjnego dla obojga.Wszystkie wzorce jakie znam to związki z literatury.Dlaczego od dziecka uczą nas nieszczęśliwej miłości,czemu gloryfikują nieszczęście? Nie potrafię tego zrozumieć,bo przecież nawet Mały Książe i jego róża nie byli szczęśliwi.
Nie chcę być Wokulskim,który ciska tomem poezji Mickiewicza,nie obwiniam ich za moje zaburzenia w postrzeganiu związku,a już na pewno nie mogę nikogo z autorów winić za swoje skłonności do popadania w toksyczne relacje.Naprawdę wiele w tej dziedzinie muszę przemyśleć i ogarnąć.Naprawdę muszę dojrzeć.
Z biegiem lat(zaledwie chyba dwóch) zmienia mi się postrzeganie wielu rzeczy,np na sam seks w tym momencie mam już inne zdanie,pamiętam,że do niedawna traktowałam to jako błahostkę,ciało jako przedmiot.
Od niedawna,a konkretniej przez takiego frajera H.(pozdrawiam) przemyślałam to,a właściwie przestałam przemyślać.Coraz mniej o tym myślę,może to jest związane z tym,że dorosłam,czy nie mam na to czasu,coraz większą wagę przywiązuje do różnicy zwrotów seks i kochanie się.
Ja chyba często zaznaczałam wiele różnicy,chociażby między słowami,chłopiec,facet a mężczyzna.
W tym też dostrzegam różnicę,nie żebym radykalnie zmieniła poglądy.Seks tak naprawdę nadal nie ma dla mnie wielkiego znaczenia i duchowego wymiaru,jednak te drugie słowa chyba zaczęły się liczyć naprawdę,a nie na utartym sloganie.Sama już nie wiem,jednak to nie jest najważniejsze.
Myślę,że nie chcę chorych związków,jak poprzednie,że muszę walczyć ze sobą,zmierzyć się z zazdrością,która potrafi wpędzić mnie w paranoję,że muszę się zmierzyć z moim wiecznym uważaniem,że tylko ja mam rację oraz kilkoma innymi rzeczami.Za łatwo się przywiązuję,dlatego trudno o zdrową relację.Trudno mi się poddać,a czasem ta walka o kogoś innego jest bezsensowna,po co ma zostać,skoro chce odejść.Chociaż bzdurą jest "jeśli kochasz pozwól odejść",to jest kolejne chujowe zakłamane hasełko.Jeśli kochasz właściwie nie odejdzie i Ty nie odejdziesz,bo po co byłoby porzucać coś co z założenia ma przynosić szczęście i wsparcie?
Pamiętam kiedyś,jak mój Pawian powiedziała,że związek to szczęście i ja głupi romantyk odrzuciłam tą myśl,bo nigdy nie byłam w związku szczęśliwym,a doświadczeń trochę mam z tego co się dowiedziałam.
I właśnie z tych doświadczeń powinnam wreszcie wyciągnąć jakieś lekcje.
1) Nie uzależniać się.
2) Dokuczać sobie!(cholera,jak ja to lubię,myślę,że to zbliża,ale też trzeba znaleźć w tym granicę,nie można ranić osoby KROPKA chciałam napisać "osoby,którą darzy się uczuciem,ale przemyślałam to w trybie błyskawicznym.Nie można ranić osoby.)
3) Działać zdecydowanie i asertywnie,by było coś co jest naszą rezolucją.nie moją,nie jego.
Związek to nie wojna,związek to nie pierdolone Monopoly - nie ma zwycięzców,nie ma przegranych.Chyba,że mówimy o dobrze prosperujących związkach po latach - zwycięskie szczęśliwie świętują,przegrane...nie istnieją.
Jest jeszcze wiele zasad,ale już chyba mam dość,mój filozoficzny felietonik dobiega końca,gubię się we własnych myślach - tyle do zapisania,a ja zapominam wszystko,STARA OLA NADAL...
o właśnie,ujawniłam swoje imię...pierwszy raz na tym blogu...czyżbym w końcu była sobą,a nie nickiem?FuckingPrincess,SaC?Odeszły?Są? MPD mam? Boję się,reguła 4 - nie czytaj więcej książek psychologicznych XD
Zimno mi strasznie.A właśnie,żeby tak za kilka lat to przeczytać i mieć punkt odniesienia o mojej obecnej sytuacji życiowej-uczuciowej rzecz jasna:
Jest ktoś,kto ma takie dwa oblicza.Ni to mężczyzna,ni pizdochlast,chłopiec też nie,ani facet.Nie zamknę go w żadnym przedziale ścisłym,to mnie tak strasznie pociąga,ciekawi.Powiedzmy,że bywa jak dobra książka,a nawet lepiej.Mam coś,co może świadczy,że nie jestem zdrowa psychicznie.Myślę o nim zwłaszcza przed snem,to jest durny stan niby-zakochania,którego tak naprawdę nie chcę,ale dobrze,że jest.Czy się uzależniłam - powiedzmy,że od dyskusji,jest jednym z niewielu reprezentantów płci tzw brzydkiej(nie wiem jak można ich tak nazywać,przepraszam,ale nie wiem też jak określić jego),który mnie inspiruje,że tak powiem.Czasem niesamowicie dołuje,czasem rozwesela.Wiem jeszcze,że On tego nie chce i spokojnie,nie zrobię scen,nie będzie problemów.Myślę,że to relacja beneficyjna dla mnie na moment obecny,kiedy serduszko mam zajęte.Czy ja znowu daję się ranić? no tak,ale wiem,że nie jest świadom i nie mam nic za złe,bo nic nie ma,nic nie będzie.Nie chcę związku,nie szukam związku,nawet gdyby mi się oferty posypały jak manna z nieba - myślę,że wszystkie bym odrzuciła,bo nie mogę próbować budować czegoś,za co nie wiem jak się zabrać,żeby było zdrowe.
Nie wiem jak to określić,ale jestem zadowolona ze stanu uczuć cichutkiej miłostki,która wygaśnie(i tak chwilo trwaj,bo nauczyłam się z tym żyć i kontrolować,więc mogę funkcjonować normalnie,bez chlipania,wiecznej tęsknoty,odczuwania wielkiego bólu,smutku i pytań czemu on mnie nie kocha - nie musi,ma prawo i ja w sumie tego bym nie chciała,zruinowałoby to wszystko co zbudowałam sobie dość stabilnie i pewnie puściłabym wodze,popadła w skrajności i przyzwyczajenia co do związków - a w skutku znów skończyła z niczym,okropnie).Aha jeszcze co do związków - nie dam się traktować jako opcja.Facet w XXI wieku i większa część wymienionych podmiotów męskich,kiedy wie,że ma taki amortyzator w postaci tej dziewczyny,która może nie jest tak atrakcyjna,ale nie najgorsza i w sumie umiem się z nią dogadać,działa na zasadzie zabezpieczenia,że ma tą opcję,kiedy ta fajniejsza go odrzuci - druga pocieszy i będzie czekać.Ja to rozumiem,bo wiem,że jest takie cierpienie,do którego potrzeba innego człowieka,ale to jest pasożytnicze.Żeruje się na uczuciach innej,nie mając do niej żadnych głębszych uczuć.To powoduje,że ta osoba cierpi i ja to wiem,nieraz byłam odstawiana na bok z etykietką pewniaka.Uważam to za wielki akt tchórzostwa osób,które nie dojrzały do związku i pełnego zainteresowania jedną osobą.Nie wiem jak to opisać i to chyba nieważne,znów gubię wątki,głupia Ola.
Nvm,nie chcę się pozwolić wpisać w ten "pattern"(IB,zapomniałam polskiego słowa).
Jeju,ta sytuacja jest naprawdę porąbana.A ja Jego chyba opisuję,jak te wszystkie moje miłostki i chyba też koloryzuję,już sama nie wiem i w sumie pierdolmy ten temat,muszę nad nim jeszcze dużo pomyśleć.
Miałam jeszcze coś do napisania,ale już cholera nie pamiętam co XDDD frustracja,przepraszam Cię,Olu za lat 2.
Aha,wiem - depresja,czy znikła?Nie wierzę w to,że moja wielka przyjaciółka i wena mnie opuszcza powoli stopniowo,w sumie jestem do niej tak ogromie przyzwyczajona,że takie nowe doświadczenie zdaje się wyjątkowo pozytywne.
Pochwalę się:
W trakcie minionych ferii wiele czytałam o depresji i innych chorobach,zaburzeniach etc. Było to dla mnie dość bolesne,jak w sumie samo mówienie o depresji,sprawia mi ból psychiczny,bo przywodzi na myśl ciemne dni,smutne noce,ucieczki z domu,nadgarstki...
Ale w trakcie minionych ferii zabawiłam się w kombinatorstwo,zabawiłam się w budowanie tego,co się zwie DOMEM.Moja schizofrenogenna rodzina i tak to zburzy,ale cóż - uważam swoje próby za dość udane i w końcu obustronne.
Ja wymyśliłam,a mama pod lekkim przymusem pomogła mi zacząć budować normalną relację matki z córką,chociaż to straszne,że uważam się niestety za tą starszą mentalnie i że to ja musiałam wodzić Prym.
Babcię sprowadziłam,że tak powiem do parteru,powiedziałam parę słów przykrych,ale nieuniknionych jeśli coś ma być normalnie.W moim domu są 3 kobiety,z których każda ma inną ideę domu,tego co wolno,czego nie wolno i każda chce swoją ideę przemycić.Cieszę się,że wreszcie udaje mi się moją metodą bezkrzykową nawet w miarę.Zaraz będzie tam 4 mądra,ale mam nadzieję,że od pewnego momentu,który nastąpi niedługo Natasza zacznie myśleć samodzielnie,póki co jest bardzo upupiona przez mamę,bardzo zależna.Ja chyba zawsze byłam takim dzieckiem indywidualistą,nigdy nie byłam tak wpatrzona w matkę,że cokolwiek ona mówiła było święte.Myślę,że w ten weekend pobawię się w naukę samodzielnego myślenia Nataszy...Aha i powiedzcie mi czy ja będę dobrą matką,bo słyszę,że tak,ale i tak się boję...Cóż,stabilizuje mi się sytuacja rodzinna,stabilizują mi się uczucia,przyjaźnie mi się może posypały...Dzieje się wiele,a ja już naprawdę jestem pogubiona w swoich myślach,więc : KONIEC
poniedziałek, 10 marca 2014
poniedziałek, 3 marca 2014
Historia.
Mamy marzec 2014,być może karty historii JUŻ TAK ZWANEJ TRZECIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ.
Konflikt na linii Rosja-Ukraina już jest tak nazywany.Istna imbecyliada - nie ma oficjalnie żadnej wojny,nato gówno zrobi,onz podetrze.Rosja dostanie co chce,jak dziecko beczące u nogi mamusi bo chce wejść do smyka po zabawkę w galerii Galaxy.
Hiperbolizacja konfliktu jest śmieszna,ale naprawdę - Putin dostanie czego chce,w końcu cały świat chucha i dmucha,żeby nie było wojny atomowej.
Ogólnie oklepałam ten temat z każdej strony,z kim tylko mądrym się dało,a nawet z pewnymi debilami o imieniu zaczynającym się na O. XD
Polityka - frustruje mnie moja niemoc.Tak bardzo,że chyba pójdę spać.Ale jeszcze żyję,dawno notki nie było.
Konflikt na linii Rosja-Ukraina już jest tak nazywany.Istna imbecyliada - nie ma oficjalnie żadnej wojny,nato gówno zrobi,onz podetrze.Rosja dostanie co chce,jak dziecko beczące u nogi mamusi bo chce wejść do smyka po zabawkę w galerii Galaxy.
Hiperbolizacja konfliktu jest śmieszna,ale naprawdę - Putin dostanie czego chce,w końcu cały świat chucha i dmucha,żeby nie było wojny atomowej.
Ogólnie oklepałam ten temat z każdej strony,z kim tylko mądrym się dało,a nawet z pewnymi debilami o imieniu zaczynającym się na O. XD
Polityka - frustruje mnie moja niemoc.Tak bardzo,że chyba pójdę spać.Ale jeszcze żyję,dawno notki nie było.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
